Honda Bay cz. 2 – Pandan Island

To, że wizyta na Honda Bay na Filipinach zaczęła się dla nas dość nieszczęśliwie – już wiecie z poprzedniego wpisu o Luli Island. Los jednak miał się do nas uśmiechnąć już niebawem. Po interwencji Wojtka ruszyliśmy dalej na Pandan Island, podobno najlepszej wyspie do wypoczynku na Honda Bay. To była nasza ostatnia deska ratunku. Nawet sobie nie wyobrażacie jak nagle ciężar spadł mi z serca, kiedy w oddali zaczął się rysować kształt wyspy. Długa, piaszczysta, bielusieńka plaża, kilka przycumowanych łódek, palmy… tak! O to właśnie chodziło. Czemu nie trafiliśmy tu od razu?!

Pandan Island
Pandan Island widziane z naszej łodzi

To jest to!

Nie byliśmy tam sami, wręcz przeciwnie. Turystów było całkiem sporo ale też i wyspa była na tyle duża, że spokojnie każdy znalazł dla siebie miejsce, nie przeszkadzając przy tym innym plażowiczom. Pandan Beach było chyba najbardziej zagospodarowaną plażą, jaką widzieliśmy na Filipinach. Każdy w zasadzie mógł tu znaleźć coś dla siebie.

Honda Bay

My odpoczywaliśmy trochę na uboczu, kładąc się na ręcznikach na piasku. Ci, którzy chcieli i mogli sobie na to pozwolić wykupywali miejsca w specjalnych domkach/wiatach i odpoczywali w cieniu. Przy plaży zlokalizowane były dostępne dla wszystkich prysznice, a jeśli ktoś miał ochotę na drinka z palemką, mógł podejść do beach baru. Wszystko tu było dobrze przemyślane i naprawdę fajnie zorganizowane.

Honda Bay Filipiny
Elegancki prysznic :)

Pod wodą jeszcze lepiej

Jak pewnie pamiętacie – podobno najlepszą wyspą do snorkelingu miała być ta cholerna Luli Island. Tjaaaaaa. Nie wiem, kto to wymyślił, bo to właśnie Pandan nadawała się do tego idealnie! I do tego nie było żadnych ograniczeń co do obszaru, na jakim można pływać ani nakazu pływania w kamizelkach. Można było założyć maskę, wziąć rurkę i odpłynąć kawałeczek od brzegu, a nagle okazywało się, że pływasz wśród setek kolorowych rybek. Pamiętacie nasz filmik z Filipin i ujęcia podwodne, gdzie atakują nas całe ławice ryb? To właśnie zdjęcia z Pandan Island. Wystarczyło tylko wrzucić okruszki chleba do wody, a ryby niemal wyrywały ci chleb z rąk :) W dodatku znaleźliśmy piękny okaz rozgwiazdy na brzegu! Było super.

Rozgwiazda na plaży

To się je?!

W pewnym momencie zgłodnieliśmy. Ceny w beach barze nie za bardzo zachęcały ale wtedy dojrzeliśmy grupkę pań, siedzących przy miskach pełnych ryb i owoców morza. Okazało się, że za całkiem atrakcyjną cenę wszystko grillują, podają na plastikowych talerzykach i nawet mają stół z krzesłami, przy którym można skonsumować wszystko pod palemką. Nie trzeba było nas długo namawiać.

owoce morza
Tęsknimy za takim obiadem…
muszle
TO się je????

Skusiliśmy się na rybę i muszle, które znaliśmy tylko z tego, że kiedy przykłada się do nich ucho to szumią (hahahah :)) i nigdy nie pomyśleliśmy nawet, że można je jeść.

owoce morza Filipiny
Ok, tylko… ja?

Na dokładkę Wojtek domówił… jeżowca. Bo zawsze chcieliśmy spróbować jak smakuje i powiem Wam – jest całkiem ok! Wszystko było naprawdę pyszne. Szczególnie te muszle. Wyglądały dość nieciekawie i dosyć ciężko było je wyciągnąć ale smakowały super.

Jeżowce
Grillowany jeżowiec. Całkiem smaczny :)

Na koniec skusiliśmy się na pysznego kokosa za kilka groszy. Dzień zakończył się naprawdę świetnie! Nic więc dziwnego, że Pandan wpisaliśmy na listę naszych ulubionych filipińskich plaż.

kokos
Mniaaaam!
jeżowiec
Skusiłbyś się?

Pandan Beach

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz