Walki kogutów na Filipinach

Na wstępie chciałbym uprzedzić wszystkich ekoterrorystów i ludzi wrażliwych na krzywdę zwierzęcą. Sorry, walki kogutów to bardzo silny element kultury mieszkańców Palawanu i będziemy o tym pisać. Po prostu – niczym Mariusz Max Kolonko – mówimy jak jest, nie omijamy kontrowersyjnych tematów, tak samo, jak w przypadku wpisu Karoli o jedzeniu psów w Wietnamie. Wybacz jeśli Cię uraziliśmy – jest wiele innych blogów, które na pewno Ci się spodobają, nie musisz czytać dalej.

Walki kogutów to coś, co chciałem zobaczyć od dłuższego czasu. Szukaliśmy trochę na Bali, bo podobno owa krwista rozrywka jest bardzo popularna na tej indonezyjskiej wyspie, ale niestety nie mieliśmy szczęścia. Udało nam się za to na Palawanie, a konkretnie w Puerto Princesa. I to jak się udało! To co zobaczyliśmy, zdecydowanie wynagrodziło nam długie poszukiwania i moje jęczenie, że się nie uda :P

Otóż moi drodzy, w mieście Puerto Princesa znajduje się wielka, profesjonalna arena do walk kogutów. Położona jest kilka kilometrów za centrum, ogrodzona płotem i drutem kolczastym, a wejścia broni strażnik. Wejście na regularną imprezę kosztuje 100 pesos – 7 zł. Wielkie wydarzenia, odbywające się pare razy w roku, podczas których walczą najlepsze koguty z całego Palawanu, mogą kosztować kilkanaście razy więcej.

walki kogutów Puerto Princesa
Profesjonalna arena do walk kogutów. Tutaj nie ma lipy.
sponsorzy walk kogutów
Walki kogutów to prawdziwy przemysł. Sponsorami są przede wszystkim firmy produkujące suplementy dla zawodników, jak chociażby Thunderbird czy Ciprotyl.

Na Palawanie walki kogutów, czyli po filipińsku – sabong, to prawdziwy sport i nie piszę tego na wyrost. Cała sprawa traktowana jest na prawdę poważnie, tym bardziej, że oprócz czysto sportowych emocji gra toczy się o na prawdę sporą kasę. Bo o to, który ptaszek wygra daną walkę, toczy się hazard drogie panie i panowie. Sumy o jakie się zakłada są na prawdę spore, nie tylko jak na filipińskie zarobki. Z naszych obserwacji wynikało, że średnio jest to ok. 1000 pesos za jedną walkę, czyli jakieś 70 zł. Niby niewiele… ale każdej niedzieli tylko na tej jednej arenie odbywa się ok 45 walk, a zakładać się można z wieloma osobami na raz. Do tego dochodzą oficjalne zakłady z „biurem zawodów”. Tam stawki są jeszcze wyższe.

imiona kogutów
Co lepsi zawodnicy mają swoje pseudonimy. Mój faworyt to Jungle Fighter II, potomek nieustraszonego Jungle Fightera I.

Sam sposób w jaki wybiera się osobę, z którą chce się założyć jest dość widowiskowy. Machasz ręką, wskazujesz swojego oponenta i drzesz się na całe gardło ile chcesz postawić. Trzeba to robić głośno i zdecydowanie, bo facet z drugiego końca hali, na przeciwległej trybunie, może nie usłyszeć. Facet, bo walki kogutów to bardzo męski sport. Kobiety obecne na trybunach można policzyć na palcach jednej ręki. Po wygranej walce kasa wędruje do zwycięzcy z ręki do ręki albo zgniata się banknot i rzuca. Nie ma wymigiwania się, próby oszustwa czy kradzieży. Jest szacunek i kultura. Jedni przegrywają, drudzy wygrywają. Najbardziej cwany jest krążący wokół naszych miejsc mężczyzna o chińskich rysach twarzy. Spokojny, nie krzyczy, podchodzi i łagodnym głosem ustala stawkę, o którą chce się założyć. Musiał się dobrze znać albo walki były ustawione. Wygrywa kolejny zakład.

-Masz moje pieniadze?
-Trzymaj.
-OK, dzięki, hajs się zgadza.

hazard na Filipinach
Czas na obstawianie zakładów. To najgłośniejsza część zawodów.

Tak jak w prawdziwych, „ludzkich” sportach walki, koguty startują w kilku kategoriach wagowych. Przed walką, w kuluarach odbywa się oficjalna prezentacja i ważenie zawodników. Wtedy też można przyjrzeć się kogutom, ocenić który ma większą szansę na wygraną i zdecydować na którego postawić.

walczące koguty
Prezentacja zawodników.

Później „ptaszyna” zanoszona jest do oddzielnego, okratowanego pomieszczenia, w którym odbywa się zakładanie na jedną z nóg specjalnego oręża – ponad dziesięciocentymetrowego ostrza. Tak tak, koguty pojedynkują się na miecze, jak prawdziwi rycerze. Dozwolone jest co prawda dziobanie po głowie i drapanie pazurami, ale śmiertelne ciosy zadaje brzytwa przytwierdzona do koguciej łydki. Jej ostrość sprawdza na własnej dłoni lub paznokciu serwismen każdego zawodnika.

walka kogutów
To tu zakłada się kogutom zabójczą broń
Ostrza do walk kogutów
Komplecik na każdą okazję.
Pazur koguta
Żeby nikt się nie pokaleczył, na ostrza zakładane są ochraniacze

Już z ostrzami, ale jeszcze w specjalnych ochraniaczach, zawodnicy są wnoszeni na ring. Pole bitwy ma wymiary ok. 5×5 metrów i otoczone jest szklanymi szybami dla przejrzystości i wygody widzów. Dla soczewki aparatu fatalna sprawa – wszystko się odbija, dla oglądających – zbawienie, bo krew wojowników tryska na szybę, a nie na nich.

Filipiny walki kogutów
Na chwilę przed walką. Właściciele dumnie prezentują swoich zawodników

Na początku, każdemu z walczących kogutów towarzyszy sparing partner. Właściciele mają dwa koguty – jeden walczy, a drugi służy do podjudzania. W pierwszej fazie oba koguty są trzymane w rękach sekundantów, patrzą sobie prosto w oczy, po czym „szczuje się” jednego drugim. Następnie ten walczący odwracany jest tyłkiem do podjudzacza, którego zadanie polega na dziobaniu faktycznego zawodnika w zadek. Taką sekwencję powtarza kilka razy każda z ekip. Kiedy walczące koguty są już odpowiednio podnerwione, ściąga się im ochraniacze, wypuszcza z rąk, a na ringu pozostaje tylko sędzia i one.

niebezpieczne koguty
Podjudzanie zawodników
Azja walki kogutów
Let’s get ready to rumble!!

Szczerze mówiąc nie wszystkie walki były porywające od samego początku. Pomimo ogólnego wnerwienia, zawodnicy nie interesowali się sobą od razu i musiało minąć kilkanaście-kilkadziesiąt sekund, zanim zaczęła się rzeź. Koguty najpierw spoglądają na siebie, pochylają szyję, jeżą się, po czym następuje atak. Zazwyczaj jest to skok do góry i próba zadania ciosu ostrzem w przeciwnika podczas lądowania. Wygrywa ten z lepszym refleksem. Jeśli nie dojdzie do czystego trafienia, w ferworze walki następuje dziobanie i generalna szamotanina. Pióra latają, krew bryzga, a lud się cieszy. Mężczyźni na trybunach drą się niemiłosiernie, a emocje sięgają zenitu – wszak ważą się losy grubej kasy.

walki kogucie
Walka rozpoczęta
walka na arenie
Na chwilę przed atakiem.

Ataki kogutów powtarzają się kilka razy, a kiedy są coraz bardziej zmęczone/ranne, podchodzi sędzia, łapie oba, smyra po grzbiecie i ustawia na przeciw siebie. Aż do skutku. Zwycięzca jest tylko jeden, nie ma remisów. Życie lub śmierć, a potem… do gara.

Kogut po lewej zaraz skona.
Zawodnik po lewej już wie…

Po każdej walce na ring wchodzi ekipa sprzątająca żeby pozamiatać pióra i ewentualne kawałki kogutów. Zwłoki przegranego wędrują za arenę, do specjalnego miejsca, w którym zostaną odpowiednio obrobione.

sprzątanie ringu
Konserwacja powierzchni płaskiej w trakcie

Pan obrabiający upewnia się czy kogut jest już kompletnie martwy, czy jeszcze kona, zanurzając go głową do dołu we wrzącej wodzie. Jeśli się trzepie – żyje, trzeba poczekać, jeśli nie – chwile gotujemy, potem studzimy w zimnej wodzie, a na koniec usuwamy piórka i obcinamy łeb. Co teraz?

koguty po walce
Zakłady drobiarskie „Kogutex” w Puerto Princesa

-Będziecie gotować zupę? – pytamy
-Nieeee…. Robimy Adobo. (rodzaj filipińskiej marynaty do mięs na bazie octu i sosu sojowego)

płukanie koguta
Studzenie zwłok koguta. Za chwilę nastąpi skubanie piór.

Dobrze, a co ze zwycięzcą? Nie ma lekko. Chwila chwały i zaraz potem trafia do szpitala pod trybunami. Chirurg zszywa pocięte ciało i dezynfekuje rany. Zawodnik zyskał doświadczenie, jest teraz lepszy.

szpital dla kogutów
Operacja w toku

-Kiedy następna walka?
-Ciężko powiedzieć. Jak zaleczą się rany. Może za tydzień, może za dwa?

ranny kogut
Większość zwierząt jest na prawdę poważnie zraniona i wymaga szycia. Bez znieczulenia.

Czy to wszystko jest etyczne? Jak to się ma do tej tak mocno eksponowanej religijności Filipińczyków? Nie wiem, to trudne pytania. Dla mnie to element kultury i sposób na oderwanie się tutejszych ludzi od często bardzo smutnej prozy dnia codziennego. A że okrutny? Hmm… Byliście kiedyś w polskiej masarni?

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz