Długa droga do Singapuru

Jako, że Kuala Lumpur znajduje sie stosunkowo blisko Singapuru, a ja zawsze chciałem tam pojechać, zdecydowaliśmy się tam uderzyć. Jak wiecie, ostatnie dni spędziliśmy z rodziną naszego hosta w miejscowości Klang, oddalonej o godzine jazdy pociągiem od Kuala Lumpur.

Planowaliśmy ruszyć w drogę autobusem lub pociągiem. Nie wzięliśmy jednak pod uwage, że zaczął się nowy rok w muzułmańskim kalendarzu – Hari Raya, co wiąże się z „pielgrzymkami” wiernych do rodziny i znajomych, czyli tysiące dodatkowych osób podróżujących w tym czasie w różnych kierunkach. Bezpośrednie połączenia autokarowe z Klang były już niedostępne, z Kuala Lumpur zostały same drogie, luksusowe autobusy, a wszystkie bilety na poiłączenia kolejowe były wyprzedane. Tak więc, po przeanalizowaniu różnych opcji dotarcia do miasta, stwierdziliśmy, że najlepiej pojechać… a jakże – autostopem. Sporo słyszeliśmy o tym, że w Malezji ta forma podóżowania funkcjonuje nadzwyczaj dobrze, a niedawne doniesienia naszych znajomych jeżdżących w tym samym regionie tylko zdawały się to potwierdzać. Autostop w Malezji? Czemu nie!

Autostopem po Malezji

Nasz host – Ze Ton Leow – też stwierdził, że autostop to świetny pomysł. Jakiś czas temu jego couchsurfingowy znajomy z Rosji podobno nie czekał długo… raptem 2 godzinki… :) No nic, rano, koło 10:00 Ze ton zawiózł nas na wlot na autostratę w kierunku Johor Bahru – sporego malezyjskiego miasta graniczącego z Singapurem. No to zaczynamy – ustawiliśmy się z eleganckim kartonikiem jakieś 50 metrów przed bramkami poboru opłat autostradowych i machamy łapami. Przypominam sobie wszystkie rady uznanego guru autostopu – Jakuba Ciążeli – stać przodem do słońca, przy zewnętrznej krawędzi jezdni, wyprostowana sylwetka, jasne ciuchy, bez czapki czy okularów przeciwsłonecznych, na twarzy charakterystyczny, umiarkowany uśmiech autostopowicza :)

Pierwszy raz autostopem po Malezji

Przez 30 minut zatrzymało się parę samochodów, jednak żaden nie jechał w naszym kierunku. Nagle zatrzymuje się pomarańczowa mini-ciężarówka z dwoma malezyjczykami. To chyba goście od pilnowania porządku na autostradzie. No i smut, bo pewnie każą się nam wynosić. Nic z tych rzeczy, panowie po prostu się martwili o nas, że jest niebezpiecznie, że tu auta jeżdżą i motory. Chwilę pogadaliśmy po malezyjsko-angielsko-polsku i pojechali. Dosłowinie 5 minut później złapaliśmy naszego pierwszego azjatyckiego stopa…

Autostop w strone Singapuru

Oczywiście nie był to zwykły samochód. O nie nie… to byłby zbyt banalne. My wsiedliśmy do radiowozu! W sumie to panowie policjanci powiedzieli nam, że mamy się wynosić i odwożą nas gdzieś na stację benzynową, skąd mamy łapać taksówkę do miasta, aczkolwiek był to stop :D No więc wywieźli nas na jakąś stację znajdującą się niestety po złej stronie drogi i zostawili na pastwę losu. My jakto my, losu się nie boimy, przebiegliśmy na drugą stronę jezdni i łapiemy znów stopa, tym razem przy samych bramkach wjazdowych na autostradę.

Egzotyczni przyjaciele

Los okazał sie łaskawy po jakichś 15 minutach :) Ciemnoszary, toporny ale nowiutki, czterodrzwiowy Land Rover Defender w wersji z paką śmignął koło nas i zatrzymał się na poboczu jakieś 100 metrów dalej. Z początku nie byliśmy pewni, czy to jest TO, ale po chwili zaczął… cofać. Bierzemy plecaki i biegniemy w stronę tego cudownego kanciastego, brytyjskiego cacka. Tak! to jest TO. Jakaś muzułmańska parka, na oko po 30-stce, każe nam wrzucać plecaki na pake i ładować się do środka. Teraz już na prawdę ruszamy!

Faisal i Fauzyah, bo tak nasi zbawiciele mają na imię, jechali dokładnie do Johor Bahru, skąd co kilka minut odjeżdżają autobusy do Singapuru (1,7 – 2,4 PLN w jedną stronę). Autko kultowe, hardkorowe, ikona motoryzacji, z zewnątrz duże, budzące respekt, ale w środku cholernie ciasne! Jadę złamany w pół, siedzisko ma chyba 20 centymetrów szerokości, oparcie pionowe, na kolana mam monstualne 30 cm, więc ułożyłem się jakoś bokiem i nogi trzymam pomiędzy przednimi fotelami. A karolina narzeka, że nie może się wygodnie położyć… Nieważne, jest spoko, jedziemy. Podobno przed nami 6h jazdy, więc nasza parka kupiła nam jakieś malezyjskie pączki i colę, za które mimo usilnych prób z naszej strony, nie pozwolili nam zapłacić.

Przyjaciele poznani na autostopie

Odwiedziny u rodziny

No i jedziemy… Nowo poznani przyjaciele okazali się szalenie sympatyczni, otwarci i bardzo tolerancyjni. Zupełnie zmieniło mi się postrzeganie muzułmanów. Rozmawialiśmy bardzo dużo o życiu, religii, postrzeganiu Boga, wierze itp. Bardzo zależało im, żeby nam wytłumaczyć dlaczego w islamie jest tak a nie inaczej, że nie są terrorystami, że chcą pokoju, nie mają zamiaru nas przekonywać do zmiany wiary i że Bóg tak na prawdę jest jeden.  Po drodze okazało się, że przed Johor Bahru odwiedzimy także rodzinę naszych nowo poznanych Malajów. Byliśmy nieco zaskoczeni tą gościnnością, ale podobno w czasie Hari Raya to normalne, a rodzina do której jedziemy nie ma nic przeciwko, wręcz przeciwnie. Trochę zboczyliśmy z głównej trasy (właściwie to 3 pasmowej autostrady – Malezja ma świetny system dróg), jechaliśmy taką jakby naszą krajową, potem taką już wojewódzką, a następnie już taką wiejską, co chwila mijając domki ukryte gdzieś w dżungli.

Wreszcie jesteśmy, rodzinka wita nas bardzo wesoło i zapraszają nas do stołu. Tam czeka na nas mnóstwo tradycyjnych malajskich przysmaków wszelkiego rodzaju, które nie okazały się aż tak ostre jak przypuszczaliśmy. Wszyscy wypytują nas skąd jesteśmy i jak się poznaliśmy z naszymi Malajami. Po raz pierwszy wzięli oni kogoś na stopa, więc było to dla nich wszystkich niemałe wydarzenie. Słysząc, że jesteśmy z Polski od razu wspomnieli o Euro, dzięki któremu nie musimy już tłumaczyć gdzie się znajduje nasz kraj :)

Generalnie nie bardzo wiedzieliśmy jak mamy się zachować, bo ta rodzinka  była dość mocno wierząca, a muzułmanie, jak wiadomo, mają dziesiątki jakichś dziwnych zakazów. I tak – mężczyźni nie mogą dotykać kobiety, nawet na powitanie, jeśli ta nie jest jego żoną, dzieci całują w dłoń dorosłych na powitanie i pożegnanie (strasznie krępujące uczucie), do auta i generalnie wszędzie gdzie jest „dobrze” wchodzimy prawą nogą, lewa jest nieczysta – jak do domu przyjaciela wejdziesz lewą nogą, to znaczy, że go nie szanujesz, także wszystkie przedmioty dajemy i odbieramy prawą ręką, oczywiście jemy też tylko prawą. Generalnie lewa strona to zło, a lewa łapa służy tylko i wyłącznie do wykonywania czynności „wielce nieczystej” :)

Przez te parę długich godzin zdążyliśmy się już trochę poznać i  Faisal zaproponował, żebyśmy odwiedzili też ich przyjaciół już w Johor Bahru. Z powodu olbrzymich korków jechaliśmy już prawie 10 godzin, zamiast planowanych 6, ale właściwie nigdzie się nie spieszyliśmy, więc postanowiliśmy z tego zaproszenia skorzystać. Wpakowano w nas kolejne tony żarcia, znow wszyscy sie pytali co jak, skad i dlaczego. Ponieważ zrobiło się już bardzo późno, postanowiliśmy zostać w mieście gdzies w hostelu (Joror Bahru jest niemal 3-krotnie tansze niz Singapur), i dopiero rano przekroczyc granice. Cała rodzina więc zabrała się za szukanie nam hostelu. W końcu udało się. Nie dali nam jednak nic załatwić. Ledwo wzielismy swoje wszystkie rzeczy z auta, a w ręku mieliśmy już klucz do pokoju i… zapłacony rachunek za nocleg. Nie było żadnego gadania. Zostajemy i już. Na koniec wymienilismy sie numerami i umowilismy, ze jak za 3 dni wrocimy do Kuala Lumpur, skad bedziemy leciec do Tajlandii, to nasi Malajowie koniecznie zawioza nas na lotnisko, bo nie bedziemy sie przeciez autobusami tluc…

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz