Złota Świątynia w Amritsarze

Jeśli miałabym wskazać jedno miejsce, które najbardziej lubię w Indiach, z pewnością byłaby to Złota Świątynia sikhów w Amritsarze. Pierwszy raz odwiedziłam to miejsce w 2011 roku. Wtedy w planach miałam zostać tam na 1 noc, zostałam na 3 i strasznie płakałam, że muszę wyjeżdżać. Tym razem nie mieliśmy aż tyle czasu ale jednak mimo wszystko Amritsar znalazł się na mapie naszej podróży. Zupełnie nam do tego naszego planu nie pasował, bo mieliśmy jechać na południe Indii, ale Wojtek stwierdził, że damy radę ;-) Na papierze wszystko wyglądało spoko, „w praniu” okazało się, że już tak super wesoło nie jest – szczególnie, że żeby oszczędzić na czasie i spędzić 1 dzień w Amritsarze, 2 noce z rzędu koczuje się w indyjskim pociągu. Wszystko jest jednak do zrobienia!

Co to jest sikhizm?

Sikhizm to jedna z ciekawszych religii na terenie Indii. Sikhowie rozsiani są po całych Indiach i świecie, ale najwięcej ich żyje w stanie Pendżab na północy kraju. Najważniejszą świątynią do której pielgrzymują jest Złota Świątynia w mieście Amritsar. To miejsce jest przepiękne, pełne życia, kolorowe i dla mnie po prostu magiczne. Jeśli chcecie się dowiedzieć paru słów na temat tej religii przeszukajcie internety, jest mnóstwo wiadomości na ten temat.

A jeśli nie jesteście aż tak wnikliwi, to w wielkim skrócie: sikhowie wierzą w jednego Boga, nie uznają podziału kastowego, są wegetarianami, wierzą w reinkarnację, mają swoją świętą księgę (Pani Księga), którą kolejni guru spisywali przez lata, aż wreszcie 10 z nich ustanowił tę księgę ostatnim, jedenastym guru. Właśnie ta księga znajduje się w świątyni w Amritsarze.
Sikhów można poznać po kilku elementach: noszą charakterystyczne turbany, nie ścinają i nie pokazują włosów; przy pasie mają przypięty charakterystyczny nóż – kirpan (dziś często drewniany, dostosowany do wymogów bezpieczeństwa linii lotniczych), drewniany grzebień, metalową bransoletę na ręku i specjalną, luźną bieliznę.

Wyznawcy są zobowiązani do utrzymywania się z uczciwej pracy, dawania odpowiednich datków na potrzeby świątyni, pomagania swojej społeczności i działalności charytatywnej. Znani są ze swojej przedsiębiorczości, smykałki do interesów i działania dla dobra wspólnoty, co szczególnie widać w gurudwarach, czyli sikhijskich świątyniach. Złota Świątynia w Amritsarze jest tego wspaniałym przykładem.

Wokół świątyni

W okolicę świątyni z dworca kolejowego dojeżdżamy motorikszą. Nie do końca poznaję ten teren. Kiedy już tracę wiarę we własną pamięć okazuje się, że 2 lata temu tereny dookoła świątyni zostały gruntownie przebudowane – stworzono muzeum, kilka rzeźb, piękny deptak. Obok powstał też McDonald’s… ale nie byle jaki! Ze względu na bliskość świątyni – pierwszy wegetariański McDonald’s na świecie. Oczywiście nie omieszkaliśmy sprawdzić McAloo z kotletem z ziemniaka i McPaneer z kotletem serowym – dają radę!

Przed świątynią

Swoje rzeczy zostawiamy w przyświątynnej przechowalni – zabieramy tylko to, co potrzebujemy do kąpieli, bo po całonocnej przejażdżce pociągiem nie marzymy o niczym innym, jak o prysznicu, a ponieważ dziadujemy na hotelu i zależy nam na czasie, kolejną noc znów spędzimy… w pociągu, w drodze powrotnej :-) Uroczo! Kolejne pół dnia chodzimy z suszącymi się ręcznikami w ręku :-)

Złota Świątynia i basen ablucyjny

Świątynia jest fenomenalnie zorganizowana – mamy tutaj dom pielgrzyma, gdzie można się zatrzymać na noc (jest też specjalna część dla obcokrajowców, z której korzystałam w 2011 roku), są publiczne CZYSTE(!) toalety, zadbane prysznice. Przy świątyni funkcjonuje też kuchnia i jadłodajnia dla pielgrzymów, gdzie można się najeść do syta 24h na dobę. Wszystko za darmo – odpłacić można dobrowolną ofiarą na rzecz świątyni albo pracą wolontariusza. Do wyboru sprzątanie, gotowanie, zmywanie naczyń… Wszystko, co tu widzimy to dzieło ochotników! Są ich setki i każdy dosłownie rwie się do pomocy.

Na bosaka!

Najpierw kierujemy się w stronę pryszniców. Po raz pierwszy i ostatni w Indiach wchodzę do toalety na bosaka (po świątyni chodzi się na boso) i specjalnie nie mam z tym problemu, serio. Wesoła Hinduska sprzątająca łazienkę pokazuje mi wolną kabinę i wskakuję pod prysznic. No, teraz można zwiedzać.

Robimy pierwszy rekonesans świątyni. Wojtek coś tam przebąkuje, że wcale nie jest taka wielka jak sobie wyobrażał itd., ale nie słucham. Idziemy do wielkiej, dwupoziomowej stołówki. Na znak dany przez sikha w wielkim turbanie wchodzimy do ogromnej sali i siadamy w rzędzie na ziemi, po turecku. Po krótkiej modlitwie dostajemy metalowy talerz, a zaraz na nim lądują kolejno placki ciapati, dal, czyli sos z soczewicy, ziemniaki i słodka papka jak u krisznowców na Woodstocku :-) Za oknami widać już kolejnych chętnych na posiłek, więc trzeba trochę przyspieszyć jedzenie. Wojtek dojada moją część, bo nie wypada zostawić jedzenia na talerzu.

Wspólny posiłek

Naczynia oddajemy do mycia i przechodzimy do kuchni, gdzie można zobaczyć ogromne kotły, w których gotuje się dal i miejsce, gdzie klepie się placki ciapati. Chwilę później wyrolowany przeze mnie placek trafia do pieczenia. No cóż, ktoś będzie musiał zjeść to „dzieło”. Dodam tylko, że w czasie gdy mi udało się urolować jednego, dziewczyna obok zrobiła ze cztery.

Przechodzimy dalej. W jednym miejscu obiera się i kroi ziemniaki, dalej mamy stanowiska z cebulą czy czosnkiem. Jeszcze dalej znajduje się pierwsza w Indiach maszyna do wyrobu ciapati, żeby przyspieszyć trochę ich produkcję. Wszystko idzie bardzo szybko i sprawnie. Wielki szacun. Wojtek jest pod wrażeniem pana, który kroi ziemniaki z taką prędkością i precyzją jakby przez całe swoje życie nie robił nic innego.

Za czym kolejka ta stoi?

Przy samej świątyni jest znacznie spokojniej. Do najważniejszej części całego kompleksu, czyli położonej na środku basenu ablucyjnego złotej części, gdzie znajduje się Pani Księga jak zwykle kilometrowa kolejka. Z megafonów słychać słowa pieśni religijnych, a na wielkich telebimach można przeczytać które wersety z księgi są właśnie intonowane (w języku pandżabi i po angielsku). Część wiernych wchodzi do świętego basenu, żeby dokonać rytualnego oczyszczenia, część po prostu odpoczywa w cieniu patrząc na pielgrzymów i samą świątynię. Jest pięknie!

Początek kolejki do głównej części świątyni

Wieczorem świątynia wygląda niesamowicie. Złoto odbija się w przejrzystej wodzie, a budynki otaczające najważniejsze miejsce są ciekawie oświetlone. Tłum nie maleje ani trochę. Ustawiamy się w kolejce do zobaczenia Pani Księgi (tak, w niektórych miejscach w Indiach Hindusi potrafią utworzyć cywilizowaną kolejkę i nie trzeba się przebijać łokciami…) Wtedy jeszcze nie wiemy, że stanie w tej kolejce zajmie nam ponad godzinę i nie ma nawet szans na jakikolwiek odwrót w połowie :-) Wokół nas mnóstwo ludzi, nie tylko sikhów. Złota Świątynia to symbol, wspaniały zabytek, ważne miejsce. Przyjechali tu wyznawcy różnych religii. Ale tutaj nie ma podziałów na swoich i obcych, lepiej i gorzej urodzonych. I za to tak bardzo, bardzo, bardzo lubię to miejsce.

Kolejka wiernych by zobaczyć Panią Księgę nie maleje..

Informacje praktyczne:

* My byliśmy w Indiach w lutym – za dnia w Amritsarze było ok. 25 stopni, ale w nocy temperatura znacznie spadała do ok. 7 stopni, pomyślcie o tym planując przejazd nocnym pociągiem na trasie np. Delhi – Amritsar. Starym zwyczajem jechaliśmy klasą sleeper – tam, gdzie są numerowane leżanki ale ponieważ to klasa bez klimatyzacji, okna są otwierane i bardzo.. nieszczelne. W dzień to żaden problem ale w nocy zimny wiatr hula po wagonie i gdyby nie śpiwory, kilka warstw ubrań na sobie i szal z jaka z Nepalu… zamarzlibyśmy totalnie. Serio. Może warto dopłacić te kilka złotych i w tym okresie wybrać klasę 3 lub 2 AC – będzie po pierwsze trochę czyściej, a po drugie cieplej. Przejazd sleeperem (cała noc w pociągu) na trasie Delhi – Amritsar kosztowała 305 INR za osobę (czyli ok. 20 zł). 3 AC będzie kosztowała dwa razy tyle… to wciąż bardzo mało! Of course można też wybrać wygodniejszą podróż, samolotem. No problem.
* Do Złotej Świątyni nie można wnosić alkoholu, papierosów, większych toreb, plecaków. Można je za to za darmo zdeponować w specjalnej przechowalni przyświątynnej. Nie ma też problemu, żeby co jakiś czas dostać się do swojego plecaka i oddać go z powrotem – przetestowaliśmy i nikt się nie wkurzał ;-)
*Motoriksza na trasie dworzec kolejowy – Złota Świątynia powinna kosztować koło 60 INR

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz