KaLui Restaurant w Puerto Princesa – mniaaam!

Puerto Princesa restauracja
KaLui Restaurant i my:)

Sława restauracji KaLui w Puerto Princesa na Palawanie dotarła do nas jeszcze przed przyjazdem na Filipiny. Rozpisywali się o niej inni blogerzy, wspominał też Lonely Planet. Jakimś cudem jednak zupełnie o niej zapomnieliśmy. Dopiero Maey, nasz host z Manili ostatecznie utwierdziła nas w przekonaniu, że musimy się tam pojawić. Komu jak komu, ale Filipince, która pochodzi właśnie z Puerto Princesa, nie sposób nie uwierzyć.

KaLui Restaurant znana jest właściwie z 3 rzeczy – naprawdę fajnego, ciepłego i bardzo klimatycznego wystroju wnętrza, fantastycznych owoców morza oraz przystępnych cen. Działa od poniedziałku do soboty, a stolik na wieczór trzeba sobie wcześniej zarezerwować. Takie tu tłumy:)

Nikt chyba się nie zdziwi, jeśli powiem, że jak tylko przyjechaliśmy do Puerto Princesa, już tego samego dnia udaliśmy się do KaLui, żeby zarezerwować stolik. Restauracja znajduje się niedaleko lotniska, przy głównej ulicy w mieście i każdy kierowca trycykla ją zna, więc dojechaliśmy tam w kilka minut.

Szybkie spojrzenie na knajpę i już byliśmy zachwyceni. Wszystko w bambusie i drewnie, klimatycznie żółte, a nie białe światło (na Filipinach białe, „energooszczędne” żarówki są wszędzie!). Z przodu maleńki ogródek, dalej już stoliki i krzątający się między nimi kelnerzy. Ależ to miłe urozmaicenie w naszym backpackerskim spisie smacznych ale zazwyczaj parszywie wyglądających knajp… Bez wahania zdecydowaliśmy się na tę odrobinkę luksusu i postanowiliśmy zarezerwować miejsce. Udało się, wrócimy tu o 20:30 w sobotę.

Już przy rezerwowaniu stolika restauracja po prostu nam się spodobała i to tak bardzo, że po raz pierwszy od 1,5 miesięcznej podróży postanowiłam przed wyjściem na kolację pomalować sobie rzęsy i specjalnie założyć sukienkę:) Haha, muszę przyznać, że make up zajął mi 2 razy dłużej czasu niż zwykle – faktycznie się odzwyczaiłam.

Kiedy wchodzimy wieczorem do restauracji jest zupełnie inaczej, niż za dnia. Przede wszystkim pełno tu ludzi. Zajęty jest niemal każdy stolik i to, co nam się spodobało najbardziej – mnóstwo tu lokalsów, a nie tylko turystów. Przed wejściem na salę zdejmujemy buty i oddajemy do specjalnej skrytki. W KaLui Restaurant chodzi się na boso:)

Dostajemy stolik nieco dalej od wejścia- tak jak prosiliśmy. Oddźwierny już nas pamięta i zaprasza miss Karolinę dalej. Uśmiecham się delikatnie do Wojtka, który jak widzę jest równie oczarowany tym miejscem. Zamawiamy zestaw dnia dla 2 osób. Dostajemy więc kilka potraw – przystawki, danie główne, deser. Dodatkowo zamawiamy też koktajle mleczne – ja z papai a Wojtek połączenie banana z kokosem. Wow! Strzał w dziesiątkę, szczególnie wybór Wojtka. Shake’i są odpowiednio słodkie, gęste, z owocem, bez tony lodu. Z niecierpliwością czekamy więc na dania.

restauracja KaLui
W oczekiwaniu na kolejne dania:)

Jako pierwszą dostajemy zupę. Nie do końca wiemy cóż to za zupa, ale to rodzaj bulionu, w którym wyczuliśmy imbir i sok z limonki. Pyyyyszne!

Zaraz po tym na naszym stoliku pojawia się ryż oraz stek rybny (bardzo możliwe, że to tuńczyk), który kelner przynosi na patelni, kiedy rybie mięsko jeszcze skwierczy. Stek jest dość mały, ale wspaniały w smaku. Palce lizać.

Nasz stół zapełnia się coraz bardziej. Dostajemy jakiś rodzaj kabaczka w cieście podawany z sosem i wielkie, przepyszne krewetki. W smaku po prostu idealne.

restauracja Palawan
Kabaczek w cieście. Wojtek pałaszował tak szybko, że ledwo zdjęcie zrobiliśmy:)
Palawan owoce morza
Krewetki były wyśmienite!

Kiedy już myślimy, że to tyle, jeśli chodzi o danie główne i już jesteśmy wniebowzięci, kelner ma dla nas niespodziankę. Dostajemy rybę w delikatnym sosie curry z mlekiem kokosowym. To już prawdziwy raj dla podniebienia. Rozpływamy się! Dosłownie się rozpływamy. Tak dobrej ryby nie jadłam nigdy w życiu.

KaLui Restaurant
Przepyszna ryba. Najlepsza!

Pałaszujemy wszystko z prędkością światła. Każde danie jest inne, jedno lepsze od drugiego i już sami nie wiemy w czym właściwie tkwi cały sekret.

Dania w restauracji
Wszystko spałaszowane :(
Jedzenie Palawan
… ale było pyyyyyyyyszne!

Na koniec dostajemy deser – kawałki pysznego arbuza pokryte brązowym cukrem. Wszystko to w połówce kokosa. Super pomyślane i bardzo dobre. Zwieńczenie całej kolacji.

restauracja w Puerto Princesa
Deser. Mniam.

W KaLui czujemy się naprawdę wyjątkowo. Restauracja to przede wszystkim przepyszne jedzenie, miła obsługa, niebanalny wystrój, ale też bardzo rozsądna cena. Za całą kolację dla 2 osób włącznie z napojami zapłaciliśmy 639 pesos, czyli ok. 45zł, a wszystko razem i każde z osobna było warte swojej ceny.

W każdym razie, jeśli ktoś z Was będzie kiedyś na Palawanie w Puerto Princesa, to KaLui jest na pewno jedną z większych atrakcji miasta, której wręcz nie można ominąć. Dajcie znać czy Wam smakowało.

Ale żebyście nie pomyśleli, że teraz to się już tylko burżuimy, wczoraj na kolację zjedliśmy w ulicznym „barze” zimnego kotleta schabowego i miskę równie zimnego, rozgotowanego i nieposolonego ryżu, zapijając to wszystko małym 7-upem. Na Filipinach jednak nie jesteśmy flashpackerami. Za drogo:P

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz