Wypożyczanie samochodu w Portugalii – nie ma lekko!

Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego, niż wynajęcie samochodu. Przeglądasz wujka googla, wybierasz firmę, miejsce, godzinę odbioru, wielkość auta, akceptujesz cenę. Kilka kliknięć i możesz odbierać wóz, a potem ruszać przed siebie. Przecież tak to właśnie działa w Polsce, w Hiszpanii… ale nie w Portugalii. Okazało się, że taka prosta sprawa, jak dostanie auta na 2 dni nas przerosło :) I nie do końca wiemy czy to z nami było coś nie tak, czy może to jakiś dziwny system.

A miało być tak pięknie…

Plan był prosty. Wypożyczyć auto dwa razy. Raz na objechanie okolic Lizbony, a drugi raz żeby pojeździć po samym południu kraju. Była nas czwórka, więc wszystko kalkulowało się całkiem dobrze i wyglądało o wiele lepiej, niż gdybyśmy mieli jeździć autobusami i pociągami. Do tego niezależność i możliwość dojechania w miejsca, które z perspektywy pasażera skazanego na autobus są nie do zobaczenia. Wow :)

Żeby nie było – słyszeliśmy gdzieś tam głosy osób, które mówiły, że wypożyczenie samochodu w Portugalii nie jest takie łatwe, jak nam się wydaje. Owszem, ale jakoś nie chciało się nam w to wierzyć. Tym bardziej, że tydzień wcześniej Wojtek objechał pół Andaluzji własnie wypożyczonym samochodem bez większych problemów. Czyżby tak bardzo różniło się wzięcie auta w Hiszpanii i Portugalii? Otóż tak. W czym tkwi problem? Czytajcie dalej, zapamiętajcie i nie dajcie się wrobić jak my.

Zderzenie z rzeczywistością

Na czym polegliśmy? Ano na… karcie kredytowej, a dokładnie na limicie na tej karcie.
W większości wypożyczalni żądali pokazania karty kredytowej z limitem od 500 do nawet i 900 euro. Chętnie pogadam z jakimkolwiek polskim studentem, który ma taki limit na karcie ;) W każdym razie tyle to my nie mieliśmy. Nie dość, że najmniejszy samochód był o połowę droższy, niż w Hiszpanii (ceny portugalskie zaczynały się od 25 euro/dzień) to jeszcze do tego ten zaporowy limit. Masakra.

Po długich poszukiwaniach znaleźliśmy jedną wypożyczalnię online, która chciała 25 euro/dzień plus 300 euro zabezpieczenia na karcie. Okazało się jednak, że odetchnąć z ulgą nam nie było dane, bo:

Po pierwsze: nasza powszechnie używana i uznawana karta kredytowa z BZWBK… nie jest kartą kredytową. Nie pytajcie nawet dlaczego, bo i w Polsce i w Hiszpanii przeszła bez problemu.

Po drugie: nasze zamówienie auta online odbyło się przez jakiegoś pośrednika, a nie właściwą wypożyczalnię (nie wiemy jak to się stało, bo dotychczas wydawało nam się, że umiemy korzystać z Internetu). Skutek? 7 euro, które zapłaciliśmy za możliwość prowadzenia auta przez drugiego kierowcę okazało się tylko… opłatą za wyrażenie chęci jazdy drugiego kierowcy. W siedzibie musielibyśmy zapłacić za niego drugie tyle. Przepadło nam także ubezpieczenie, które dokupiliśmy na stronie.

Po trzecie: ze względu na to, że nie mieliśmy w ich mniemaniu karty kredytowej, nie mogliśmy wypożyczyć auta. Zaliczka przepadła, a nasza wściekłość osiągnęła punkt zenitu, kiedy Wojtek po 7km marszu na lotnisko w Faro (bo tam mieliśmy odebrać auto) dowiedział się, że sorry ale nie i wracać musi także na piechotę.

Tego było już za dużo. Trzeba było działać szybko.

Jest auto!

Problem polegał na tym, że mieliśmy mało czasu, wylot za 2 dni, a my wciąż byliśmy w Faro. Kiedy więc plan A legł w gruzach, zostało nam tylko wyjście B, czyli wypożyczenie auta za o wiele wyższą stawkę. I tak, po 2 dniach przebojów, zapłaceniu 50 euro za dzień i spisaniu tylko numerów karty kredytowej (o dziwo okazało się, że to jednak JEST karta kredytowa) siedzieliśmy już w naszym autku. Tę wypożyczalnię znaleźliśmy dzięki ogłoszeniu w centrum Faro. Umówiliśmy się z właścicielem, że odbierzemy auto w mieście, oddamy na lotnisku i git.

wypożyczenie samochodu w portugalii
Oto i nasze auto :)

Tym razem się udało. Auto było w porządku, a właściciel chyba się nie skapnął, kiedy Wojtek drżącą reką podawał mu kartę kredytową do ręki (na której zresztą było jakieś 8 zł). Cóż, przez tę całą szamotaninę z wypożyczalniami straciliśmy jeden dzień zwiedzania, bo spędziliśmy go w mieszkaniu, ale za to zyskaliśmy całkiem niemałą wiedzę na temat portugalskich tanich win, które z rozpaczy degustowaliśmy dobre kilka godzin :) Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, prawda? :)

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz