Hutessen czyli jedzenie z czapki

Zastanówcie się jakie jest najciekawsze danie, którego kiedykolwiek spróbowaliście. Żeby było trudniej ograniczcie się do potrawy europejskiej. Haggis? Czernina? Kiszony śledź? Super, a jedliście kiedyś czapkę? Nie? A my jedliśmy! W Fieberbrunn w środkowej Austrii.

No dobra, nie była to normalna czapka (aż tak szaleni nie jesteśmy) a po prostu potrawa nawiązująca swoim kształtem do tyrolskiego nakrycia głowy. Kiedy dowiedzieliśmy się, że takie danie w ogóle istnieje dosłownie nie mogliśmy się doczekać aż go spróbujemy. Tym bardziej że polsko i angielskojęzyczne internety praktycznie o nim milczą. I wiecie co? Warto było! Jeśli kiedykolwiek będziecie w austriackim Tyrolu, pytajcie o hutessen, bierzcie znajomych, aparaty i smacznego! Pamiętajcie tylko, że potrawę trzeba zamówić z wyprzedzeniem, bo wymaga ona specjalnego przygotowania.

hutessen

Hutessen czyli „jedzenie z czapki” to potrawa stosunkowo nowa w austriackim menu. Z tego, co się dowiedzieliśmy jej historia liczy około 5 lat i w zasadzie nie jest jakoś szczególnie rozpowszechniona w Austrii, ale wydaje nam się, że zrobi jeszcze wielką karierę :)

Czapka? Ale z czym to się je?

Na stole najpierw pojawiają się dodatki. Mamy frytki (ale takie napraaaaawdę dobre), pyszne ziemniaki w mundurkach, grzanki i sałatkę z sosem balsamicznym. Wszystko na osobnych talerzach. Do tego trzy sosy do wyboru – rodzaj pomidorowej pulpy, sos czosnkowy i połączenie majonezu z ketchupem. Gwóźdź programu, czyli właśnie wspomniana wcześniej „czapka” pojawia się na końcu.

Właściwie jest to żeliwne naczynie w kształcie stożka, podgrzewane palnikami ze specjalnym olejem – jak do fondue. Pod wpływem temperatury stożek się nagrzewa.

Teraz nadchodzi najważniejszy element, bo do naszej dyspozycji dostajemy talerz pełen świeżego, surowego mięsa pokrojonego w cienkie paseczki – wołowiny, wieprzowiny i kurczaka. Jak się pewnie domyślacie cała zabawa polega na tym, że każda z osób siedzących przy stole nakłada mięso na rozgrzaną powierzchnię czapki i w ten sposób je smaży. Mistrzem naszego stolika w przyczepianiu mięsa został bezapelacyjnie Wojtek, któremu nie spadł do zupy praktycznie żaden kawałek. Niestety nie dostał za to żadnej nagrody.

hutessen

Z kolei do metalowego ronda czapki wlewa się rodzaj rosołu, a smaku zupie dodają gotujące się w niej warzywa oraz spływający tłuszczyk wytapiany z mięsa. Zupę można oczywiście sobie co jakiś czas popijać i jest naprawdę dobra!

hutessen tyrol

Zabawa była pierwsza klasa! Właściwie to z całą tą czapką jest nawet więcej zabawy niż jedzenia. Mięsko należy najpierw przyczepić na specjalne mini haczyki wystające z czapki, a potem je jeszcze obrócić żeby się zarumieniło z drugiej strony – zajmuje to trochę czasu. Jest to więc idealny przykład slooooooow food :) Wierzcie mi, że to wszystko wcale nie jest takie proste jak się wydaje. Czasem kawałki kurczaka trzeba wyławiać z zupy, a innym razem dosłownie oddzierać przywarte do żeliwa paski wieprzowiny. W każdym razie – najedliśmy się jak bąki, a uśmialiśmy tak, że pół knajpy do nas podchodziło zapytać co to takiego mamy na stole i jak to się je.

Jeśli kiedyś będziecie np. na nartach w okolicach Fieberbrunn – idźcie do restauracji i pytajcie o Hutessen – gwarantujemy, że się Wam spodoba (pod warunkiem, że nie jesteście wegetarianami)!

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz