Chiński cmentarz w Manili

Nie raz i nie dwa pisaliśmy i opowiadaliśmy o tym, że Manila, delikatnie mówiąc, nas nie urzekła. Właściwie spodobały nam się tylko dwa miejsca – klimatyczna dzielnica z przyjemnymi pubami, gdzie zabrała nas wieczorem Maey (u której nocowaliśmy na Couchsurfingu) i chiński cmentarz, który chcemy Wam dzisiaj pokazać. Poza tymi, nazwijmy to – atrakcjami, miasto nie pokazało się nam z najlepszej strony. Niezbyt miłe powitanie pierwszego dnia, taksówkarz – oszust i przytłaczające slumsy sprawiły, że Manila zajmuje pierwsze miejsce… na liście miast, do których z pewnością nie chcielibyśmy więcej wracać.

Mieszkanie na cmentarzu?

Pamiętacie wzruszającą opowieść o rodzinie mieszkającej na cmentarzu w Manili, która dbając o grobowiec ma dach nad głową? Krótki reportaż zrobiła o tym manilskim cmentarzu Martyna Wojciechowska. Ten akurat program Martyny strasznie mnie zaciekawił, więc bardzo chciałam odwiedzić to miejsce i zobaczyć jak faktycznie funkcjonuje ten cmentarz-miasto.

No i prawie by się udało, gdybyśmy tylko doczytali z Wojtkiem wszystko tak jak trzeba. I tak, zamiast na cmentarzu komunalnym, wylądowaliśmy na… cmentarzu chińskim, położonym kilka minut spacerkiem od tego pierwszego, do którego nigdy już nie trafiliśmy :) Nie mieliśmy czasu na pójście na cmentarz komunalny, bo musieliśmy jeszcze zdążyć na lotnisko, tego dnia lecieliśmy na Boracay.

chiński cmentarz Manila
Brama wejściowa na chiński cmentarz

Na cmentarzu chińskim nie znaleźliśmy żadnych żywych mieszkańców, oprócz jednego staruszka na rowerze, który opowiadał, że się właśnie tu urodził, w jednym z grobowców. Chciał nawet zostać naszym przewodnikiem po cmentarzu, ale zaproponowana przez niego kwota za oprowadzanie była strasznie wysoka i musieliśmy zrezygnować. Po kilkuminutowej rozmowie grzecznie się pożegnaliśmy i pożyczyliśmy miłego dnia. Postanowiliśmy więc pochodzić sobie po cmentarzu tak po prostu, a oglądając grobowce nie mogliśmy się nadziwić, czego to Chińczycy nie wymyślą :)

Inny niż wszystkie…

Cmentarz chiński jest przeogromny, przez 2 godziny obeszliśmy może z 1/4 kwater. Prawdziwe miasto w mieście. Położona na cichym, spokojnym wzgórzu nekropolia wcale nie wyglądała jak typowy cmentarz.. Swoją drogą, miejsce to było o wiele bardziej ciche i czyste, niż pozostała część Manili, a patrząc na brudne lepianki w slumsach w innych częściach miasta, mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że te grobowce prezentują się o wiele przyjemniej. Może zabrzmi to okrutnie ale przestałam się dziwić, że ludzie na takim cmentarzu mogą zamieszkać. Oczywiście, bardzo współczuję osobom, które muszą się zdecydować na taki dramatyczny krok, ale patrząc na podejście właścicieli grobowców do „spokoju na cmentarzu” i warunkach w kryptach wydaje mi się, że jest to lepsze rozwiązanie niż zatłoczone dzielnice biedy.

Jedna z alej na cmentarzu
Jedna z alej na cmentarzu
pomiędzy grobami
Sklep… bynajmniej nie z kwiatami i zniczami.

Po cmentarzu chodzi się szerokimi alejami – ulicami, co jakiś czas mijając małe sklepiki, a po jednej i drugiej stronie ulicy w rzędzie, jak szeregowce stoją krypty. Nie takie zwykłe – ogromne, z przepastnymi pomieszczeniami w środku. W tych komnatach znajdowała się zazwyczaj zadbana, mała płyta grobowa, a nad nią najczęściej zdjęcie zmarłego, powieszone w pięknej ramie.

grobowiec Manila
Jeden z grobowców

To jednak nie wszystko! Oprócz płyty nagrobnej w tym „pomieszczeniu” znajdowały się często stoliki z krzesłami, naczynia i… toalety. Czasem przy grobowcu był też basen – podobno dla rodziny, która przychodzi w Święto Zmarłych – żeby mogła miło spędzić tu czas. Jak widzicie nie jest to takie ciche miejsce jak w Polsce.

manila cmenatrz
Na zewnątrz…
i w środku...
i w środku…

Przechodząc od obiektu do obiektu coraz bardziej nie mogliśmy się temu miejscu nadziwić. W końcu trafiliśmy na alejkę vipów, na której grobowce były naprawdę imponujące. Niektóre przypominały małe kościoły, inne były niezwykle kunsztownie ozdobione. Jeden z grobowców wyglądał jak kino, a inny – naszym zdaniem hit – przypominał najprawdziwszą kawiarnię. Ten ostatni należał do właściciela jednej z kawiarni w Manili, a jego rodzina postanowiła w ten sposób uczcić jego pamięć.

Chińczycy to jednak mają polot, prawda?

manila cmentarz
Grobowiec – kino
na cmentarzu w Manili
Grobowiec – kościół
Grobowiec - kawiarnia
Grobowiec – kawiarnia

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz