Plaże południowego Goa

Mając do dyspozycji trzy tygodnie w Indiach, a chcąc zobaczyć zarówno przepiękny Amritsar na północy, jak i Kochin na południu, Bombaj, Hampi i jeszcze trochę odpocząć na plaży – jako to ostatnie wybraliśmy właśnie Goa. To maleńki, ale bardzo różnorodny indyjski stan od którego nie oczekiwaliśmy zbyt wiele. Miało być ciepło, chcieliśmy się wykąpać w morzu, trochę poopalać, zwolnić nieco tempo zwiedzania i zamieszkać w domku na plaży z dala od dzikich tłumów. No i się udało ;)

Goa dzieli się na północ (bardziej tłoczno, dużo turystów lokalnych) od której uciekaliśmy jak najdalej i południe, gdzie jest znacznie spokojniej – o ile wybierze się odpowiednią plażę. My po rozmowie ze znawcami goańskich plaż wybraliśmy w końcu Agonda Beach i wiecie co? Było cudownie! Co prawda początki nie były takie różowe ale potem z dnia na dzień podobało nam się coraz bardziej.

Agonda beach

Na Goa byliśmy w połowie lutego, czyli w pełni sezonu. I pewnie dlatego nie była taka pusta jak sobie to wyobrażaliśmy ale powodem mogło być też to, że mieliśmy ze sobą stary przewodnik, w którym ta plaża opisywana była jako nieskażona cywilizacją ;) No cóż, od 2010 roku wiele się zmieniło. Na szczęście plaża w dalszym ciągu jest niezadeptana, a z kolei jest na tyle zagospodarowana, że się nie nudziliśmy a i zjeść było gdzie.

Sama plaża jest bardzo ładna, trochę jak nasze plaże nad Bałtykiem. Szeroka i o łagodnym wejściu do wody (można śmiało zabierać dzieciaki). Nie nazwałabym jej rajską, bo do plaż na Filipinach nie miała startu ale była bardzo ok. Było trochę palm, miękki piaseczek i zero nagabywaczy jak na bardziej znanych plażach. Nie było też głośnych imprez, pijanych tłumów, a większość plażowiczów to stare dziadki, rodzinki z dziećmi i my 😊 Jednym słowem – było super.

Agonda Beach to idealne miejsce na długie spacery wzdłuż morza i romantyczne kolacje przy świecach w restauracji na samej plaży. Na dłuższą metę pewnie byłoby nudnawo, ale my spędziliśmy tam 4 piękne dni, przy okazji zwiedzając na skuterze jeszcze dwie inne plaże.

Pierwszy raz spaliśmy dosłownie na samej plaży. I to było cudowne. Mały, prosty, drewniany domek z mini tarasikiem i szum morza kiedy budzisz się i zasypiasz – niezapomniane wrażenia.

Rząd domków na plaży Agonda. Z tej plaży, na której byliśmy najdłużej mamy najmniej zdjęć…
Nasz mały, drewniany domek :)
Miejscowi chłopcy grają w piłkę na plaży

Co ciekawe, w większości knajpek na plaży pracują Nepalczycy, więc załapaliśmy się nawet na pierożki momo… z krewetkami, haha. W każdym razie znaleźliśmy naszą ulubioną knajpę, Agonda Sunset, którą będziemy śmiało polecać – wielkie porcje, przepyszne i znacznie tańsze niż wszędzie indziej dookoła, a obsługa przemiła. Czegokolwiek nie zamówiliśmy z ich menu było świetne. Do tego wieczorami rozkładają stoliki na piasku, kładą na nich świece i jest naprawdę pięknie.  Koniecznie tam zajrzyjcie jak już będziecie w Agondzie.

Nasz ulubiona knajpa – pomiędzy knajpami Agonda Cuba i Jojolapa
Polecamy to miejsce!
Wieczorem. Pięknie podana świeża rybka z grilla, którą sobie sami wybraliśmy.

Palolem Beach

Sąsiednia plaża Palolem to całkowite przeciwieństwo Agondy. Co prawda Palolem jest znacznie bardziej urokliwa – pełna palm kokosowych, które pochylają się w stronę wody, ale to już jest komercha w pełnym tego słowa znaczeniu.

Plaża Palolem
Ja byłam nieszczególnie zachwycona… Wojtek wręcz odwrotnie :)
Palolem

Mnóstwo ludzi, sklepików, beach barów, łódek na które naganiają turystów. Jest głośno i tłoczno. Jednym słowem idealnie jeśli jedziesz się pobawić z przyjaciółmi albo podróżujesz sam po Indiach i szukasz znajomych. Tam na pewno się nie będziesz nudzić. Wojtek był zachwycony (szczególnie ilością dziewczyn w skąpych strojach dookoła…), a ja wolę moją Agondę dla seniorów ;)

Cola beach

Na północ od Agondy znajduje się mała plaża Cola beach, na którą dostaliśmy się wypożyczonym skuterem. Nie było łatwo, od głównej drogi do plaży jechaliśmy dobre 20 minut po piachu, górach i dolinach. Mieliśmy nawet chwile zwątpienia. Nie żałujemy jednak, bo to miejsce było genialne. Generalnie Cola beach to plaża, przy której znajduje się jeden spory ośrodek wypoczynkowy złożony z różnego rodzaju bungalowów – niektóre to białe namioty, inne kryte liśćmi palmowymi domki, następne z kolei miały olbrzymie tarasy. Oprócz domków jest tylko jedna knajpa (jedzenie mooooocno średnie) i tyle. Do cywilizacji daleko.

Cola beach. Tu domki nad rzeką.

I pewnie nie byłoby w tym miejscu nic szczególnego, gdyby nie fakt, że w tym zakątku  znajduje się krystalicznie czysta rzeka, w której można się swobodnie kąpać, a z drugiej strony plaży – ocean. Fantastyczne miejsce. Wszyscy kąpią się w rzece, pływają na kajakach, a potem wskakują do oceanu. Super. Polecamy!

Generalnie jeżeli chodzi o Goa, to są to takie Indie w wersji light. Jest w miarę czysto, spokojnie, panuje taki luźny klimat, a jednocześnie jest egzotycznie – po plażach biegają bezpańskie psy, Hinduski do oceanu wchodzą w sari, a koło leżaków rozkładają się święte krowy. Jest jednak drożej niż w Tajlandii, na Bali czy nawet na Filipinach. Gdybym była w Azji pierwszy raz byłabym zachwycona, ale mając już pewne podróżnicze doświadczenie wolałabym jednak Filipiny albo przyjechała tu na dłużej i odwiedziła kilka innych plaż.

Porady praktyczne

*na plażę Agonda można się dostać z dworca kolejowego lub autobusowego w miejscowości Canacona. Przejazd motorikszą na plażę kosztuje ok. 250 rupii.

*nasz domek na samym końcu plaży kosztował 2000 rupii/noc. Z tego, co się zorientowaliśmy jak na domek z widokiem na morze przy samej plaży to była bardzo dobra cena. Domki w drugiej linii bez widoku zaczynały się od ok. 1500 rupii. Były też lepsze za 3-5 tys. rupii za noc. Na plaży Palolem ceny były niższe – domek z widokiem na morze kosztował ok. 1500 rupii.

*z kolei średniego standardu pokoje niedaleko morza, ale od strony ulicy kosztowały ok. 1000 rupii/noc. Poza szczytem sezonu, w którym byliśmy, na pewno jest znacznie taniej.

*ceny za domki w Cola beach zaczynały od 3 tys. rupii/noc

*wynajem skuterka na dzień to koszt ok. 350-400 rupii/dzień

 

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz