Autostop w Malezji

Jeżeli obudzicie mnie w nocy i wyrwiecie z głębokiego snu pytając o to, w jakim kraju najlepiej jeździ się autostopem, bez wątpienia odpowiem: w Malezji! Podczas naszej podróży mieliśmy okazję przekonać się, że Malezyjczycy pod tym względem zdeklasowali wszystkich Tajów, Polaków i  ex-Jugosławian razem wziętych.

To, że oboje z Wojtkiem autostop szczerze lubimy, wspominaliśmy już nie raz. Ten rodzaj przemieszczania się po świecie jest jednym z naszych ulubionych i chyba póki co, nic się nie zmieni. Przed wyjazdem do Azji Południowo-Wschodniej na mojej osobistej, zupełnie nieobiektywnej mapie przyjaznych autostopowi krajów, prym wiodła Bośnia i Hercegowina. Muszę się jednak trochę wytłumaczyć. Przede wszystkim, uroku troszkę szalonym i niezwykle serdecznym Bośniakom zawsze dodawał ich język. Ponieważ znam chorwacki i serbski, a w Bośni zawsze zarzekam się, że także bośniacki,  zwykle od razu przełamuje to wszelkie bariery, a chęć bratania się wzrasta kilkukrotnie. Jeżdżąc po Bałkanach, zazwyczaj po kilku/ kilkunastu minutach stania przy drodze i machania ręką albo kartonem z napisem „oby dalej” zatrzymuje się  rozklekotane auto, do środka samochodu zapraszają nieogoleni, podstarzali Bośniacy, a z samochodu wydobywają się głośne dźwięki  jakichś starych bałkańskich hitów oraz gęsty dym chyba już setnego papierosa, który kierowca ma w swojej roześmianej paszczy. W każdym razie nigdy na uprzejmego kierowcę nie trzeba było przesadnie długo czekać.

Malaysia boleh!

Z Malezją jest troszkę inaczej. Tutaj czekać nie trzeba w ogóle:) Mam wrażenie, że wystarczy stanąć tylko przy drodze, położyć plecaki i pomyśleć, że chcemy kogoś „złapać”. Zanim zdążysz wyciągnąć kciuka, zatrzymuje się auto. Z reguły nie jest to, jak w przypadku Bośni i Hercegowiny, stary, rozklekotany grat z duszą, tylko wielkie, luksusowe auto. Cóż, tutaj żyje się trochę lepiej niż w Polsce:) Oczywiście Malezja to nie jedyny kraj w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie przemieszczanie się w ten sposób jest łatwe, bo np.  autostop w Tajlandii również działa świetnie. Mimo wszystko jednak Malezja to zupełny odlot.

Autostopem po Malezji
Cel: Kuala Lumpur

Autostop w Malezji to naprawdę świetna sprawa. Wyobraźcie sobie, że auto można złapać i już na granicy, i na wiejskiej drodze, i na… autostradzie! Właśnie tak! Jak mawiali nasi przyjaciele z Malezji, Faisal i Fauzyah (swoją drogą oni też kiedyś zatrzymali dla nas swoje auto) – „Malaysia Boley” –  „Malaysia can”! Tu może zdarzyć się wszystko.

Kciuki w górę

Wspomnianą wcześniej autostradę można określić jako wypadek przy pracy. Kiedy zorientowaliśmy się, że droga, którą mknęliśmy rozwidla się, a nasz kierowca musi jechać w inną stronę niż my, nie pozostawało nic innego, jak szybka ewakuacja. Sympatycznemu Irańczykowi, który nas wtedy podwoził, nie przeszkadzało wcale to, że musiał zatrzymać się na środku autostrady i czekać, aż się wypakujemy z auta. Powiedział tylko „good luck” i obserwował jak przebiegamy przez czteropasmówkę, ustawiając się po drugiej stronie autostrady.

No to jesteśmy ugotowani – pomyślałam. Stanęliśmy na poboczu, położyliśmy plecaki i zaczęliśmy się zastanawiać w jaki sposób wyciągnąć rękę, żeby jedna z miliona pędzących tu ciężarówek nie urwała mi kciuka.  Damy radę – powiedział Wojtek. W sumie miał rację, bo poczekaliśmy 5 minut, a przed nami z piskiem opon zatrzymało się auto. Spojrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem i podeszliśmy do samochodu. Uśmiechnięta Malajka otworzyła na całą szerokość drzwi i bagażnik, żeby wpakować nasze plecaki (przypominam, że to było na środku autostrady!) i ucięła sobie z nami krótką pogawędkę na temat celu naszej podróży. Po kilku minutach gnaliśmy już z szaloną prędkością na południe z najsympatyczniejszym i najbardziej rozgadanym, a zarazem najgorszym kierowcą świata… :)

Malezja Autostop
Łapiemy na autostradzie

Innym razem pewien Hindus zostawił nas wieczorem na stacji benzynowej. Musieliśmy złapać innego stopa do Kuala Lumpur, bo on mógł nas dowieźć tylko do tego miejsca. Jako zaprawieni autostopowicze, szybko rozejrzeliśmy się dookoła w poszukiwaniu idealnej miejscówki do dalszego łapania. Od razu zobaczyliśmy, że lampa zaraz na początku wyjazdu ze stacji będzie do tego celu w sam raz.

Zanim jednak założyliśmy plecaki i tam powędrowaliśmy, Wojtek wszedł na stację benzynową, żeby kupić coś do jedzenia. Kiedy tak spokojnie pałaszowaliśmy sobie pyszną malezyjską przekąskę, dokładnie w NASZYM miejscu stanęło auto i wyłączyło silnik! Wspaniale… ale nas zrobił – zaczęłam oczywiście narzekać. Zebraliśmy jednak nasze bagaże i ruszyliśmy w kierunku wyjazdu, mając nadzieję, że jeśli staniemy kawałek dalej, nasze szanse na złapanie stopa będą tylko trochę mniejsze. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, kiedy przechodząc koło tego feralnego auta jego okna się otworzyły, a wesoła rodzinka z maleńkim dzieckiem krzyknęła: „no dalej, ile możemy na was czekać? Dokąd jedziemy?”. I niech mi ktoś powie, że autostop w Malezji to nie marzenie?

Autostop w Malezji? Zdecydowanie TAK!

Przez te nieco ponad 800km przejechanych za jeden uśmiech w Malezji, zdarzyło nam się złapać maluteńkie, stuningowane Tico z dwoma wielkimi Malajami i ich… dwumiesięcznymi kociakami, po które jechali specjalnie do Tajlandii, bo tam się bardziej opłaca kupno (swoją drogą w połowie trasy musieliśmy tych kociaków szukać po całym samochodzie, bo zaczęły uciekać). Jechaliśmy z szaloną, produkującą milion słów na minutę dziewczyną, pracującą dla rządu i jej chłopakiem – absolutnie milczącą gwiazdą rocka, z Irańczykiem, będącym na stypendium w Malezji, z przedstawicielem handlowym, który zatrzymał się dla nas tylko dlatego, że myślał, że potrzebujemy pomocy (o autostopie nigdy nie słyszał), ze wspomnianym wcześniej Hindusem, który nie lubi Indii i rodzinką z maleńkim dzieckiem, która ze stacji podwiozła nas prosto pod drzwi hotelu, chociaż chcieli jechać w zupełnie inną stronę. O naszym pierwszym stopie, czyli samochodzie policyjnym i naszych najlepszych znajomych, którzy czekali na nas z utęsknieniem dwa miesiące chyba nie muszę wspominać, bo o tym już pisaliśmy… Tak… Malaysia Boleh!

Obydalej z przyjaciółmi
Pamiątkowe zdjęciem z pierwszymi osobami, które wzięły nas na stopa w Malezji

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz