Czy w Tajlandii jest bezpiecznie?

Za każdym razem, kiedy opowiadamy o naszych azjatyckich podróżach, oprócz chyba najpopularniejszego pytania – ile pieniędzy wydaliśmy  podczas wyjazdu, pojawia się też pytanie o to, czy w Tajlandii i innych krajach Azji, które odwiedziliśmy jest bezpiecznie. Właściwie na blogu nigdy wprost nie podjęliśmy tego tematu, może więc wreszcie nadszedł czas, żeby powiedzieć to i owo o bezpieczeństwie. Coraz więcej osób decyduje się na wyjazd do Azji Południowo- Wschodniej, warto więc odpowiednio przygotować się do takiej podróży.

Ciemne zakamarki…

Po Azji Południowo- Wschodniej podróżowaliśmy w 2012 roku dwa miesiące. Wojtek spędził też trochę czasu w Tajlandii rok wcześniej. Przez całą naszą podróż nie mieliśmy żadnych przykrych incydentów. Owszem, zdarzały się sytuacje stresowe, kiedy ktoś chciał nas oszukać na kilka lub kilkanaście dolarów, ale nigdy nas nie okradziono, pobito czy straszono. No, może to ostatnie wymaga małego uściślenia.

Podczas podróży staramy się nie ściągać na siebie niepotrzebnych kłopotów i chyba dzięki temu nic strasznego nam się nie zdarzyło.  Wyjątkiem było odwiedzenie przez nas w Bangkoku dzielnicy rozpusty Patpong, która znana jest z licznych klubów nocnych. Tu rzeczywiście w niektórych momentach może być niebezpiecznie i my też nie ustrzegliśmy się kłpotów. Można powiedzieć, że trochę na własne życzenie. Jeśli jednak unikacie podejrzanych dzielnic, w Tajlandii, Kambodży czy Wietnamie nie powinno Wam się stać nic złego. Na wszelki wypadek Wojtek w podróż zawsze zabiera też gaz. Podczas ostatniego wyjazdu mieliśmy go jednak ze sobą bardzo krótko, bo musieliśmy się go pozbyć w Singapurze, po pamiętnej akcji na granicy:)

Czasem jednak mimo tego, że staracie się nie pakować w kłopoty, te przychodzą do Was same… Nie zapomnę Georgetown w Malezji, kiedy podszedł do nas bardzo agresywny, wręcz rozwścieczony Hindus wykrzykujący, że jesteśmy Francuzami (których najwyraźniej bardzo nie lubił). Zrobiło się nerwowo. Wyobraźcie sobie jednak nasze zdziwienie, kiedy ów pan stał się nagle potulny jak baranek i uśmiechnięty, kiedy Wojtek wykrzyczał, że jesteśmy z Polski…

Być kobietą

Często bywam pytana, czy w czasie naszej podróży miałam jakiekolwiek nieprzyjemne sytuacje z racji tego, że jestem kobietą i czy np. w Tajlandii jest bezpiecznie dla samotnie podróżujących pań. Moim zdaniem nie ma się czego obawiać. Owszem, jako kobiety obowiązuje nas kilka zakazów, jak np. absolutny zakaz dotykania buddyjskich mnichów czy też odpowiednie zachowanie w krajach muzułmańskich, jak chociażby Malezja. Nigdy jednak, przez cały okres naszej podróży, nie zwróciłam uwagi na jakiekolwiek problemy ze strony panów. Nie wydaje mi się też, żeby było to spowodowane obecnością przy mnie Wojtka. Tu po prostu jest bezpiecznie.

Co innego natomiast mogę powiedzieć o Indiach, po których podróżowałam w 2011 roku. Wtedy koło mnie nie było niestety męskiego ramienia, więc cały czas musiałam się pilnować. Zwłaszcza, że Hindusi są bardzo nachalni. Wszyscy koniecznie chcieli ze mną porozmawiać, zrobić sobie zdjęcie, a wejście do morza w kostiumie kąpielowym zaowocowało całą chmarą gapiów na brzegu, którzy trzymając w ręce aparaty foto i komórki tylko czekali aż wyjdę z wody. Cóż, tam rzeczywiście jest ciężko.  Zdarzyło mi się też znaleźć w środku akcji niczym z jakiegoś sensacyjnego filmu, kiedy na imprezę na basenie wdarł się rozwścieczony tłum z kijami w rękach, a ja musiałam się chować w krzakach. Była też pamiętna akcja z obrażonym na mnie kierowcą motoru, który w górach na dziurawych indyjskich drogach pędził ze mną jako pasażerką jakieś 150km/h, mimo mojego błagania o zwolnienie. W Indiach też zostałam okradziona. Z resztą Wojtek też w delhijskim metrze pozbył się portfela ze wszystkimi dokumentami. Wtedy jednak i Wojtek i ja byliśmy jeszcze zupełnymi żółtodziobami jeśli chodzi o podróżowanie, więc chyba można nam to wybaczyć. W każdym razie nauczyliśmy się co nieco na swoich błędach i teraz podróżujemy o wiele bardziej świadomie.

Czy w Tajlandii jest bezpiecznie? Jak uchronić się przed kradzieżą?

W Tajlandii, Malezji, Wietnamie, Niemczech czy Polsce – wszędzie bądź ostrożny. Nie ważne, gdzie podróżujesz – pamiętaj o kilku zasadach, a szanse na np. kradzież zmniejszysz do minimum. Mamy na to kilka wypróbowanych sposobów.

1. Przede wszystkim nie afiszuj się ze swoim drogim aparatem czy najnowszą kamerą. Wielki napis „Nikon” na pasku od aparatu tylko przyciąga złodziei. My zawsze oklejamy logotypy na sprzęcie czarną lub srebrną taśmą klejącą (nadaje się taka izolacyjna), w zależności od koloru aparatu. Dzięki temu wyglądają gorzej, stając się tym samym mniej atrakcyjne dla rabusiów, a co najważniejsze – nie rzucają się w oczy.

Nawet duży aparat fotograficzny może być mniej atrakcyjny dla złodzieja dzięki zasłonięciu loga
Nawet duży aparat fotograficzny może być mniej atrakcyjny dla złodzieja dzięki zasłonięciu logotypów

2. Rozkładaj dokumenty w kilku miejscach. Karty i dowód noś w 1 saszetce, a paszport w innej. Nie trzymaj wszystkiego razem i to samo tyczy się pieniędzy. Jeśli ktoś ukradnie Ci portfel, a miałeś wszystko w jednym miejscu, będziesz ugotowany. Generalnie najlepiej wcale nie bierz ze sobą standardowego portfela. Dokumenty i gruba kasa w saszetkach, drobne luzem w kieszeni.

3. Kopiuj dokumenty! Przed wyjazdem zrób kolorowe ksero swojego dowodu, biletów i paszportu. Najlepiej włóż też dodatkowe kopie do plecaka towarzysza podróży.

4. Kup specjalny „portfel”, który możesz doczepić sobie do paska i włożyć pod spodnie, dzięki czemu jest on niewidoczny i praktycznie niemożliwy do przechwycenia przez złodzieja – gdyby chciał go ukraść, musiałby Ci grzebać w majtkach :P Istnieją też świetnie sprawdzające się tzw. wewnętrzne kieszenie, które idealnie nadają się do przechowywania i noszenia ze sobą dokumentów i pieniędzy. Jest to nic innego niż zapinana na zamek, prosta saszetka z paskiem, który zapinasz wokół bioder i wkładasz pod spodnie. Jest zupełnie niewidoczna i bardzo wygodna. Idealna, jeśli znajdujesz się w tłumie, gdzie o kradzieże nie trudno. Kupienie takiego czegoś to absolutna podstawa. Kosztuje grosze, a sprawdza się znakomicie.

5. Ciekawą opcją jest specjalny pasek, który na pierwszy rzut oka wygląda jak najnormalniejszy na świecie pasek od spodni. Ma jednak wbudowany zamek od wewnętrznej strony. Możesz tam włożyć odpowiednio złożone banknoty i być pewien, że są bezpieczne.

6. Tam, gdzie tylko się da, na drzwiach od Twojego pokoju w hostelu czy guesthousie zapinaj własną kłódkę. W Azji Południowo-Wschodniej w drzwiach często nie ma typowego zamka na klucz, tylko miejsce na kłódkę. Chociaż właściciele hotelu dają zawsze swoją, warto mieć też własną- wtedy masz pewność, że ktoś przynajmniej będzie się musiał ostro namęczyć, żeby otworzyć drzwi i wzbudzi tym samym podejrzenia, co może uchronić Twój pokój od włamania. Nie trzeba od razu kupować ogromnej kłódki. Wystarczy taka malutka. Najlepiej bowiem w drzwi wkładać za jednym razem kłódkę od właściciela i naszą.

7. Jeśli masz na sobie plecak, a wchodzisz w większy tłum, zawsze zakładaj go nie na plecy, ale na przód. To podstawa. Jeśli ktoś będzie próbował pobawić się przy zamku, od razu to zauważysz.

8. Jeśli jeździsz na stopa w parze, zawsze staraj się robić tak, by najpierw do pojazdu weszła pierwsza osoba plus plecaki, a potem druga. Wychodząc zachowajcie tę samą kolejność. Wychodzi jedna osoba, wypakowuje plecaki, a potem druga osoba. Wierzę w uczciwość kierowców, ale nigdy nie wiesz na kogo trafisz. Chyba nie chciałbyś zostać na drodze bez bagażu, który już pędzi dalej, zostawiając Cię daleko w tyle…

9. Wiesz co to nerka na biodra? To taka większa saszetka (czasem na prawdę sporej pojemności), którą przewiązuje się wokół bioder, dzięki której nie trzeba nosić plecaka. Jest bardzo wygodna, ale także bezpieczna – te lepsze nerki mają np. w pasku i ściankach ukryty stalowy drut, dzięki czemu złodziej nie ma możliwości przecięcia saszetki.

10. Jeżeli chcesz sprawdzić swoje konto, staraj się w miarę możliwości korzystać z własnego komputera. Unikaj logowania się do bankowości elektronicznej w kafejkach internetowych i poprzez publiczne hot-spoty. W niesprawdzonym miejscu nigdy nie masz pewności, czy na komputerze nie zainstalowano niebezpiecznego oprogramowania, które pozwala na zapamiętanie naszego hasła. Jeżeli koniecznie musisz się w takim miejscu zalogować, dobrym pomysłem jest wcześniejsza aktywacja tzw. maskowanego hasła, dzięki któremu należy wpisywać nie pełne hasło, a tylko jego losowo wybraną część. Możesz też użyć klawiatury ekranowej, jeśli taką opcję udostępnia strona logowania Twojego banku.

Te 10 punktów, które wypisaliśmy, to chyba absolutna podstawa i warto je zapamiętać. Pomagają przede wszystkim uniknąć stresów i niepotrzebnego zamartwiania się o swoje rzeczy i bezpieczeństwo. Po co tracić pieniądze i równie cenny czas w podróży na załatwianie dodatkowych formalności w przypadku straty dokumentów, kart płatniczych czy bagażu…

Masz jakieś dodatkowe pytania? Chcesz podzielić się swoimi sposobami? Napisz komentarz, chętnie się dowiemy :)

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz