Singapurskie przygody

Po nocy spedzonej w pokoju z klimatyzacja i tv, ale za to bez okna i lazienki, udajemy się wreszcie do Singapuru. Taxi na dworzec autobusowy kosztowalo nas 5 MYR, czyli niecale 5 PLN. Generalnie można przyjąć, ze 1 malezyjski ringit to dokladnie 1 polski zloty.

Dojazd z Johor Bahru do Singapuru

Z tego, co udalo nam sie zorientowac to mozna dojechac korzystajac z uslug dwoch przewoznikow: autobusow firmy SBS Transit, ktore kosztuja 2,2 MYR oraz Singapore Johore Express, ktory kursuje wylacznie bezposrednio do centrum, a jego cena to 3,3 MYR. Jak się później okazalo ta druga opcja jest znacznie lepsza, bo dużo krócej się jedzie. My skorzystaliśmy z tańszego autobusu i zatrzymywaliśmy się chyba na 50 przystankach w Singapurze zanim dotarlismy do centrum.

No dobra, to wsiadamy!

Z Johor Barhu jedziemy z 10 minut, dojezdzamy do mostu po stronie malezyjskiej. Tam wjezdzamy do budynku kontroli granicznej, wysiadamy, idziemy za ludźmi, kontrola laszportowa, idziemy za ludźmi i wsiadamy do tego samegu busu w innej częsci budynku. Generalnie to najlepiej po prostu iść za tlumem. Jeśli się zgubisz to wystarczy, ze pokazesz bilet cieciowi dworcowemu albo powiesz z jakiej firmy jest twoj bus, on wskaze ci droge, „he-he” (by Kupicha). Nie ma stresu, można pojechać na tym samym bilecie następnym busem kilkanaście minut później, jeśli się nie zdazy.
Po wyjściu z autobusu, już po drugiej stronie mostu oddzielajcacego Malezje od polozonego na wyspach Singapuru, wjezdamy schodami do podobnie co wczesniej wygladajacego, dużego, kilkupietrowego budynku granicznego, wypelniamy druczek imigracyjny i czekamy w kilkunastoosobowej kolejce do kontroli.

Zakazane w Singapurze

WAŻNE: Wrzeba pamiętać, ze do Singapuru nie można wwozic wielu, wydawaloby się niegroznych przedmiotow, np. gumy do zucia, niektorych owoców, gazu pieprzowego itp. Jest to ściśle przestrzegane i nie warto ryzykowac narazajac się na niepotrzebne klopoty.

Pozbywamy się gum do żucia

Ja miałem ze sobą malutki gaz pieprzowy, który zawsze mam w swoim bagażu, tak na wszelki wypadek. O tym, że nie wezmę go do Singapuru dowiedziałem się dopiero na przejściu granicznym, o czym poinformowały mnie stosowne plakaty. Nie było żadnych koszy na śmieci ani nie miałem go jak zostawić, więc stwierdziłem, że oddam go po prostu w odpowiednim miejscu przy kontrolii granicznej. Jest nawet wyznaczone specjalnie do oddawania materiałów zakazanych miejsce – jakaś „czerwona zona” czy coś takiego.

Policja w Singapurze
Komisariat policji w Singapurze

Terrorysta

No więc idę, sprawdzają mi paszport, dają stempelek wjazdowy i udaję się w kierunku „czerwonej zony”. Wyciągam spokojnie gaz, kładę go na stoliku i czekam aż ktoś podejdzie. Pani ze straży granicznej uśmiechnęła się z politowaniem i powiedziała, żebym poczekał. Myślałem, że po prostu mi ten gaz zabiorą i tyle, ale nie…

Po chwili przychodzi pan ze straży granicznej i zabiera mnie do jakiegoś pokoju. Tam informuje mnie, że to może trochę potrwać, więc jeśli jestem z kimś, to żeby poczekał i się nie denerwował… Ksero paszportu, podpisy, spisywanie jakichś raporów i przychodzi kolejna pani, która informuje mnie, że musimy jeszcze iść na policję… Hmm… według nich chyba jestem groźnym terrorystą. Idziemy na policję (dołączyła do nas Karola, przerażona, że mnie zamkną :D) i tam znów raporty, podpisywanie papierów i wreszcie zabierają mi ten gaz i wręczają dokument stwierdzający, że próbowałem wwieźć bombę lub broń.

Terrorysta Wojtek
Terrorysta Wojtek

Generalnie jednak chyba zdają sobie sprawę z przesadnej biurokracji i idiotycznych przepisów, bo ciągają mnie od jednego biurka do drugiego, każą podpisywać jakieś papiery, ale wszystko z uśmiechem i w atmosferze pełnego relaksu.

Dodaj komentarz