Autostopem po Tajlandii

To co, Karola… Wyskakujemy?  – zapytał mnie Wojtek, rozglądając się po autobusie, którym zmierzaliśmy w kierunku Surat Thani na południu Tajlandii. – Co nam szkodzi, hej przygodo! – przytaknęłam…  i… wysiedliśmy.

Cóż, może nie do końca tak od razu wysiedliśmy, bo najpierw musieliśmy przejść ciężką przeprawę z panią-cieciem w autobusie, która nie mówiła po angielsku i kompletnie nie rozumiała o co się tak burzymy. No bo sami powiedzcie – jak racjonalnie (pokazując tylko rękami, bo przecież istniała między nami nieprzekraczalna bariera językowa) wytłumaczyć kobitce, że chcemy wyjść w połowie drogi, na jakimś pustkowiu przy dwupasmowej drodze, gdzie oprócz naszego autobusu nie ma żadnego środka komunikacji publicznej. I jak miała zrozumieć fakt, że mimo, iż mamy wykupiony bilet, do miasta od którego dzieli nas jakieś 80 km, my chcemy jechać w zupełnie inną stronę, w dodatku tak nagle… Po kilku nieudanych próbach wytłumaczenia jej, że OT TAK zmieniamy decyzję i chcemy jechać gdzie indziej, po prostu kategorycznie powiedzieliśmy, że wysiadamy. W końcu jednak pani dała za wygraną, autobus zjechał na pobocze, a my wypakowaliśmy nasze plecaki i przeszliśmy na drugą stronę ulicy. W ten oto sposób rozpoczęliśmy kolejny etap naszej podróży, pt. „autostopem po Tajlandii”, który przerodził się potem w „autostopem po Malezji” i w końcu poskutkował przejechaniem prawie 2000 km za zero złotych, a za to z milionem najcudowniejszych wspomnień.

autostop w Tajlandii
to był dopiero początek…

Oby dalej…

Tego dnia udało nam się w sumie przejechać niemal 300km i dotrzeć na zachodnie wybrzeże do Krabi. Nie było jednak łatwo. O ile autostop w Tajlandii działa naprawdę świetnie, jeżeli chodzi o liczbę zatrzymujących się kierowców i czas, jaki musisz stać na drodze (czyli zazwyczaj nie dłużej niż 5 min), o tyle niektórzy Tajowie zdają się nie rozumieć całej tej idei autostopowania i usilnie próbują cię podwieźć na przystanek autobusowy, dworzec kolejowy albo co gorsza – zawołać taxi. Co więcej, przekonują cię też o tym, że w Tajlandii bardzo trudno o autostop.

Nawet, jeśli jedziemy z kimś przez 3-4 godziny, rozmawiamy sobie w najlepsze (albo też używamy języka „migowego”, bo jednak angielski nie jest aż tak popularny, jak nam się wydawało…), często potem Tajowie nie rozumieją, że to właśnie w ten sposób chcemy kontynuować naszą podróż. W końcu, w oczach Taja skoro za 200 km jazdy autobusem wystarczy zapłacić 15zł, to po co masz się pchać na wylotówkę i czekać na okazję. Wszystko to robią oczywiście w dobrej wierze i z chęci pomocy, ale tym samym psują nam całą zabawę.

No bus, no train, no taxi!

Dobrze, jeśli nasz kierowca jednak zna chociaż podstawy angielskiego. Wtedy proste tłumaczenie „no bus, no train, no taxi… we only hitch-hike” zwykle wystarczy. Gorzej, jeśli powoli zapada już zmrok, a nasz wybawiciel postanawia zawieźć nas do centrum miasta i wcisnąć do pociągu, który odjeżdża za 5 godzin, a powyższe zdanie do niego niestety nie przemawia. Spróbujcie wtedy pokazać na migi, że przecież mówiliśmy, że chcemy wysiąść taaaaam, wcześniej i łapać dalej… i ładnie prosimy, żeby nam się pomógł teraz z tego centrum jakoś wydostać. Z lekką konsternacją na twarzy nasz kierowca wtedy zazwyczaj jedzie na ten „u-turn” (dzięki Ci Boże, że Tajowie postanowili zostawić ten jeden jedyny znak drogowy właśnie po angielsku, więc wszyscy wiedzą o co chodzi…) i z niedowierzaniem zostawia nas, machając na pożegnanie. Wtedy zaczynasz łapać dalej.

autostop w tajlandii
gdzieś na drodze do Krabi

To, co lubimy najbardziej

Droga z Surat Thani do Krabi zajęła nam trochę więcej czasu, niż przypuszczaliśmy, ale było warto. Poznaliśmy sympatycznych ludzi, wzbudziliśmy niemałe zamieszanie ustawiając się przy drodze w pewnej wiosce, a razem z naszymi kierowcami wstąpiliśmy przy okazji m.in. na targ i lotnisko (!). Jechaliśmy z mechanikiem śmigłowców, stewardessą i nie wiemy kim, bo nie znał angielskiego :) Czekając na stopa udało nam się też zobaczyć naprawdę przepiękny zachód słońca, którego oglądaniem zajęliśmy się przez dobre 20 minut, aż zrobiło się zupełnie ciemno i utknęliśmy tam na dobre :) Nie ma co, jazda stopem jest świetna, szczególnie kiedy idzie tak łatwo, jak w Tajlandii, a najlepsze w tej całej zabawie jest to, że zatrzymujesz się często w miejscach, do których nigdy w życiu byś nie dotarł… Autostop i couchsurfing to chyba najfajniejsza część podróżowania. Szczerze polecamy, bo to nasze dalsze autostopowe przygody  zapamiętamy chyba do końca życia. Stay tuned!

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz