Oda do 7-elevena

Podczas, gdy w Polsce mnożą się „Żabki”, „Freshe” i inne „Małpki”, które powoli zaczynają opanowywać niemalże każdą ulicę w miastach, w Tajlandii król jest tylko jeden! Wygrywa bezapelacyjnie, bijąc wszystkie inne na głowę. Cóż to takiego? Dzisiaj na blogu przedstawiamy nasz ulubiony sklep: 7-eleven.

fot. http://www.pinterest.com/pin/42713896438287132/
fot. http://www.pinterest.com/pin/42713896438287132/

Niby nic takiego, z pozoru mały, taka nasza „Żabka”. Ale tylko z pozoru. Tak naprawdę 7-eleven to apteka, restauracja, drogeria, twoja własna kuchnia, spożywczak i co tylko zapragniesz w jednym. Pewnie też poradnia psychologiczna o ile znasz tajski. 7-eleven to stan umysłu;P To prawdziwy gigant, który w 2007 roku wyprzedził MacDonaldsa i stał się największą pod względem liczby lokali siecią handlową na świecie. Swoje sklepy posiada w 19 krajach, z czego najwięcej przypada na USA, Tajlandię, Japonię oraz Chiny.

Chociaż widzieliśmy 7-eleveny także w Malezji i Singapurze, nie dorastały one do pięt swoim tajskim odpowiednikom. 7-eleven w Tajlandii traktowany jest (głównie przez turystów) niemalże jak świątynia. Tu możesz spędzić nawet pół godziny i ci się nie nudzi. Chodzisz pomiędzy półkami i odkrywasz coraz to ciekawsze smaczki. A to napoje energetyzujące w szklanych butelkach bez gazu (!), za chwilę znowu sprasowane, wysuszone kalmary jako przekąska, dalej kremy i dezodoranty wybielające (Azjaci nie lubią się opalać, nawet pach), aż w końcu dochodzisz do kanapek, których nadzienie wprawia cię w najprawdziwsze osłupienie. No bo przyszło wam kiedyś na myśl jedzenie kanapki z tuńczykiem i… miodem? Tak, zarazem. Ok, kuchnia tajska potrafi zaskoczyć. Chociaż może nie aż tak jak wietnamska lub pyszności w Kambodży.

W takich oto buteleczkach w Tajlandii sprzedaje się napoje energetyczne
W takich oto buteleczkach w Tajlandii sprzedaje się napoje energetyczne

W 7-elevenie zrobisz sobie sam mrożoną kawę na dobry początek dnia (patent Wojtka – wsypuj mało lodu, będzie więcej miejsca na kawę), wypijesz coca-colę w litrowym kubku, który ledwo obejmujesz rękami, napakujesz do hot-doga tyle dodatków ile wlezie (w końcowej fazie naszej wyprawy to były nasze śniadania), czy też zagrzejesz sobie pyszną zupkę chińską z paczki, a jej aromat rozwiejesz po całym sklepiku. A co, niech wiedzą, że nie masz dwóch lewych rąk i sam sobie przygotowujesz posiłki:) Możesz też kupić sobie piwo z najpiękniejszą etykietą na świecie – Chang. Tylko uważaj – koło niego na dole postawione są inne butelki z „piwem”, o połowę tańsze, które w rzeczywistości okazują się… że tak powiem… tanim jabolem w butelce po piwie (nie polecamy!). I tutaj kolejne ostrzeżenie – lodówki z wodą i piwem w 7-elevenach mają dwoje drzwi – z przodu i z tyłu. Nie zdziw się, że kiedy biorąc sobie piwo nagle atakuje cię napój z półki wyżej. To tylko sprzedawca dokłada towar do lodówki od tyłu:)

Big Gulp - tylko w 7 eleven :)
Big Gulp – tylko w 7 eleven :)

7-eleven to też najlepsze miejsce na przedimprezową zaprawę. To właśnie tutaj kupisz tani tajski rum i colę, a kiedy jesteś na full moon party na Koh Phangan zaopatrzysz się nawet w słynne wiaderko, do którego możesz nalać zakupiony wcześniej alkohol i bawisz się za 1/3 normalnej ceny. 7-eleven jest nieoceniony.

Oh 7-elevenie! Żałuję, że nie kupiłam sobie koszulki z Twoim logotypem, która jest (zaraz po wizerunku piwa Chang) drugą najpopularniejszą koszulką sprzedawaną w Tajlandii. Wiesz, trochę do Ciebie tęsknię… ale już niedługo wracam! Co prawda nie do Tajlandii, ale podobno w krajach, w których będę za miesiąc też istniejesz. Zobaczymy co mi zaoferujesz:)

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz