Poszliśmy na dno, czyli nurkowanie na Koh Tao

Być na Koh Tao i nie dać porządnego nura do wody, to prawdziwy grzech. Ta tajska wyspa to bez dwóch zdań prawdziwy raj dla nurków. Tu chyba każdy znajdzie coś dla siebie – i starzy nurkowi wyjadacze i totalne żółtodzioby. A jest w czym wybierać – ponad 200 szkół nurkowych w jednym miejscu walczy ze sobą o każdego klienta. Skutek? Jest tanio jak nigdzie:) Nic więc dziwnego, że i my pozwoliliśmy sobie na kolejne szaleństwo – szybki kurs nurkowania! Tak więc, nasz pierwszy raz… z nurkowaniem mamy za sobą:)

Chcę nurkować… tylko jak?

Ceny jednodniowej nauki nurkowania na Koh Tao zaczynają się od około 1800 bathów, czyli jakichś 180zl. W ramach tego, najpierw płynie się dość sporą, zbiorową łódką w dane miejsce, a potem zaczyna pierwszą przygodę z oceaniczną głębią. Pod okiem instruktora (jeden na max 4 osoby) na początku zaznajamia się ze sprzętem i poznaje techikę nurkowania, a potem zazwyczaj pływa na głębokości około 5 metrów. Zazwyczaj, bo nasza podmorska przygoda zaczęła się nieco inaczej…

We are different

To określenie słyszeliśmy podczas tego wyjazdu już kilkukrotnie, ale w ustach sympatycznego nurka z Australii w biurze „Goodtime Adventures” brzmiało jakoś bardzo wiarygodnie. Inność tej szkoły nurkowej polegała na tym, że miało się nurkować w innym miejscu niż wszyscy, żeby skupić się na oglądaniu rybek, a nie uciekaniu przed innymi nurkami (a jest ich autentycznie masa). Kolejne odmienności dotyczyły zasad na jakich szkolenie miało się odbyć. Otóż mieliśmy gwarancję jednego instruktora tylko dla nas 2, do wykorzystania całą butlę z powietrze (od nas zależało jak szybko ja zużyjemy), a nie np. 15 minut pod wodą i tyle. Jeśli będzie nam dobrze szło,  mogliśmy zejść przy pierwszym nurkowaniu do 12 metrów. Do tego transfer na miejsce nurkowe szybką motorówką przystosowaną do obsługi nurków, a oprócz nas i naszego instruktora, na pokładzie tylko pani kapitan i jedna parka, która tez nurkowała. Jak się pewnie domyślacie, skorzystaliśmy z ich oferty.

 Bul-bul-bul-bul… – nurkowanie na Koh Tao

Jak było? W sumie to prawie tak, jak obiecywali. Musieliśmy jedynie popłynąć w dość popularne miejsce, bo na innych były niesprzyjające warunki. Na szczęście o nietypowej godzinie, wiec prawie nikogo tam nie było. Dla takiego żółtodzioba jak ja, już nawet samo dopasowywanie pianki, maski i płetw było ekscytujące. Wojtek wiedział już czego się spodziewać, bo nurkowanie na Koh Tao zaliczył już zeszłym roku, więc on zaczął się podniecać dopiero, jak zobaczył naszą motorówkę:) Nasz sympatyczny instruktor, Felix –  Szkot bez szkockiego akcentu (podobno się maskuje ze swoim pochodzeniem), okazał się super. Pięknie wytłumaczył nam na czym w ogóle polega nurkowanie, jak się zachowywać pod wodą, zaznajomił ze sprzętem i pokazał jak się komunikować, kiedy już znajdziemy się w turkusowej głębi. Zabawne jest to, że gest z zaciśniętą pięścią i wyciągniętym kciukiem pod wodą oznacza „do góry”, a „ok” pokazuje się łącząc kciuk i palec wskazujący, więc oczywiście potem cały czas nam się to myliło. Jeszcze na lądzie musieliśmy założyć butle, żeby poczuć ich wagę i nie fiknąć potem kozła na środku pokładu. Czym jednak była dla mnie taka butla… Byłam tak podekscytowana, że nawet jeśli założyliby mi na plecy płetwala błękitnego, pobiegłabym z nim do łódki bez problemu. Teraz, w kombinezonie i z butlą na plecach poczułam się jak prawdziwy, zawodowy nurek… pomijając fakt, że nigdy nie nurkowałam i nawet w basenie nie potrafię pływać pod wodą:)

szkoła nurkowania w Tajlandii
Wchodzimy z butlami do naszej motorówy

Rzuceni na głęboką wodę

Jazda, a właściwie przelot motorówką nad falami to było czad! Emocje prawie jak na łódce z Koparą (którego serdecznie pozdrawiamy), tyle, że tu na pokładzie można jeść:p O ilość otwartych piw nie pytaliśmy, ale pewnie powiedzieliby nam to samo, co kapitan Kopara, czyli nie więcej niż dwa, o ile w ogóle byśmy je mieli. Po jakichś 10 minutach dotarliśmy do celu – popularnego miejsca do nurkowania dla początkujących, u brzegu uroczej wysepki. Kotwica poszła w dół, a za nią my. Ale hola hola! Nie tak szybko. Skok do wody w piance, z butlą, maską i płetwami wcale nie jest taki prosty.

Nauka nurkowania na Koh Tao
Na chwilę przed nurkowaniem razem z naszym instruktorem. Wyglądamy całkiem profesjonalnie, prawda? :)

Z większych łódek skacze się normalnie na nogi (i tak w zeszłym roku skakał Wojtek), z naszej – tak, jak na filmach! Siadasz na brzegu łodzi z tyłkiem prawie za burtą, jakbyś miał się zaraz do tej wody skichać, łapiesz jedną ręką za maskę, drugą kładziesz na klatce piersiowej i… jazda na plecy za burtę. Hooooop! To dopiero jest zabawa!

Na dno!

Wszystko pięknie, ładnie. Wyglądam profesjonalnie, tak też się czuję, a… zanurkować nie mogę :) chyba jestem balonem :p Dopiero, kiedy Felix dokłada mi dodatkowe ciężarki idę powoli w dół…

Koh Tao, nurkowanie
Aaaaa! Nie mogę iść na dno…

W końcu udało mi się normalnie zanurkować, zanim jeszcze Wojtek nie zanudził się na śmierć i mogliśmy realizować już dalszy plan razem:) Potem szło mi coraz lepiej!

Nurkowanie w Tajlandii
Team Karola&Wojtek pod wodą :)

Przyszedł więc czas na opanowanie kilku zdolności praktycznych. Zadań do wykonania było kilka – wyciągnąć rurę z powietrzem, założyć ją z powrotem i wydmuchać wodę, nalać do maski wodę, a następnie ją wylać. Musieliśmy też nauczyć się co zrobić, kiedy rura z powietrzem nam wypadnie z paszczy i ucieknie, jak odkorkować sobie uszy, kiedy przy zmianie ciśnienia nam się zatkają itd. Szczególnie to ostatnie nam się przydało, bo przy schodzeniu coraz niżej uszy nam trochę wariowały i już się baliśmy, że nic z tego nie będzie. Na szczęście wszystko się udało:)

Ćwiczenia podczas nurkowania
No i zaczynamy ćwiczenia… na początek – opanowanie oddechu:)

Wszystkie te ćwiczenia wydają się być bardzo proste, ale uwierzcie mi – wykonać je pod wodą wcale nie jest tak łatwo. Szczególnie, kiedy do oczu napływa ci słona morska woda, a rurka z powietrzem wisi gdzieś koło twojej nogi:) Teraz pozostaje już tylko uważać, żeby nie skosić jakichś korali, oddychać równomiernie i co najważniejsze – nie wstrzymywać oddechu. Prosto teraz to wymienić – gorzej wykonać, ale nam szło naprawdę świetnie. Aż do tego stopnia, że zaczęłam się pod wodą śmiać, przez co co chwilę moja maska zalewała się słoną wodą. To jednak nic strasznego, bo w końcu wiemy, co w takiej sytuacji zrobić.

Podwodna głębia

Nurkowanie jest niesamowite! Nie wiem, czy nurkowanie na Koh Tao różni się od nurkowania w innych częściach Tajlandii, ale było super! To jedno z najpiękniejszych przeżyć w moim życiu :) Będąc na głębokości około 12 metrów płynie się naprawdę świetnie. Ani nie lecisz w dół, ani nie idziesz niespodziewanie do góry – pod warunkiem, ze oddychasz spokojnie i rytmicznie. Pod wodą wszystko jest takie kolorowe, a ryby nic sobie nie robią z nurków i spokojnie pływają albo wcinają wodorosty i skubią koralowce. Nurkując widzieliśmy i małe kolorowe rybki i wielkie rybska, ryby-miecze, murenę i jakieś morskie skorupiaki. Jedne kolorowe, jaskrawo żólte albo zielone, inne pastelowe, kolejne w barwach tęczy albo mieniące się jak perła. Jednym słowem czad.

Scuba diving Koh Tao
Jak widać – idzie nam naprawdę super!

 

Ryby w Tajlandii
Pod wodą jest kolorowo:)

Żałuję jedynie, że nie udało nam się zobaczyć rekina rafowego, który podobno często zagląda w te strony. Jest zupełnie niegroźny dla człowieka, ale robi na każdym ogromne wrażenie. Podobno na niektórych robi aż tak wielkie, że potem trzeba dokładnie prać kombinezony… jeśli wiecie o czym mówię:)

Scuba diving w Tajlandii
Są i  inne rybki!

 

Diving Tajlandia
Więcej rybek…

 

Scuba diving w Tajlandii
Koralowce są naprawdę imponujące, ale kiedy zbliżysz do nich rękę – zamykają się

Kciuki w górę, czyli powoli wypływamy

Pod koniec nurkowania, kiedy spokojnie sobie płynęliśmy i przyczajaliśmy te wszystkie podwodne cuda, nagle dosłownie w tym samym momencie zaczęliśmy się unosić. Nie mam pojęcia dlaczego, ale wystrzeliliśmy w górę i niespodziewanie zakończyliśmy całą zabawę… W każdym razie i tak już powietrze mieliśmy na wyczerpaniu, wiec straciliśmy może z 5 minut. Suma sumarum jestem z nas niesamowicie dumna! Ekipa Karola&Wojtek dała radę! Spędziliśmy pod wodą w sumie około 50 minut i zeszliśmy już za pierwszym razem na 12 metrów, co podobno nie zdarza się tak często:) Feliks był zadowolony, my wniebowzięci – jednym słowem SZALEŃSTWO:) Było warto i wszystkim polecamy taką zabawę. Kto wie, może za rok uda nam się zrobić cały kilkudniowy kurs nurkowania… To byłby dopiero czad. Jedno wiemy na pewno – Koh Tao to idealne miejsce na tego typu rzeczy.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz