Sawadee Thailand

Jak dostaliśmy się do Chiang Mai? Oczywiście z przygodami. Plan byl bardzo prosty. Z Johor Bahru (miasta w Malezji na granicy z Singapurem) mieliśmy wykupiony nocny przejazd autobusem VIP do Kuala Lumpur, gdzie powinnismy byli być wczesnym rankiem. Następnie o 15 mieliśmy lot do Tajlandii. Dla przeciętnego turysty nic trudnego. Nas jednak to zadanie przeroslo:p Wszystko ukladalo się swietnie, dojechalismy z zapasem na dworzec, usiedlismy w naszych wygodnych VIPowskich fotelach, zaraz przed wielkim Hindusem, który wygladal jak najwazniejszy miejscowy mafioso i spokojnie zasnelismy. W końcu mieliśmy przed sobą ladnych parę godzin jazdy. Spalo się na tyle dobrze, ze kiedy się obudzilismy na dworze już switalo, a nasz autobus wjezdzal gdzieś pod ogromna górę we mgle. Cos nie gralo…

Kiedy spojrzelismy na znaki drogowe po drugiej stronie szosy, zorientowaliśmy się, ze Kuala Lumpur zostawiliśmy daleko w tyle. Ja zaczelam już panikowac, ale nie mieliśmy zbyt dużo czasu na myślenie, bo nasz autobus dojezdzal już do swojej destynacji. Otoz, moi drodzy, dojechalismy do Getting Higlands, ogromnego luksusowego resortu, skladajacego się z kilku hoteli i wesolego miasteczka. Brawo… Kiedy wysiedlismy z autobusu w górach, bylo naprawde zimno. Co więcej, autobus powrotny odjezdzal dopiero o 14, czyli godzinę przed naszym wylotem. Byliśmy ugotowani.

Glupi ma jednak szczęście. Pamiętacie nasza parke Malezyjczykow, którzy wzięli nas na stopa? Są niesamowici! Zapamietali kiedy wracamy i rano czekali na nas na dworcu autobusowym u Kuala! Kiedy zorientowali się, ze nie przyjechaliśmy, szybko się z nami skontaktowali i … po godzinie po nas przyjechali. Zabrali nas do siebie do domu, pozwolili się spokojnie wykapac i odwiezli na lotnisko. Nie musze chyba tez dodawać, ze dobrze nas nakarmili:)

Jesteśmy w Tajlandii!

Nasz lot z Kuala Lumpur do Chiang Mai w polnocnej Tajlandii trwal troche dluzej, niz sie tego spodziewalismy. Zamiast 1,5 godziny, lecielismy 4. Dziekujemy Air Asia za tani bilet, ale to byla droga przez meke. Jesli nawet ja narzekalam na brak miejsca na nogi, wyobrazcie sobie mine Wojtka, kiedy po kilku godzinach lotu nie wiedzielismy juz jak mozna sie ulozyc, zeby jakkolwiek zasnac…

Chiang Mai

Kilka minut w kolejce po stempelki wjazdowe do Tajlandii i… jestesmy! Sloneczko swiecilo, pierwsza zlapana taksowka, male negocjacje cenowe i dotarlismy do centrum miasta. Chiang Mai to prawdziwy turystyczny raj. Brakuje tylko morza:) Piekne swiatynie, miliony uroczych kafejek, restauracji, salonow masazu i bazary. Na kazdym kroku mozna znalezc agencje turystyczne oferujace turystom wyjazdy pod miasto na trekking, do zoo, wiosek, w ktorych mieszkaja rdzenni mieszkancy tych rejonow… Jednym slowem – znajdziesz tu chyba wszystko, czego tylko zapragniesz. Juz zaczynam zalowac, ze nie mam wiecej pieniedzy, kupilabym tu doslownie wszystko! Od lampek nocnych, przez obrazy, ubrania az po bizuterie. Wszystko taniej niz w Polsce i wydaje sie dobrej jakosci.

Chiang Mai swiatynia
Wat Phra Singh w Chiang Mai
 Wat Phra That Doi Suthep Chiang Mai
Zlota stupa w Wat Phra That Doi Suthep

Na bazarze w dzien targowy…

Targowanie sie nie idzie mi tutaj tak dobrze, jak w Indiach. Szczerze mowiac, to w ogole mi nie idzie. Tajowie sa poprostu zbyt mili! Powiedzcie sami, jak mozna negocjowac cenę z kims, kto jest niesamowicie przyjazny, usmiechniety i zaciesza nawet wiecej niz zwykle ja… No nie da sie. Z Hindusami bylo latwo, bo oni z reguly byli wkurzajacay. A tutaj nie mam serca targowac sie o zlotowke czy dwie. Niech im juz bedzie:)

Nawet kierowcy tuk tukow są tu mili i jeśli pytają, czy chcemy z nimi gdzieś jechac, nie są przy tym natarczywi. Ta Tajlandia to calkiem sympatyczny kraj. Gdyby tylko mówili tu lepiej po angielsku… bo już mi się powoli zalacza „język migowy”, dzieki ktoremu często szybciej można się dogadac:)

Love in Thailand

To, jak wyobrazalam sobie Tajlandie dosc mocno zweryfikowalo sie juz pierwszego popoludnia. Okazalo sie, ze jestem naiwna jak… jak… lohoho:) o Tajlandii jako kraju seksturystyki i ogolnej rozpusty kraza ciekawe opowiesci. Wszystko to jednak w mojej glowie nie do konca przyjelo odpowiedni ksztalt.

Owszem – wiedzialam, ze moga tu powiedzmy dzialac „domy rozpusty”, ale ze mozna sobie wynajac nie tylko prostytutke na godzine, ale swoja „prawdziwa dziewczyne” na dluzszy czas – tego jakos nigdzie nie doczytalam. Juz pierwszego dnia zauwazylam kilka par mieszanych – on, podstarzaly pan z Europy lub Ameryki, ona – calkiem ladna i zadbana mloda (lub wzglednie mloda) Tajka. Przechadzaja sie razem po miescie za rece, ogladaja to jakies ubranka, to siedza w restauracji i sacza drinki z palemka. Pomyslalam sobie nawet, ze calkiem fajnie sie zgrali. Dopiero potem zostalam uswiadomiona przez Wojtka, ze chyba nie do konca zrozumialam te sielanke:) To, ze trzymaja sie za raczki wcale nie znaczy, ze sa zakochani:(

Seksturystyka w Tajlandii to calkiem powazny biznes, biarac pod uwage ilosc takich parek, ktore zobaczylismy w ciagu kilku dni. Tu nie chodzi tylko o seks… Mozna sobie wynajac dziewczyne na powiedzmy 2 tygodnie i razem z nia zwiedzac okolice itd. Co tylko się chce. Wieczorami z kolei w pubach mnóstwo jest odpicowanych lasek, które wdziecza się do przechodniow, zapraszając ich do baru. Podobno polowa z nich to przebrani za kobiety faceci… ja ich jeszcze nie do końca poznaje, ale Wojtek wydaje się być prawdziwym znawca:p

Hitem pewnego wieczoru bylo dla mnie wielkie babsko (albo facet, trudno bylo powiedzieć) z natapirowanymi wlosami a’la zla wiedzma z „Syrenki Ariel”, w obcislej zoltej kiecce i ogromnym wezem boa, zawinietym na szyi. Jeśli jej celem bylo zwrocenie uwagi, to brawo, udalo się. Zauważyli ja chyba wszyscy:)

Tajski chill out

Trzy dni w Chiang Mai uplynely nam calkiem przyjemnie. Mimo, ze planowaliśmy odpoczac i w zasadzie nic specjalnego tam nie robiliśmy, wychodzilo na to, ze byliśmy zajeci caly dzień, a wieczorami doslownie padaliśmy ze zmeczenia. Zwiedzilismy kilka swiatyn, nocny targ, zjedliśmy chyba tony jedzenia i zasmakowalismy w owocowych szejkach, które obecnie są tu moim ulubionym „daniem”. A skoro za taka przyjemność placi się… 2zl, to czemu nie:)

Aaa… zapomnialam wam powiedzieć. Doslownie zakochalam się w marce „Chang”. Produkuje calkiem dobre piwo, wody i napoje, ale kit z tym. Ma najpiekniejsze logo na świecie – dwa zwrocone do siebie slonie (chang to po tajsku slon) przy drzewie… ale to taka mala dygresja:)

Na sportowo

Wojtek postanowil zbratac się z tubylcami:) Padlo na dzieciaki ze szkoly. Pewnego dnia przechadzajac się uliczkami Chiang Mai weszlismy na szkolne boisko. Zainteresowala nas pewna gra, w która grali chlopcy, na oko 14-15 letni. Wojtek strasznie się tym podjaral, wiec spędziliśmy tam ze 2 godziny:p Otoz, male boisko podzielone bylo siatka, ktora konczyla się na wysokości ramion Wojtka. Po kazdej stronie stalo 3 graczy, tworzacych jedna drużynę, którzy przebijali mala plastikowa pileczke przez siatkę… tylko przy użyciu nóg i glowy.

Musze przyznać, ze Wojtkowi szlo calkiem niezle, pomijajac już, ze wiekiem i wzrostem, przebijal pozostalych graczy 2 razy:) chlopcy jednak chyba za ciężko w swoim życiu nie trenowali, bo w ich grze bardziej chodzilo o to, żeby nie stracić punktu, niż żeby jakis zdobyć. W kazdym razie wszyscy (oprócz mnie, bo ile można siedzieć w takim upale i patrzeć na troche nieudolna gre) byli zadowoleni.

Sepak Takraw w Chiang Mai
Panowie pykaja w swoja ulubiona gre na szkolnym boisku.

Wieczorem, kiedy znow przechodziliśmy kolo tej szkoly, na boisku cwiczyli nieco bardziej doswiadczeni gracze. Panowie w wieku kolo 40 lat tak dawali czadu, ze nawet mi się spodobalo. Gra jest niezwykle widowiskowa, a na boisku mają miejsce takie wygibasy i salta w powietrzu, ze doslownie kopara opada! (Pozdrowienia dla Kopary) :)

edited by Wojtek: Ta gra nazywa sie Sepak Takraw i jest sportem narodowym Tajlandii (chyba zaraz po Muai Thai). Generalnie polega to na tym, ze na boisku mniej więcej wielkosci polowy tego do koszykówki dwa trzyosobowe zespoły przebijają ratanową piłeczkę używając do tego tylko nóg oraz głowy. Wierzcie lub nie, ale ci 40 letni goście co chwilę wywijali salta w powietrzu i byli niemal tak samo rozciągnięci jak ja, kiedy zdobywałem mistrza Opola w biegu przez płotki :P Jakby ktoś chciał zobaczyć, to tutaj filmik:

http://www.youtube.com/watch?v=TsCWr1L0z7g

Powiem tylko, że na żywo to wygląda jeszcze lepiej, nawet w wykonaniu amatorów.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz