Najpiękniejsze z najpiękniejszych miejsc – Pranang Beach

Jakiś czas temu Karolina popełniła wpis o Railay Beach. Miejscu, którego nie było w naszym planie podrózy, a które okazało się jednym z najlepszych jej punktów. Teraz ja pozwolę sobie skrobnąć parę słów o konkretnej jego części, która znalazła się w moim prywatnym TOP 3 całego wyjazdu.

Półwysep Railay składa się z kilku „stref”. Jest plaża z małm laskiem namorzynowym, do której dobijają łodzie z turystami, jest główna „Railay Beach„, są wysokie, ogromne skały wielkości kilkunastopiętrowego wieżowca, na które można się wspinać pod okiem instruktora, jest „centrum” z kilkoma sklepikami, dwa punkty widokowe i jeziorko. Jest też miejsce, które mało co a byśmy ominęli, bo Karoli nie chciało się iść pewnego wieczoru inną ścieżką. Oj żałowalibyśmy, gdybym jej nie przekonał, że warto sprawdzić wszystkie drogi i zajrzeć pod każdy kamień…

A teraz słuchajcie uważnie… Drogie Panie, szanowni Panowie, przedstawiam Wam Pranang Beach. Najpiękniejsze miejsce, jakie widziałem w życiu.

Pranang Beach
Jedno z najpiękniejszych miejsc, w jakich byłem

Żeby się tam dostać, trzeba iść wzdłuż ściany skalnej, która wygląda jak jaskinia na powierzchni lądu z rosnącymi w niej egzotycznymi roślnami. Gdy już pokonałem tą całkiem przyjemną i niezbyt długą drogę, moim oczom ukazał się po prostu zniewalający widok. Zanim byłem w stanie zrobić zdjęcie tego co widzę, przez ładnych parę minut zbierałem szczękę, która upadła gdzieś w piasek pod moimi stopami. Zabarwiona na złoto-pomarańczowy kolor, gigantyczna, zerodowana skała z ogromnymi nawisami, piękny żółciutki piaseczek, na horyzoncie głazy wyrastające z morza i chmury rozświetlone barwami Słońca, które już niedługo zacznie zachodzić… Mówię Wam, po prostu b-a-j-k-a-! Gdzie tam! Więcej: bójka, bajka i brawurka w jednym!!

Uwierzcie mi, nawet najlepsze zdjęcia czy filmy nie potrafią oddać wrażenia jakie robi to miejsce. Spróbujcie wyobrazić sobie wielkość tych skał, ich kształt, fakturę, tysiące odcieni pomarańczowego, beżowego, brunatnego i pozostałych kolorów ziemi. Oprócz tego ta bezkresna przestrzeń, cudowny piasek pod stopami, idealna temperatura, rześkość powietrza, delikatny powiew ciepłej bryzy na twarzy… I tylko garstka ludzi dokoła.

Razem na plaży
Najpiękniejsza para w najpiękniejszym miejscu :P

Ci z Was, którzy mnie znacie, wiecie jaki ze mnie maruda i że prawie zawsze znajdę coś, co mi się nie podoba. Na Pranang Beach poległem. To miejsce jest wspaniałe, boskie, idealne. Mało co mnie rusza, ale w momencie, gdy pierwszy raz ujrzałem ten widok to autentycznie miałem łzy w oczach. Po prostu mnie zmieliło totalnie.

Najpiękniejsze miejsce
Wojtek się cieszy :)

No więc jak już ochłonęliśmy to siedliśmy sobie na piaseczku i czekaliśmy aż zajdzie słońce. Wprawdzie nie było go widać, bo schowało się za skałami, a sam zachód lepszy jest na Railay Beach, ale obserwowaliśmy niesamowicie zmieniające się kolory skał i spokojnie chłonęliśmy chwilę. Wiedzieliśmy, że chcemy tu wrócić następnego dnia, żeby zobaczyć jak to wszystko wygląda rano.

Karolina na plaży pranang
Karolinka sączy sobie drinka
Pływanie na Pranang Beach
A Wojtuś moczy tyłek w turkusowej toni Morza Andamańskiego

A wygląda zdecydowanie inaczej. Ani gorzej ani lepiej. Inaczej. Co prawda ponowne wejście na TĘ plażę nie wywołało już na mnie takiego „efektu WOW!”, ale wciąż było obłędnie pięknie. Ciężko powiedzieć, czy przyczyną był fakt, że po prostu byłem tam juz drugi raz, czy Pranang Beach najładniej wygląda po południu, tuż przed zachodem Słońca. W dzień mamy za to cudny turkusowo-lazurowy kolor wody i całą masę promieni słonecznych czekających, żeby przybrązowić nam ciałko. Dodatkowo możemy sobie zamówić shake’a owocowego albo jakieś dobre żarcie w barze, który występuje pod postacią… łódki przycumowanej do brzegu. Uśmiechnięta Pani Tajka w ciągu kliku miniut zmiksuje nam pyszny napój albo ugotuje coś dobrego. Co ciekawe, cen wcale nie miała wyraźnie wyższych niż w centrum miasteczka Krabi.

łódka z jedzeniem
Przycumowany do brzegu, pływający bar

Acha! Byłbym zapomniał. Jest jeszcze ciekawostka dla zboczuchów. Zaraz przy wejściu na plażę znajduje się grota poświęcona duchom płodności, czy też jak ktoś woli – fallusom. Oprócz trzech domków dla duchów, znajdziemy tam mnóstwo drewnianych penisów we wszystkich rozmiarach. Największą uwagę zwraca taki (oczywiscie czarny) półtorametrowej długości i metrowej średnicy. Możemy też zapalić kadzidełka, zostawić kwiatki albo dodać własną figurkę do tej zaiste imponującej kolekcji.

grota fallusów
Karolina i jej nowy przyjaciel

Przy Pranang Beach znajduje się tylko jeden ośrodek wypoczynkowy – Rayavadee. Resort należy do tych super-hiper luksusowych, ale trzeba przyznać, że fajnie go wkomponowali w otoczenie i nie burzy on całego majestatu Pranang Beach. Budynki są schowane w głębi lądu, mają stonowane, neutralne kolory i są w dużej części zbudowane z naturalnych materiałów, więc nie rażą po oczach. Co więcej, mają na prawdę niebanalną i ładną formę i… podobają mi się. Nie powiem, fajnie byłoby tam kiedyś wrócić i spędzić parę dni w królewskich warunkach. Niestety ceny mają kosmiczne, ale w końcu założyłem sobie, że przed 30 zostanę milionerem, więc spokojnie, kwestia paru lat.

Obydalej na Pranang Beach
Pewnego dnia tam wrócimy. Na pewno!

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz