Wagah Border… czyli jak prawie byliśmy w Pakistanie

Jak już jesteście w Amritsarze i macie ochotę na chwilę wyrwać się ze Złotej Świątyni, warto udać się na granicę z Pakistanem. Po co? Żeby zobaczyć jak wygląda prawdziwe indyjskie szaleństwo!

Wagah Border – co to takiego?

Wagah Border i słynne zamykanie granicy to jedna z większych (darmowych!) atrakcji w Pendżabie. Z Amritsaru to jakaś godzina jazdy samochodem, czyli ok 30 km, można więc śmiało udać się tam na jedno popołudnie. Ceremonia ściągnięcia flag i symbolicznej rywalizacji pomiędzy Indiami i Pakistanem, która od 1959 roku codziennie przyciąga setki widzów jest niezwykle barwnym widowiskiem. Naprawdę warto to zobaczyć.

Dojeżdżamy do ostatniego parkingu przed granicą około 16:00. Teraz czeka nas mniej więcej 15-minutowy spacer do granicy i szereg kontroli. Po drodze mijamy setki Hindusów z flagami w dłoniach i wymalowanymi w narodowe barwy policzkami. Wszyscy skaczą i tańczą niczym w bollywoodzkich filmach. Nasz polski paszport upoważnia nas do wejścia na trybuny VIP po stronie indyjskiej- nieźle, nie? Zajmujemy miejsca blisko samej bramy (granicy) i mamy całkiem dobry widok na miejsce ceremonii.

Granica znajduje się kilka metrów od nas
Przed rozpoczęciem ceremonii – SZAŁ

Wokół nas tłumy. Jest też „wodzirej” skaczący pomiędzy trybunami z mikrofonem i nawołujący do euforycznych pisków, krzyków i dzikich tańców, co oczywiście Hindusi zgodnie wykonują. Jest rozwrzeszczany, najbardziej kolorowy z możliwych hinduski tłum. Są żołnierze ubrani w charakterystyczne mundury. Jest muzyka, tańce i śpiewy. Barwnie jak zawsze – jednym słowem – jest szał!

Wiwatujące indyjskie tłumy
Wodzirej po indyjskiej stronie granicy wprowadza żołnierzy
Groźni żołnierze. Niektórzy żywcem wyciągnięci z filmów sensacyjnych :)

Ceremonia ściągnięcia flagi odbywa się dosłownie na granicy. Po jednej stronie dzikie i kolorowe indyjskie tłumy, a po drugiej, pakistańskiej ludzi jakby trochę mniej, bardziej spokojnie, bez euforycznych krzyków i tańców.

Zamiast wodzireja z mikrofonem w ręku i żelem we włosach, którego mamy po indyjskiej stronie, tu pojawia się ubrany w narodowy strój mężczyzna bez nogi, trzymający w rękach olbrzymią flagę Pakistanu. Skacząc na jednej nodze wiruje niczym derwisz i doprowadza do euforii swoich rodaków. Szacun, człowiek obraca się tak dobre 10 minut. Jesteśmy pod wrażeniem.

Pakistański „derwisz” wirujący z flagą

Nogi… do góry!

Zaczyna się ceremonia. Po jednej i po drugiej stronie pojawiają się specjalnie wyszkoleni do tego pokazu żołnierze, ubrani w charakterystyczne mundury i turbany z wielkimi pióropuszami na głowach. Wszyscy mają szerokie wąsy i wielkie brody – podobno za „wyhodowanie i utrzymanie” ich są dodatkowo opłacani. Wyglądają trochę dostojnie, a trochę śmiesznie, szczególnie podczas marszu w stronę granicy. Wykonują bowiem szereg kroków i ruchów, które wręcz zadziwiają. Pokrzykują, kopią, tupią, podnosząc przy tym nogi tak wysoko, że czasem trącają przy tym pióropusz przymocowany do turbanu. Wykonują też różne groźne gesty, pokazując przy tym drugiej stronie kto jest silniejszy i mocniejszy. Bardzo to wszystko teatralne.

Nie muszę chyba dodawać, że każdy taki przemarsz któregoś z kilku żołnierzy spotyka się z wiwatem ze strony publiczności – i po stronie indyjskiej i po pakistańskiej.
Po około 45 minutach tego „przedstawienia” ceremonia kończy się synchronicznym ściągnięciem obu flag. Żołnierze zamykają bramę na granicy, a tłum szaleje. Teraz czas na zrobienie sobie selfie z żołnierzami i powrót do Amritsaru. To było COŚ! Zdecydowanie polecamy 😊

Informacje praktyczne:

* na granicę dostaniecie się na różne sposoby, m.in. motorikszą (podobno nie jest to najlepsza opcja, bo jedzie się wolno i przegrywa przez to wyścig o zajęcie dobrego miejsca), busami czy prywatnymi taksówkami. Koszt przejazdu to od ok. 150 INR za osobę motorikszą współdzieloną z innymi, ok. 250-300 INR za busik do 400 INR/os. za prywatne taxi. My z racji ograniczonego czasu wybraliśmy to ostatnie.

* przed samą świątynią, obok McDonalda przez cały dzień stoi mnóstwo naganiaczy, którzy zapraszają do wspólnej przejażdżki na granicę :-) W lutym wyjeżdża się ok godz. 15:00, bo sama ceremonia zaczyna się ok 16:30 i trwa mniej więcej godzinę. My wyjechaliśmy o 15:30 a byliśmy z powrotem pod świątynią ok. 18:30, więc spokojnie zdążyliśmy na pociąg o 21:30

* na granicy przechodzi się szczegółową kontrolę osobistą, nie wolno zabierać dużych plecaków. Warto mieć ze są jak najmniej – wszystko można zdeponować w Złotej Świątyni ;-) Trzeba mieć ze sobą PASZPORT, mimo, iż granicy się nie przekracza.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz