Co nas zaskoczyło w Stambule?

Stambuł i w ogóle Turcję chcieliśmy odwiedzić już od bardzo dawna. Co jakiś czas albo przybliżaliśmy się do tego wyjazdu albo od niego oddalaliśmy. Miłe doświadczenia z Turkami* sprawiały, że zaczynaliśmy już szukać lotów, a wizja zwiedzenia Turcji była coraz bardziej klarowna, by zaraz potem porzucić pomysł o wyjeździe przez niemiły incydent z kierowcą tureckiej ciężarówki w Serbii.

No i tak trwało to wszystko ładnych kilka lat aż wreszcie nasza stopa stanęła w Stambule! I wiecie co? Było super! Te ogromne miasto nas oczarowało i po naszym tygodniowym wyjeździe mamy ochotę na jeszcze więcej! Do Turcji na pewno wrócimy (jak tylko nauczymy się kilku podstawowych zwrotów po turecku, bo coś czuję, że z dogadaniem się gdziekolwiek poza europejską stroną miasta może być ciężko…).

W każdym razie to, co nas naprawdę zaskoczyło od samego początku to:

#1 Kebabyyyyyyy, wszędzie kebaby!

No dobra, oczywiście wiedzieliśmy, że w Turcji kebabów musi być więcej niż w Polsce i że są trochę inne niż u nas, ale w życiu nie przypuszczaliśmy, że miejsc, gdzie można je zjeść jest AŻ TYLE! – szczególnie w części europejskiej. Praktycznie na każdym kroku można spróbować super kebaba – nawet po kilka/kilkanaście lokali lub straganów obok siebie.

Tureckie kebaby są zdecydowanie mniejsze od tych, które możemy zjeść w Polsce i mają mniej sosów (zazwyczaj nie mają sosów w ogóle, a jeśli już to tylko ketchup albo majonez). Jakoś tak zawsze trafialiśmy też na zimne kebaby (w sensie nie gorące), więc śmiemy twierdzić, że to tutaj taka norma. Jedynie bułka czy tortilla podgrzewana jest tylko przez chwilkę i to właściwie tyle.

Przede wszystkim jednak zachwyciło nas MIĘSO! Przepyszne, świeże, delikatne – czy to kurczak czy baranina – mniaaaaaam! … no i fakt, że kebaba można podać na wieeeeele różnych sposobów. Bomba!

Zresztą zobaczcie sami:

No dobra, na jakieś 30 zjedzonych sztuk zdarzyło się parę gorszych kebsów. Ale generalnie trzeba przyznać, że Turek potrafi ukręcić dobrego kebaba ;)

#2 Ludzie

Jak wspomniałam wcześniej – z Turkami mamy różne wspomnienia sprzed wyjazdu do Stambułu. Czasem były pozytywne, czasem negatywne ale jakoś tak do Turków nie można podchodzić obojętnie. W Stambule byliśmy niesamowicie zaskoczeni życzliwością i chęcią pomocy ze strony mieszkańców. Zaczęło się już na samym początku – przy wejściu do metra na lotnisku. Nie bardzo wiedzieliśmy jak we 2 osoby korzystać z jednej Istanbulcard, czyli takiej jakby sieciówki, która pozwala na tańsze przejazdy. Widocznie wyglądaliśmy trochę głupio stojąc przed bramką do metra i zastanawiając się do dalej, bo dosłownie po 5 sekundach podszedł do nas pewien chłopak i szybko wytłumaczył jak przechodzić przez bramki.

A potem to już norma – wyciągając mapę ludzie pytali, czy na pewno wiemy jak iść, kierowali nas itd. Hitem okazał się pan, który kiedy wyszłam sama wieczorem do sklepu zaproponował, że mnie tam zaprowadzi w strasznej ulewie. W końcu po krótkiej rozmowie poprosiłam tylko o wskazanie kierunku (jakoś mimo wszystko sam na sam z nim mnie nie przekonało) i kiedy wracałam ze sklepu on cały czas czekał i sprawdził, czy kupiłam co chciałam ;)

Wojtek z nowymi przyjaciółmi :) Koniecznie chcieli zdjęcie!
Wojtek z nowymi przyjaciółmi :) Koniecznie chcieli zdjęcie!

A teraz wisienka na torcie! Nie oszukał nas taksówkarz! W ogóle i byliśmy w ogromnym szoku, bo jakoś podświadomie byliśmy na to przygotowani. Pojechał najszybszą i najprostszą drogą prosto do celu. Brawo! :)

No i podsumowując – w Stambule czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Tyle w tym temacie.

#3 Ceny

W życiu nie przypuszczaliśmy, że Stambuł jest tak drogi. Przede wszystkim zdziwiły nas wysokie ceny niektórych atrakcji i przejazdów. Nawet mając wspomnianą wcześniej Istanbulcard wydaliśmy w sumie ponad 90 lir (ok. 140 zł) w tydzień, przy czym weźcie pod uwagę, że naprawdę duuuuuuuuuuuużo się nachodziliśmy i głęboko zastanawialiśmy nad każdym przejazdem.

Przykładowe ceny wejść do większych atrakcji na 1 os:

Hagia Sophia – 30 lir (ok. 45zł)

Podziemna „katedralna” cysterna – 20 lir (ok. 30zł)

Wieża Galata – 25 lir (!!!) (ok. 38zł)

Pałac Topkapi – 30 lir  (ok. 45zł) (wizytę tutaj akurat można odpuścić, szału nie ma)

Poza tym wydawanie pieniędzy w Stambule to czysta przyjemność i kasa ucieka z portfela jak szalona. Tu kebab, tam pieczone kasztany, tu ryba z Bosforu, jedna atrakcja, druga atrakcja, pyszna turecka kawa, słodycze w kawiarni, pierdoły na Grand Bazarze, shisha czy taksówka do hotelu w nocy i 100 dolarów nie ma po dwóch dniach. Bądźcie na to przygotowani :)

#4 Ilość turystów

Umówmy się, w Stambule byliśmy w środku marca, czyli zupełnie poza sezonem. Ani nie było ciepło, ani bezdeszczowo (2 dni lało masakrycznie), ani śnieżnie (co mogłoby dodać miastu uroku) ani w okresie świątecznym a nawet nie było ładnie i zielono. Mieliśmy więc nadzieję, że takich turystów jak my będzie niewielu… a tu niespodzianka – tłumy. Praktycznie do każdej większej atrakcji ustawiały się dłuuuugie kolejki (czasem czekania było na ponad 40 min, żeby kupić bilety), a przez Bazar Egipski ledwo się przecisnęliśmy. Aż strach pomyśleć jak to wygląda w lecie…

Swoje trzeba odczekać
Swoje trzeba odczekać

#5 Strona europejska vs strona azjatycka

To, co nas chyba najbardziej zaskoczyło to „tureckość” strony europejskiej Stambułu i europejskość po stronie azjatyckiej. Zupełnie odwrotnie niż się tego spodziewaliśmy. W dzielnicy Sultanahmet aż roiło się od klimatycznych restauracyjek, kawiarni, cukierni z tradycyjnymi tureckimi słodyczami itd. W pewnym momencie zaczęliśmy się zastanawiać co w takim razie zastanie nas po tej azjatyckiej stronie. Jak się okazało, zastała nas… Europa przez wielkie „E”. Moda czy Kadikoy śmiało mogłyby być częścią jednego z zachodnio czy południowoeuropejskich miast. No żeby mieć problem ze znalezieniem kebaba albo baklavy po azjatyckiej stronie? Kto by się tego spodziewał… a jednak!

#6 Dziwne przysmaki

Hamburger gotowany na parze, kebab z najokropniejszych podrobów jakie widział świat podawany w bułce czy deser mleczny z kawałkami… kurczaka w środku – to tylko kilka ciekawych potraw na jakie natknęliśmy się spacerując po mieście.  Hmmm…. tureckie smaki :P

Kokorec - kawałki wątroby, śledziony, serca i innych podrobów, zawinięte w jagnięce flaki :)
Kokorec – kawałki wątroby, śledziony, serca i innych podrobów, zawinięte w jagnięce flaki :)

#7 Koty!

Myślałam, że w Dubrowniku jest mnóstwo bezpańskich kotów. Może i jest ale pod względem ilości stambulskie koty biją te z Dubrownika na głowę. Są ich tysiące. Wszędzie. Biegają po ulicy, leżą na dachach, wygrzewają się na słońcu, siedzą na drzewach, łażą po największych atrakcjach typu Hagia Sophia czy Cysterny… Jednym słowem są wszędzie ;) Ludzie je namiętnie  dokarmiają  i dzięki temu kociaki mają się w Stambule świetnie.

Koty opanowały Stambuł!
Koty opanowały Stambuł!

kot w Stambule

Podsumowując, z jednej strony Stambuł zaskoczył nas bardzo pozytywnie, szczególnie jeśli chodzi o jego mieszkańców. Z drugiej strony już wiemy, że gdybyśmy chcieli kiedykolwiek jeszcze wrócić do tego miasta (a of course, że chcemy) trzeba przygotować spory zapas gotówki i schudnąć nieco przed wyjazdem, bo w tydzień przybyło nam trochę sadełka po tych kebabach ;) Osobiście nie pchałabym się tam latem, kiedy jest najwięcej turystów i chciałabym spędzić więcej czasu po azjatyckiej stronie, bo przez 2 dni tylko ją „liznęliśmy” – a szkoda!

W każdym razie Stambuł jest super, gorąco polecamy i czekajcie na kolejne wpisy z tego wyjazdu ;)

*kiedyś stojąc zziębnięci i przemoczeni na stacji benzynowej na autostradzie w Austrii pomoc zaproponował nam pewien Turek, nie mówiący w żadnym języku, który z Wojtkiem znaliśmy. Przygarnął nas, nakarmił (a jakże!) kebabami, oddał nam na noc swoją kawalerkę i następnego dnia rano odwiózł na większą i lepszą stację benzynową, żeby było nam łatwiej złapać stopa do Polski. Ten podejrzanie wyglądający gościu okazał się jedną z najfajniejszych osób, które kiedykolwiek podwiozły nas na stopa :)

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz