W drodze

Jest takie uczucie, które zna część z Was – poczucie ekscytacji, ten miły ciężar plecaka na plecach, uśmiech na twarzy i radość pomieszana z delikatnym niepokojem jeśli nie wszystko jest do końca zaplanowane. To się nazywa dreszczyk emocji przed podróżą :-) Znowu to poczułam, bo… znowu byliśmy w drodze! Jupi!

Ostatni miesiąc upłynął nam pod znakiem Nepalu i Indii – na początku trochę w pracy, a potem zupełnie jak na wakacjach. Jak dla mnie – było super.

Żeby była jasność – Wojtek chyba nie do końca poczuł klimat bycia w drodze, a po przeanalizowaniu podróży utwierdził się tylko w przekonaniu, że Indie to kraj, który warto zobaczyć, zapamiętać i raczej nie wracać :-)

Tak czy siak, od czasu wyjazdu do Indonezji i na Filipiny w 2013 roku w zasadzie nie byliśmy nigdzie na dłużej niż tydzień, dwa. Wpadliśmy w wir pracy, odpoczywania po pracy, przepakowywania po pracy i do pracy, wyjeżdżania i wracania ale… służbowo. Marzył nam się wyjazd jak za starych dobrych, studenckich czasów. Wojtek myślał bardziej o Ameryce Południowej albo Środkowej, a mnie gdzieś tam w tyle głowy od kilku lat nieustannie siedziały te Indie. Nie do końca wiem jak to się stało ale w pewnym momencie wylądowaliśmy po prostu z biletami do Nepalu i Indii w rękach – ku mojej (wieeeelkiej) radości i przerażeniu/złości/rezygnacji? Wojtka.

Dla Wojtka Indie były i są złem koniecznym. Nepal go ciekawił, ale też nie był jednym z krajów top 10 na liście wymarzonych destynacji. Tak czy siak właśnie wróciliśmy z miesięcznej podróży po Nepalu i Indiach, więc kiedy wreszcie udało się nam naprawić bloga możecie spodziewać się relacji ;) Były Himalaje, godziny spędzone na „drogach” Nepalu, słonie, małpy, buddyjskie, hinduistyczne, muzułmańskie i sikhijskie świątynie, północ i południe Indii, slumsy, plaże Goa, indyjskie pociągi, krowy, przeboje żołądkowe i wegetariański McDonald’s :-) Można powiedzieć, że dużo się działo.

Tyle słowem wstępu, pierwszy wpis czeka już w kolejce do publikacji!

 

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz