Snowboard w środkowej Austrii

Jeśli śledzicie naszego bloga od dłuższego czasu, to dobrze wiecie, że nie przepadamy za zimową szarówą. Kilka już razy udało nam się od niej uciec do ciepłych krajów pod palmy i pewnie o tym samym marzylibyśmy właśnie teraz, kiedy za oknem szare niebo i brudne od roztapiającego się śniegu z błotem ulice, ale udało nam się odkryć… że zima może być piękna!

O zimowym szaleństwie na stoku myśleliśmy już od jakiegoś czasu ale nigdy jakoś nasz snowboardowy czy narciarski wyjazd nie doszedł do skutku (przede wszystkim dlatego, że zwykle ze śniegiem wygrywały słońce, plaża i morze). W tym roku jednak stało się inaczej – dzięki zaproszeniu władz regionu odwiedziliśmy austriacki Tyrol i wiecie co? Było ekstra!

Skicircus Saalbach Hinterglemm Leogang Fieberbrunn, do którego się udaliśmy powitał nas gęstą mgłą, a pożegnał pięknym słońcem i świeżutkim śniegiem. Warunki pogodowe podczas kilku dni naszego pobytu zmieniały się jak w kalejdoskopie i mieliśmy okazję przeżyć prawdziwą burzę śnieżną (oczywiście w najmniej oczekiwanym momencie – na wyciągu) oraz podziwiać jeden z najpiękniejszych górskich widoków w naszym życiu.

Szusowanko!

Od tego sezonu miejscowości Skicircus Saalbach, Leogang i Fieberbrunn połączyły się w jeden region narciarski. Było to możliwe dzięki nowemu, długiemu na 3500 metrów wyciągowi, a Skicircus Saalbach Hinterglemm Leogang Fieberbrunn awansował do miana największego regionu narciarskiego w Austrii. I faktycznie, mają się czym chwalić! Do wyboru dla narciarzy i snowboardzistów są setki świetnie przygotowanych tras (o łącznej długości przekraczającej 270km) i siedemdziesiąt wyciągów – orczyków, krzesełek i gondoli. Dzięki nim bez problemu można np. zaczynać szusowanie w Fieberbrunn, a zakończyć po drugiej stronie pasma górskiego, w Saalbach – wszystko w ramach jednego skipassu.

Fieberbrunn

Oznaczenie i organizacja wyciągów oraz połączeń między stokami stoi na najwyższym poziomie. Tras jest tak dużo, że właściwie można tu spędzić kilkanaście dni nie zjeżdżając dwa razy po tym samym stoku. Do tego dosłownie wszędzie skibary, w których serwowane są naprawdę pyszne posiłki – od tradycyjnej kuchni regionalnej, po wszelkiego rodzaju fastfoody bardzo dobrej jakości (o jedzeniu poczytacie w kolejnym wpisie). W słoneczne dni przed skibarami wystawiane są stoliki i gra wesoła, tyrolska muzyka, a wodzirej z mikrofonem zabawia odpoczywających narciarzy. Generalnie Austiacy wydają się być całkiem wyluzowanymi ludźmi. A może po prostu to grzane wino?

Ski bar na jednym ze stoków
Ski bar na jednym ze stoków

Pozostawionymi przed skibarem nartami czy deską nie trzeba się martwić, nikt ich nie zakosi. O austriackiej uczciwości mieliśmy się nawet okazję przekonać na własnej skórze – w czasie dzikiej zabawy na stoku z kieszeni w Wojtka kurce wypadła… kamera GoPro, której potem szukaliśmy pół dnia i straciliśmy już nadzieję na jej odzyskanie. Musielibyście zobaczyć nasze miny, kiedy kamerka czekała na nas w punkcie informacji… Uczciwy znalazca po prostu ją oddał! Takie rzeczy tylko w Austrii!

fieberbrunn

Jeśli chodzi o nasze snowboardowe podboje – naszą przygodę na stoku zaczęliśmy od spotkania z instruktorem snowboardu – Gregiem, który pomógł nam dobrać sprzęt i zaproponował trasę.

Karola z naszym instruktorem, Gregiem
Karola z naszym instruktorem, Gregiem

Sprzęt wypożyczaliśmy w najstarszej wypożyczali w miasteczku, należącej do rodziny Widmann i byliśmy pod naprawdę dużym wrażeniem jego jakości. Deski i buty były praktycznie nowiuteńkie. Tu panuje trochę inne podejście. Sprzęt wypożycza się, żeby po prostu co roku jeździć na najnowszym, nie musieć martwić się o przechowywanie, transport i przygotowanie do sezonu. Nawet miejscowi regularnie korzystają z wypożyczalni. Po jeździe oddaje się sprzęt do wypożyczalni, gdzie jest on dezynfekowany, czyszczony i suszony w specjalnych „szafach” przed ponownym użyciem. Wszystko skomputeryzowane, każdy element ma kod kreskowy skanowany przed wypożyczeniem. To jest ta austriacka jakość, która nas zachwyciła.

wypożyczalnia sprzętu Fieberbrunn

snowboard w austrii

Na stok!

Po skompletowaniu sprzętu ruszyliśmy z Gregiem na stok. Duże zachmurzenie i mała widoczność nie zniechęciły nas ani trochę. Bawiliśmy się świetnie i sporo nauczyliśmy dzięki Gregowi, który czasem wykazywał w stosunku do nas naprawdę spore pokłady cierpliwości – zwłaszcza podczas kolejnych nieudanych prób pokonania całej długości wyciągu orczykowego :) Na szczęście w okolicy sporo było wyciągów gondolowych i krzesełkowych, w związku z czym udało nam się wypróbować kilka różnych tras nie obijając za bardzo tyłka.

karola w fieberbrunn

snowboard saalbach hinterglem leogang fieberbrunn

Trasy są bardzo zróżnicowane i dostosowane do poziomów zaawansowania w jeździe. Dla początkujących jest sporo oślich łączek i stoków o mniejszym nachyleniu. Szczególnie zafascynowani byliśmy małymi przedszkolakami, które ledwo potrafiły chodzić i sięgały Wojtkowi do kolan, a już szusowały lepiej niż część dorosłych :) Są też oczywiście trasy trudniejsze oraz miejsca, w których można przykozaczyć i spróbować freeridingu na nartach czy snowboardzie i ruszyć poza wytyczone szlaki.

trasy narciarskie austria

To, co nam się bardzo podobało, to fakt, że nie było dzikich tłumów. Jeździliśmy w środku tygodnia, ale biorąc pod uwagę liczbę tras, czyli prawie 300 km – nawet w weekendy nie powinno być tu nadmiernie tłoczno. Śniegu obecnie jest pod dostatkiem.

Jeśli lubicie nocne życie, to warto pomyśleć o noclegu w Saalbach Hinterglemm, które jest bardziej imprezowe. Fieberbrunn jest z kolei bardzo spokojnym, klimatycznym miasteczkiem, co docenią osoby lubiące spokój, ciszę i piękne widoki na okoliczne góry.

Centrum Fieberbrunn
Centrum Fieberbrunn

fieberbrunn

Rakiety śnieżne i do przodu!

Nie jeździsz na nartach czy snowboardzie, ale kochasz góry zimą? W Skicircus Saalbach Hinterglemm Leogang Fieberbrunn znajdziesz sporo szlaków, które możesz pokonać spacerem na przykład… w rakietach śnieżnych! To jest dopiero czad! Wiemy o czym mówimy, bo mieliśmy okazję się przekonać! O ile jazdy na snowboardzie próbowaliśmy jeszcze w Polsce, o tyle rakiet śnieżnych w życiu nie mieliśmy na nogach (zdaje się, że większość spotkanych w Fieberbrunn narciarzy też nie miała, bo kiedy je zakładaliśmy wzbudzaliśmy dookoła sporo emocji).

Karola prezentuje rakiety śnieżne
Karola prezentuje rakiety śnieżne

Jak się okazało, pomimo obfitych opadów śniegu, chodzenie w rakietach to czysta przyjemność i sposób na to, by trochę się odprężyć oraz powdychać świeżego powietrza. Pod warunkiem, że twoim przewodnikiem nie jest na oko trzy razy od nas starsza przewodniczka, która dziarskim krokiem i bez zmęczenia pokonuje kolejne metry pod górę, a ty ze swoją kondycją jesteś zasapany jak po zdobyciu Everestu stylem alpejskim :) Ogólnie daliśmy radę, ale sporo się napociliśmy.

Spacer w rakietach śnieżnych z przewodnikiem
Spacer w rakietach śnieżnych z przewodnikiem

Szczególnie śmieszne były pierwsze minuty w rakietach i pierwsze pokonane metry. Żeby się w nich poruszać trzeba robić trochę większe kroki niż normalnie i szerzej stawiać stopy ale za to można wbiegać na naprawdę głęboki śnieg a frajda jest ogromna.

karola i wojtek

Snowboard i rakiety śnieżne to tylko część atrakcji, z których mieliśmy okazję skorzystać podczas naszego pobytu w środkowej Austrii. Zerknijcie do naszej fotogalerii z wyjazdu i czekajcie na kolejne wpisy!

austria

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz