Nie takie Bali straszne jak je malują – pierwsze wrażenia

Jadąc na Bali nie mieliśmy pojęcia, czego się po niej spodziewać. Wiedzieliśmy o wyspie tyle, że turystę łatwiej tu spotkać niż lokalsa, że to jedna z najpopularniejszych wysp w Azji Południowo – Wschodniej i chyba najbardziej znane miejsce na burżujskie wakacje :) W zasadzie można by powiedzieć, że na Bali patrzyliśmy z góry i nie spodziewaliśmy się niczego dobrego, zastanawiając się jednak, co takiego rok rocznie przyciąga tu całe hordy turystów. No bo coś w końcu musi!

Droga do Denpasar

Kiedy już przedostaliśmy się promem z Jawy na Bali zaczęliśmy bardzo żałować, że jednak nie zdecydowaliśmy się na wykupienie lotu. Droga do Denpasar, czyli stolicy wyspy, „trochę” nas zmęczyła. Kierowca gnał jak szalony, na drodze było chyba milion aut, wszyscy się wyprzedzali na raz. Generalnie podobnie jak na drogach na Jawie, tyle, że ruch jeszcze większy. Było ciemno, a czekało nas ładnych parę godzin w podróży. Staraliśmy się zasnąć, ale od momentu, kiedy po moich nogach przebiegł gigantyczny karaluch, o spaniu nie było już mowy :)

Na szczęście udało nam się jakoś dojechać i zakwaterować. Pierwszy raz podczas podróży po Azji cena w hotelu proponowanym przez Lonely Planet się zgadzała, a warunki były naprawdę dobre. Tę noc przespaliśmy spokojnie.

Kultura, religie – wielkie BUM!

Nazajutrz wynieśliśmy się ze stolicy całkiem sprawnie. Po raz pierwszy zobaczyliśmy Bali za dnia. Wyspa jest tak olbrzymia i zaludniona (żeby nie powiedzieć zatłoczona), że w ogóle nie czuć tu w ogóle wyspiarskiego klimatu. Jedno miasto przechodzi od razu w drugie. Gdzie podziały się te przestrzenie i roślinność? Przed przyjazdem wydawało nam się, że Bali to mała i słodka wysepka. Nic z tych rzeczy. Na miejscu okazało się, że to po prostu wielka krowa :)

To, co nas jednak dosłownie zmiażdżyło to ilość świątyń. Bali jest chyba pierwszym miejscem w Azji, w którym zobaczyliśmy taki natłok elementów religijnych i przywiązania do tradycji. Byliśmy zachwyceni. Gdziekolwiek się nie obejrzysz – świątynia. Świątynia, dom, świątynia, sklep, dom, świątynia, restauracja, świątynia, świątynia. I tak w kółko. Kobiety i mężczyźni nierzadko chodzą ubrani w tradycyjne stroje, składają dary w świątyniach, palą kadzidełka. Bali dosłownie żyje kulturą.

Ubud, nasze ulubione na Bali

Lądujemy w Ubud – mieście, w którym od razu się zakochujemy. Nie ma tu właściwie nic szczególnego, dookoła pełno białasów i masa eleganckich zachodnich butików oraz restauracji. Mimo wszystko jednak panuje tu jakaś niesamowita atmosfera, kapitalny klimat. W dodatku po kilku minutach znajdujemy idealne mieszkanko – tanie (100 tys. rupii – ok. 28zł), położone w centrum ale dobrze schowane w bocznej uliczce, a przede wszystkim ciche i z pysznym śniadaniem co rano oraz kawą przez cały dzień. Do kawy był też cukier, ale od momentu, kiedy zapomnieliśmy zamknąć szczelnie pudełka, którym się znajdował i opanowały go setki mrówek, cukru już nie używaliśmy :)

Ubud zakwaterowanie
Nasz domek w Ubud
ubud bali
Śniadanie mistrzów – przepyszne zielone naleśniki i owoce!

Tu, w Ubud naprawdę odpoczywamy, a co ciekawe mimo wcześniejszych obaw Bali okazuje się tańsza niż np. Jawa, co jest dla nas ogromnym zaskoczeniem. Ubud emanuje wręcz kulturą. Codziennie odbywają się tu przedstawienia, można zobaczyć tradycyjny taniec, Ramayanę połączoną z tradycyjnym Kecak dance, kukiełkowe teatry światła i cienia, jednak o tym opowiemy innym razem.

W Ubud zakochujemy się dosłownie we wszystkich pamiątkach, jakie można tu kupić. Każde takie rękodzieło w Polsce byłoby na wagę złota. Tu sprzedaje się je za grosze. Żałujemy, że mamy takie małe plecaki… i ograniczony budżet. Kupujemy za to świetne pocztówki – nie zwyczajne z widoczkami, a z wizerunkami Ganeshy, Hanumana i innych hinduistycznych bogów. Na kartkach są fenomenalnie przedstawieni, szczególnie Ganesha – bóg z głową słonia. Wysyłamy znajomym ale póki co czekamy – jeszcze żadna nie doszła do adresata :(

Wiatr we włosach

Wypożyczamy skuter i jeździmy po centralnej części wyspy. To wtedy właśnie odkrywamy prawdziwe piękno Bali. Po zjechaniu z głównej i zatłoczonej drogi widzimy te wytęsknione soczysto zielone przestrzenie, tarasy ryżowe, małe wioski przyozdobione tak, że po prostu zachwycają. Przyjmujemy zasadę: oby dalej.

centralne bali
Niemal każda wioska jest przystrojona

Oglądamy te przyozdobione wioseczki, wjeżdżamy w góry, zatrzymujemy się przy tarasach ryżowych i strumykach. Pokonujemy kolejne kilometry z rozdziawionymi paszczami. Bali jest naprawdę fantastyczne!

wyspa Bali
Toniemy w ryżu! :)

Być może najlepszym sposobem na zwiedzenie Bali jest naprawdę zgubienie się gdzieś w jej centrum na skuterze? O to nie trudno, wydaje się, że wyspa to plątanina dróg, dróżek, ścieżek i wioseczek, a dojazd nawet do większych miast nie jest oznakowany. Nie ważne, po prostu cieszymy się widokami. Wow, takie Bali kochamy!

Bali tarasy ryżowe
Tarasy ryżowe – soczyście zielone
bali tarasy ryżowe
Widoki są przepiękne!

Centralne Bali nas zafascynowało. Było zupełnie inne niż się tego spodziewaliśmy. Wspaniała przyroda, góry, małe miasteczka, boczne drogi prowadzące nie wiadomo dokąd – wszystko to wprawiło nas dosłownie w osłupienie. Świetne! Wszystkim polecamy wynajem skuterka i po prostu ruszenie przed siebie :) Na pewno nie pożałujecie.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz