Wakacje nad Bałtykiem?

Dzisiaj wyjątkowo nie o Azji, a o… naszym pięknym polskim wybrzeżu;) No co, przecież nie zawsze trzeba lecieć na drugi koniec świata, żeby znaleźć ładną plażę, trochę słońca i szum fal. Może i temperatura wody nie jest zbyt imponująca, ale za to Bałtyk jest blisko (o ile nie mieszka się np. w Sanoku), w lecie od czasu do czasu świeci tu słońce, i co najważniejsze – prawdopodobieństwo, że znajdzie się większa grupka znajomych, którzy się tam z Tobą wybiorą jest o wiele większe, niż w przypadku Morza Południowochińskiego.

wakacje nad morzem
Nad Bałtykiem:)

I tak od słowa do czynów, zanim się obejrzałam siedzieliśmy już z Wojtkiem  w samochodzie znajomych, gnając z Poznania do Chłopów. Trochę to była taka podróż sentymentalna, bo właściwie moja pierwsza wyprawa bez rodziców (nie licząc kolonii) była właśnie z tą samą ekipą nad morzem. No, oczywiście minus nasi faceci i mężowie. To był strzał w dziesiątkę – z moimi dziewczynami wyjazdy zawsze są skazane na powodzenie:)

Od daaaaaawna nie byłam nad Bałtykiem, więc ciekawiło mnie trochę jak tu się w Polsce wakacjuje. I muszę przyznać, że super. Oczywiście było to zasługą moich przyjaciół… bo chociaż wakacje nad Bałtykiem mają swój niepowtarzalny klimat, na dłuższą metę pewnie bym dostała szału i zrujnowała doszczętnie domowy budżet. Wyjazd tylko na weekend był więc idealny.

Wakacje nad Bałtykiem
Wakacje nad Bałtykiem

No cóż, jest drożej niż w Tajlandii – taki dzienny budżet, jaki mieliśmy w Tajlandii czy Wietnamie chyba ciężko będzie powtórzyć. Nad Bałtykiem nie ma dań obiadowych za 5 zł i szejków z mango za 2 zł, ale za to są amerykańskie (o zgrozo!) świderki i smażone rybki. Są też fast-foody i grille przy domkach letniskowych:)

Co prawda tej porządnej rybki trzeba było poszukać w pobliskim Sarbinowie, bo to, co dostaliśmy za grubą kasę i po pół godzinie oczekiwania w Chłopach wołało o pomstę do nieba… ale znaleźć można jak się człowiek uprze. Trzeba być „tylko” wytrwałym.

Rybka z Sarbinowa. Tej z Chłopów Wam oszczędzę...
Rybka z Sarbinowa. Tej z Chłopów Wam oszczędzę…

Najważniejsze to przejść się po stolikach i zapuścić żurawia na talerze innych klientów, chociaż właściwie przy pierwszym podejściu do słynnej bałtyckiej rybki po raz pierwszy w życiu zawiodła nas zasada „jedz tam, gdzie tłumy”. Zatłoczona smażalnia ryb w „centrum” Chłopów bez szyldu okazała się totalną pomyłką. W ogóle jedzenie w Chłopach raczej do najlepszych nie należy. Mokra zapiekanka wyjęta prosto z mikrofali i przyczepiająca się do tekturki, ketchup za 2 zł czy hot-dog nie ustępujący wielkością temu z Ikei za 7 (!) zł to już tragiczny standard. Nawet jak na backpackerskie wymagania. Co zrobić. Właścicielom barów to się opłaca. Przy dobrej pogodzie mają taki przemiał, że nawet jeśli zniesmaczony klient już więcej do niego nie wróci, przyjdzie ktoś inny. Interes się kręci. Na szczęście gofry mają dobre.

W Sarbinowie za to znaleźliśmy świetną smażalnię z przepyszną rybką. I tę właśnie mogę z czystym sumieniem polecić. Jeśli ktoś z Was się tam wybiera, to do „Albatrosa” na rybkę możecie walić jak w dym. Smacznie, szybko i wcale niedrogo (jak na nasze polskie morze).

W "Albatrosie" zdecydowanie polecam rybę!
W „Albatrosie” zdecydowanie polecam rybę!

A właśnie – ceny. Ostatnio nasłuchałam się strasznie jak to nad polskim morzem jest drogo i beznadziejnie. Że już bardziej się opłaca do Chorwacji nad Adriatyk. Dementuję. Owszem, o ile u naszych południowych sąsiadów świetna pogoda latem jest niemal murowana, o tyle jednak z wychwalaniem Chorwacji za dobre ceny bym nie przesadzała. No chyba, że ktoś uważa, że coca-cola 0,25l za 11zł to dobry deal. Czasy, kiedy w Chorwacji było taniej niż u nas już dawno się skończyły. Wniosek jest jeden – nie tylko u nas jest tak drogo, więc niestety musimy się do tego przyzwyczaić. Żeby tylko wysokość ceny równała się jakości dania – byłoby super. W Chorwacji w większości miejsc faktycznie dużo się płaci, ale też dużo wymaga i dostaje się fantastyczne danie. Pięknie podane i pyszne tak, że aż się uszy trzęsą przy jedzeniu. W Polsce już niekoniecznie, tu w większości przypadków trzebaby powiedzieć: drożyzna i miernota. Niektórzy właściciele nadmorskich barów, jak się zdaje, zapomnieli o tym, że czasami fajnie jest dać coś od siebie. A szkoda.

Raz na jakiś czas wakacje nad Bałtykiem mają swój urok. Pójdziesz na piaszczystą plażę, zasłonisz się ze wszystkich stron parawanami, żeby broń boże nie dotarł do Ciebie żaden podmuch wiatru:) Posłuchasz jak pan obok chrapie, zagrasz w cymbergaja, rozpalisz na plaży ognisko… chociaż podobno mandaty wlepiają, to może lepiej nie rozpalaj. Pójdziesz na dyskotekę, puścisz chińskiego lampiona za 3,5zł, wypijesz dobre, polskie piwko ze znajomymi. Spotkasz przypadkiem swoją sąsiadkę, która potem puści w miasto plotkę jak to piłeś na plaży piwo i biegałeś półnagi. Weźmiesz kukurydzę od jednego z beachboyów, prześcigających się w wymyślnych wierszykach o lodach i popcornie albo na pamiątkę kupisz dla mamy ramkę do zdjęć oklejoną muszelkami z jednego ze straganów. Wydasz wszystkie swoje zaskórniaki w kilka dni, postoisz w kilkukilometrowym korku aut próbujących się wydostać znad morza i wrócisz do domu ze spalonym nosem, bo nie używałeś filtra. W końcu przecież musisz przyjść do pracy spalony, by pokazać, że tym razem udało Ci się z pogodą.

I wcale nie mówię, że polskie morze jest gorsze, bo nie jest. Jest nasze, piękne, specyficzne, jedyne w swoim rodzaju i naprawdę je lubię. Jest mi po prostu przykro, że wszystko idzie w  nie takim kierunku, jak powinno. Że zamiast jakości idziemy tylko w ilość. I że staje się powoli miejscem tylko dla bogaczy. Trochę mi głupio, że niedługo nie będzie mnie stać na wakacje nad Bałtykiem i za cenę 2 tygodni nad naszym, polskim morzem mam miesiąc w Tajlandii… Zgadnijcie – co wtedy wybiorę?

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz