Żółwie z Sukamade

Park Narodowy Meru Betiri znajduje się w południowo-wschodniej części Jawy. Najsłynniejsza plaża na jego terenie, Sukamade, jest znana przede wszystkim z ogromnych żółwi morskich, które niemal każdej nocy na nią wychodzą i składają jaja. Musieliśmy to zobaczyć!

Długa droga do celu…

Jedno co trzeba powiedzieć na początku to to, że dostać się tu jest o wiele, wiele trudniej niż do innych atrakcji Jawy. Przed tym właśnie nas ostrzegano. Właściwie są tylko 3 opcje. Albo bulisz za prywatnego jeepa, na co nas nie było stać, albo jedziesz do pewnego momentu na własną rękę i przesiadasz się na pakę ciężarówki z zaopatrzeniem dla strażników parku, albo też jedziesz na motorze. My planowaliśmy dostać się tam ciężarówką ale kiedy już prawie do niej wsiadaliśmy, pojawiła się znienacka wspomniana opcja nr 3. czyli podróż z Mr. Suprim, ale powiem tylko, że określenie „bumpy road” (jak było napisane w Lonely Planet) nabrało dla nas nowego znaczenia. Droga do Sukamade przez dżunglę była tragiczna, masakryczna, fatalna, piekielnie trudna do pokonania. Co jakiś czas musieliśmy wręcz schodzić z motorów, bo po prostu się nie dało jechać, a tyłki po takiej ilości kamieni na drodze dosłownie nam odpadły. Nie dziwi więc fakt, że tak niewielu turystów w ogóle tu dociera.

W oczekiwaniu na żółwia

Wielkie żółwice znoszące jaja przychodzą tu po zmroku, trzeba więc ich wypatrywać w nocy. Tak też zrobiliśmy. Czekanie na żółwia w zupełnej ciemności na plaży nie należy do najciekawszych. Była 20:30 a my dosłownie padaliśmy z nóg (słońce zachodzi tu koło 18:00). Krótka drzemka? Czemu nie. Kiedy więc wszyscy z napięciem czekali na nadejście żółwia, my poszliśmy w kimono na samej plaży.

Obudził nas deszcz i wszyscy razem uciekliśmy do trochę złowieszczej murowanej budy, żeby go przeczekać. Po chwili na szczęście deszcz ustał, a rangersi dostali sygnał, że na plaży pojawiła się żółwica. WOW! Czyli jednak się udało! Obity po motorze tyłek i 2 dni jazdy w to zapomniane przez świat miejsce jednak miało jakiś sens…

Jest i żółw!

Szybko pobiegliśmy na plażę, a przed nami ukazał się żółw. Nie, nie żółw. Żółwica, wielgachne żółwisko! Ogromne, w życiu takiego wielkiego żółwia nie widziałam na oczy. I pomyśleć, że nie byliśmy w zoo, tylko na zwykłej plaży! Samica jakiś czas temu wyszła z wody i zaczęła szukać miejsca do złożenia jaj. „Wolny jak żółw” to chyba jednak dobre określenie – poruszała się z mozołem, a każdy ruch zdawał się być dla niej niezwykle męczący. Syczała przy tym i dyszała jak stara lokomotywa z Wolsztyna. Trochę się ucieszyłam, kiedy jeden z rangersów powiedział, że waży około 70kg. W końcu nie byłam najcięższą samicą w grupie:P

żółw sukamade
70 kg żółw na plaży Sukamade

Trochę to trwało zanim znalazła sobie miejsce na złożenie jaj, więc znowu czekanie… Tym razem jednak był to fałszywy alarm. Tej nocy nie złożyła ani jednego. Pewnie przyszła tylko sprawdzić miejsce i wróci następnej nocy, albo jeszcze następnej, albo stwierdzi, że ma tą plażę gdzieś i nie wróci. Nie ważne, tak czy siak nawet bez składania jaj sama jej obecność była dla nas czymś niezwykłym. Tego wieczoru porobiliśmy kilka fot żółwicy razem z grupą innych turystów, którzy tak jak my cudem dotarli w to miejsce. Wojtek odnalazł się też w roli kamerzysty i za wszelką cenę chciał mieć lepsze ujęcia niż pewien Francuz. Ten jednak w pewnym momencie położył się z kamerą w ręce tuż przy głowie żółwia i chyba niestety wygrał tę walkę. Nawet morska woda wlewająca się pod spodnie mu nie przeszkadzała…

Uwolnić żółwia!

Oglądanie ogromnych żółwi to nie wszystko. Nazajutrz o 5 rano poszliśmy wypuścić małe żółwiki do morza, na wolność. Z trudem ale wstaliśmy. Perspektywa uwolnienia kilku żółwiowych maluchów była naprawdę fantastyczna. Na czym to wszystko polega?

Młode żółwie
Karolina i jej żółwie dzieciątka

Każdej nocy rangersi chodzą po plaży sprawdzając czy żółwice nie złożyły jaj. Żeby ochronić je przed jaszczurkami, orłami, małpami i właściwie niemal każdymi innymi mieszkańcami dżungli, którzy mają na jaja chrapkę. Rangersi zbierają je i zakopują w ogrodzonym, bezpiecznym, oznakowanym miejscu, gdzie po 2 miesiącach wykluwają się maleńkie żółwiki. Potem trafiają do specjalnych basenów gdzie oswajają się z wodą i przybierają trochę na wadze. Dzięki takiemu tygodniowemu szkoleniu mają potem większe szanse na przeżycie, niż ich koledzy wykluci z jajek na plaży.

Żółwie jaja
W tej piaskownicy-inkubatorze dojrzewają jajeczka

Nawet nie macie pojęcia jakie to świetne uczucie wypuścić takiego żółwika na wolność. Malce są niesamowicie urocze. My dostaliśmy 10 żółwików i z przyjemnością oddaliśmy je naturze. Były szybkie jak błyskawica. Jak tylko poczuły zapach morza i szum fal, ruszyły do wody jak głupie. Ledwo zdążyliśmy im zrobić zdjęcia:-) Mam nadzieję, że będą się zdrowo chowały i nie pożre ich żaden drapieżnik.

Male żółwie uciekają do morza
Wojtek ledwo nadążał za tymi maluchami

Wow! Drugi gigantyczny żółw tuż obok nas!

To jednak nie wszystko! To co się stało później przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Okazało się, że jeden z TYCH OGROMNYCH żółwi wyszedł na plażę późno w nocy i zaczął wracać do morza dopiero rano, właśnie wtedy, kiedy wypuszczaliśmy małe żółwiki do wody. To było coś! Czad jeszcze większy niż poprzedniej nocy. Nie dość, że zobaczyliśmy jedną żółwicę w nocy, to jeszcze trafiła nam się druga – trochę mniejsza – ale za to w promieniach słońca. Mogliśmy się więc jej dokładnie przyjrzeć.

Idący żółw morski
Chyba idę…
Żółw w Indonezji
…nie idę!

Podobnie jak żółwica, którą widzieliśmy po ciemku, również i ta poruszała się bardzo wolno i ociężale. Widać było, że ciepło i słońce jej nie służą. Musiała jednak samodzielnie pokonać tę drogę, zostawiając przy tym po sobie ślady jak traktor. Była piękna, niesamowita i podjarałam się jak nigdy. Ale byliśmy szczęściarzami :-) No, przyznajcie sami. Jedna z najfajniejszych azjatyckich przygód.

Głaskanie żółwia
Wojtek czule żegna się ze swoją oblubienicą
Żółwica w morzu
Wojtek towarzyszył żółwicy aż do samego morza

 

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz