Banaue we mgle całe

Do Banaue w północnej części wyspy Luzon na Filipinach dotarliśmy wcześnie rano po nieprzespanej nocy, spędzonej w najbardziej niewygodnym z autobusów, na jakie tu trafiliśmy. Z powodu turbo klimatyzacji w nocy było lodowato, a pomiędzy dwoma rzędami siedzeń był dostawiony jeszcze jeden fotel, więc Wojtek (190cm wzrostu) po prostu NIE MIAŁ PRAWA się tam zmieścić. Ja siedziałam wbita w szybę, na mnie opierał się Wojtek i co kilka minut się budziliśmy, żeby lekko zmienić pozycję, albo zamienić się miejscami.

Kiedy kierowca rano obudził nas krzykami, że trzeba wstawać, bo już dojechaliśmy – wyglądaliśmy jak jedno wielkie nieszczęście. To było jeszcze nic. Zziębnięci, niewyspani, połamani wyszliśmy na zewnątrz i od razu mieliśmy ochotę wracać do tego paskudnego autobusu. Na dworze LAŁO, mgła była taka, że ledwo było widać drugi koniec naszego super wehikułu, a jakiś facet napierdzielał przez megafon „all tourist must come here to pay tax fee! Yeeeeees, you both as well! Cooooooooooome!”. No i się zaczęło.

ulica banaue
Smętne ulice Banaue

Szybko wskoczyliśmy pod dach informacji turystycznej i zaczęliśmy wyciągać wszystkie ciepłe rzeczy z plecaka. Nie było ich za wiele, a nawet te które mieliśmy dalej ‚pachniały’ siarką z wulkanu Ijen w Indonezji. Trudno. Było koło 18 stopni i wydawało mi się, że zaraz zamarznę. Dodam tylko, że poprzedni tydzień spędziliśmy na plaży na Palawanie:) Szok termiczny pierwsza klasa. Czego się jednak nie robi, żeby zobaczyć piękne pola ryżowe w Banaue…

Po pół godzinie ulewa nie przeszła, co chwilę ktoś nam wciskał wizytówki przeróżnych guesthouseów, oferował podwózkę i inne takie, a my zaczęliśmy zastanawiać się, jak stąd uciec. Zapłaciliśmy więc opłatę klimatyczną (niech on już przestanie wrzeszczeć przez ten megafon!) i dowiedzieliśmy się kiedy odjeżdża pierwszy jeepney do Sagady – przecież tu nie zostaniemy. Zeszliśmy kawałeczek do miasta, ulokowaliśmy się w restauracji polecanego People’s Lodge i zamówiliśmy śniadanie. Nie minęły nawet 3 minuty a już koło nas siedział facet, który proponował nam trekking na pola ryżowe w Batad, zapewniając, że tam pogoda może być zupełnie inna. Wyobraźnia poniosła go tak mocno, że zaczął nam proponować 3-dniową trasę, ale wtedy zobaczył moją minę i zamilkł :P Chciałam spokojnie zjeść i przemyśleć naszą sprawę. Była 7:00, do cholery!

Mimo wszystko zdecydowaliśmy, że damy tej mieścinie szansę.

peoples lodge
People’s lodge – jeden z popularniejszych przyczółków backpackerów w Banaue

Na temat filipińskich plaż można się rozpływać, widoki w górach są przepiękne ale niech nikt mi nie wmawia, że filipińskie miasta są ładne:) Nie, są po prostu brzydkie, a Banaue w deszczu po zmroku jest wręcz paskudne (chyba, że porównujemy je do Manili albo Baguio, to rzeczywiście wypada całkiem przyjemnie).

domy banaue
Domy wyrastają ze stromych zboczy doliny

Idziesz ciemną, mokrą ulicą, lekka mgła, wszystko z betonu, sprawia wrażenie niedokończonego, o 21:00 drzwi są już pozamykane, guesthousy zasuwają kraty wejściowe i tylko słuchać jakieś skomlenie psów albo odgłosy telewizorów. Brrr. Za dnia wszystko wygląda trochę lepiej ale mimo wszystko jakoś to miasto wydało nam się mało sympatyczne…

szkola banaue
Panorama deszczowego Banaue
osuwisko banaue
Podobne osuwiska nie są rzadkością w górskiej części Luzonu

Można za to iść do jednej z kawiarni. Serio, działają tu małe kawiarenki, gdzie można sobie wybrać jakieś ciasto i dostać kawę rozpuszczalną z torebki :) Tak więc jednego dnia Wojtuś zaprosił mnie do takiej kawiarni – polecamy ;) Za 2 kawy i 3 ciastka zapłaciliśmy tylko 3zł haha. A do tego jakie widoki…

Banaue pola ryżowe
Pięknie, prawda? :) Aż chce się pozmywać te naczynia;P

No i najważniejsze – punkt widokowy na pola ryżowe, oddalone ok. 2 km od miasta! Dużo można by gadać o tym, że Banaue jest brzydkie, mało ciekawe itd. To wszystko nieważne, bo przepiękne widoki na naprawdę imponujące pola ryżowe rekompensują wiele. Niestety nie mieliśmy szczęścia do pogody – tego dnia, kiedy pojechaliśmy zobaczyć pola, przestało już padać, ale za to większą część niesamowitego widoku pokryła gęsta mgła. Jednak z tego, co udało nam się dojrzeć, pola ryżowe w Banaue wyglądały zupełnie inaczej niż w Batad. Wydawały się wyższe, nie były umocowane kamiennymi ścianami i zdawało nam się, że były o wiele bardziej zielone. Dodatkowy plus jest też taki, że żeby je zobaczyć nie trzeba się w ogóle namęczyć :) Jak tu musi pięknie wyglądać w marcu/kwietniu, kiedy wszystkie te pola ryżowe pokrywa soczysta zieleń. I pogoda jest wtedy bardziej przyjemna. Zaczęliśmy żałować, że zjawiliśmy się tam w grudniu i marzyć o przyjeździe w marcu… No nic, może innym razem, nie ważne. W każdym razie ta część Banaue baaaardzo nam się podobała. Nie mieliśmy tu jednak za dużo czasu – pola zobaczyliśmy w drodze do Sagady…

Karolina Luczak
Karolina „James Cameron” Łuczak podczas kręcenia sekwencji zdjęć do jednego ze swoich dzieł
tarasy ryzowe w banaue
Tarasów ryżowych w Banaue strzegą czorne ufoludy (widoczne u dołu kadru)
mgla banaue
My, wszechobecna mgła oraz typowe filpińskie pręty zbrojeniowe na tle przepięknych tarasów ryżowych
Banaue rice terraces
Jeden z najpopularniejszych obrazków na pocztówkach z Banaue. Charakterystycznie ukształtowane tarasy ryżowe.
wyprawiona zaba
Pamiątka, która zwaliła nas z nóg. Torebka z wyprawionej żaby :)

Banaue – informacje praktyczne:

ZAKWATEROWANIE: Po odwiedzeniu tańszych hosteli polecanych przez Lonely Planet wybraliśmy zupełnie inny – Banaue Half Way Lodge – ładny pokój w drewnie, z oknem (w przeciwieństwie do People’s) z łazienką na korytarzu, a ciepła woda była w cenie (w Green View jest dodatkowo płatna). Wi-fi działało w pokoju (wolno bo wolno ale jednak!). Ładownie sprzętów do prądu jest bezpłatne. Pokój 500 pesos.

PRĄD: Nieźle to sobie w Banaue wymyślili – metody rodem z Bangkoku. W pokojach nie ma gniazdek, a za ładowanie sprzętów trzeba płacić od 30 do 50 pesos. My mieliśmy ze sobą laptopa, aparat fotograficzny, kamerę i 2 telefony – policzcie sobie ile to kasy na ładowanie.

JEDZENIE: Mimo wszystko jedliśmy głównie w People’s bo tam było najwięcej ludzi a internet działał o wiele szybciej. Wypróbowaliśmy restauracje w różnych guesthouseach i tam też jedzenie było co najmniej wstrętne. Cóż, to właśnie w Banaue przechodziliśmy początek apogeum obrzydzenia filipińskimi smakami, więc możemy być mało obiektywni.

WYCIECZKI DO BATAD: można zamówić w People’s Lodge albo w informacji turystycznej. 1/2/3 dniowe. Zdecydowaliśmy się na People’s, bo było o 50 pesos taniej, a wcześniej poznany Polak zachwalał rozgadanego, wesołego przewodnika. Powiem tylko, że niestety nam się tak z przewodnikiem nie poszczęściło, więc osobiście chyba nie polecamy. Po prostu zależy na kogo się trafi. 1 dniowy trek – 500-550 pesos/os. 9.00 – 17.00 z przejściem przez pola ryżowe i dojściem do wodospadu. Można też próbować na własną rękę, ale droga do Batad jest fatalna (szczególnie kiedy pada) i nie wyobrażam sobie jej pokonać trycyklem.

WYCIECZKI NA PUNKT WIDOKOWY W BANAUE: żeby się tam dostać można wynająć trycykl, można wybrać zorganizowaną wycieczkę na pół dnia połączoną z kilkoma innymi atrakcjami – chyba jakieś gorące źródła (ok 500 pesos/os). Można też pójść z buta – jakieś 1,5h w jedną stronę, droga jest prosta. My zatrzymaliśmy się tam w drodze do Sagady prywatnym busem (250 pesos/os) – dobre rozwiązanie – płacisz tylko raz.

DOJAZD Z MANILI: My wybraliśmy Ohayami Bus, bo był najtańszy. Wyjeżdżaliśmy o 21:30 z przystanku autobusowego Ohayami Bus Terminal. Bilety można kupić przed odjazdem, ale często brakuje miejsc, więc dobrze pomyśleć o tym wcześniej. Cena: 450 pesos/os. Ok. 9-10h jazdy.

DOJAZD DO SAGADY: pierwszy jeepney odjeżdża o 8:30 rano, a potem już nie wiadomo. Jeśli wybierzesz tę opcję, musisz przesiąść się w Bontoc – całość ok. 200 pesos. Można dostać się do Sagady bezpośrednio prywatnym busem za 250-300 pesos. ok. 3h jazdy.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz