Dawna Albanio, nie wracaj!

Jadę autobusem, oglądam zza szyby zmieniające się krajobrazy. Jezioro Szkoderskie, góry, nieużytki, kilka opuszczonych fabryk i miasta, które wydają się jakieś pełne chaosu, jakby niedokończone. To jeszcze pozostałości po reżimie. Takie są atrakcje Albanii. Ktoś nas wyprzedza, zostawiając za sobą tumany kurzu, ktoś trąbi, a kto inny wyjeżdża nam przed nosem w ostatnim momencie. Uwaga! Dziura! Kierowca zwinnie ją omija przejeżdżając na styk obok innego auta – kolejnego mercedesa. Ufff, tym razem się udało. Autobus jest cały. Witamy w Albanii.

fot. http://www.pinterest.com/pin/13299761369396040/
fot. http://www.pinterest.com/pin/13299761369396040/

Ten kraj jest przerażający, a zarazem niesamowicie intrygujący od samego początku. Krwistoczerwone tło albańskiej flagi, a na nim czarny, dwugłowy orzeł mimowolnie wzbudzają lęk w przynajmniej połowie turystów, którzy przekraczają ze mną granicę. Później jest już tylko gorzej.  A może lepiej? Na pewno inaczej, niż w pozostałych krajach Europy. Albanii nie da się porównać z żadnym innym państwem. I za to właśnie ją lubię. Jest nieprzewidywalna.

Przypominam sobie moment, kiedy byłam tu po raz pierwszy. Totalny chaos na drogach, śmieci i bieda – tak właśnie pamiętałam Albanię sprzed pięciu lat.

Wracając tu po kilku latach byłam ciekawa jak bardzo i czy w ogóle się zmieniła. Szczerze mówiąc nigdy nie był to łatwy kraj do podróżowania. Żeby dogadać się z przeciętnym Albańczykiem trzeba było mieć nieprzeciętnie rozwinięty talent do odgadywania kalambur i zmysł odnajdowania się w terenie. Tak też zostało.

Po pięciu latach w dalszym ciągu prawie nikt nie mówi tu po angielsku, chociaż trzeba przyznać, że się starają i jest z tym coraz lepiej, a GPS przestaje działać zaraz po przekroczeniu granicy. Drogi są fatalnie oznaczone, a ich stan pozostawia wiele do życzenia. Jest jednak jedna wielka różnica – te drogi w ogóle SĄ, istnieją, można po nich jechać – czego nie można było powiedzieć jeszcze jakiś czas temu:)

Albania się zmieniła.  Jadąc główną drogą nie widzę już tej tony śmieci, jaka mnie tu kiedyś powitała. Owszem, wciąż nie jest ich mało, ale w porównaniu z tym, co widziałam tu jeszcze kilka lat temu, jest ich zdecydowanie mniej. Albania chce do Europy. Ja jednak myślę, że do tej Europy ma jeszcze bardzo, bardzo daleko. Mimo wszystko jej kibicuję. Może kiedyś…?

Co drugi mijający nas samochód to Mercedes. Albańczycy je kochają. A jeszcze bardziej kochają je, kiedy są umyte . „Myjnie samochodowe” (wąż ogrodowy plus wiadro z płynem to w Albanii porządna myjnia) widać tu częściej niż sklepy czy restauracje.  Wszędzie widać też mężczyzn. Kobiety się gdzieś pochowały albo w ogóle ich tu nie ma. Nie wiem… mój albański przewodnik mówi mi, że one siedzą w tych lepszych restauracjach, gdzie kawę pije się z eleganckich filiżanek, a w lokalu jest klimatyzacja. Jakoś mi się nie chce wierzyć, ale nie sprzeczam się z nim i potakuję. W końcu jestem na jego terenie. Tylko się uśmiecham i mówię, że to ciekawe. Przechodnie spoglądają na nas trochę złowrogo. Rozmawianie na ulicy po serbsku nie jest najlepszym pomysłem.

Atrakcje Albanii to przede wszystkim niesamowita, wspaniała, onieśmielająca natura. Problem jednak tkwi w tym, że bez auta z napędem 4×4 ciężko jest to zobaczyć. Większość zorganizowanych wycieczek omija jej niezwykłe, największe skarby, bo po prostu nie da się tam dotrzeć autobusem. A szkoda.

Jest też ciemna strona Albanii. Dzieci żebrzą na ulicy, po zmroku w Durres nad morzem nie świeci ani jedna latarnia i jest kompletnie ciemno. Opustoszałe, wybudowane metr jeden obok drugiego bez zezwolenia i planu hotele po sezonie tylko straszą. Nad morze lepiej nie wychodzić. W czasie sezonu podobno wygląda tu o wiele lepiej. I podobno sprzątają.

Bunkrów też jakoś tak mniej. Chyba usunęli te przy głównych drogach. Czy ja na pewno jestem w Albanii? W tej Albanii, gdzie było kiedyś więcej bunkrów niż domów?

A co to za nowa droga? Aha, no tak, prowadzi do Kosowa. Już nie serbskiego. To przecież nowe państwo. Mój albański przewodnik mówi, że są z niego dumni, a Republika Kosowa to wspaniały kraj. Że panuje tam spokój i ład. Tłumaczę grupie jego słowa powoli i dokładnie, cóż mi pozostało? Przejeżdżając później przez Serbię opowiadam o historii tej ziemi. Wszyscy są zdezorientowani.

Na ulicy zaczepia mnie młode małżeństwo. Pytają mnie łamaną angielszczyzną skąd jestem. Mówią, że mam ładne włosy i oczy.

– Kochamy Polskę – krzyczą – a Ty? Lubisz Albanię?

– tak… tak, lubię.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz