Wietnamskie rarytasy cz.2 Gdzie zjeść węża w Wietnamie?

Zaczelo sie od tego, ze przeczytalem gdzies o kielichu wodki z sercem weza w srodku. Pomyslalem, ze chcialbym sprobowac, a przynajmniej zobaczyc jak to wyglada. Z czasem pomysl rozwinal sie w chec sprobowania miesa wezowego pod kilkoma postaciami i zapicia go ta wodka zakrapiana krwia tegoz gada. Cisnienia dodawal mit, ze podobno serducho weza, po wyjeciu z ciala, bije jeszcze pare minut na talerzu. I wanna see that! A ze akurat przebywamy w Wietnamie, gdzie niecodzienne zarcie czai sie za kazdym rogiem, rozpoczelismy poszukiwania.

Panie! Gdzie na węża?

Jestesmy w Sajgonie, nasz ostatni przystanek przed Kambodza. Trzeba sie sprezyc. Bezowocny research w necie, pare pytan do miejscowych, ktorzy za bardzo nie chcieli powiedziec o co chodzi, czas ucieka, slinka cieknie, a konkretnych info brak. Zadalismy na szczescie pytanie w odpowiedniej grupie na Couchsurfingu i po paru godzinach otrzymalismy telefon od niejakiego Davida.

Okazalo sie, ze to swietnie gadajacy po angielsku Wietnamczyk, ktory przez kilkanascie lat mieszkal w Stanach. Pare lat temu jadl weza w Sajgonie, w restauracji specjalizujacej sie w tym jedzeniu i chyba wciaz pamieta gdzie ona jest. Nie mogac sie doczekac hardkorowej kolacji, umawiamy sie pod naszym hostelikiem na wieczorna godzine.

Polowanie na gada. Akt 1.

David przyjezdza motorkiem, dla Karoli kombinujemy moto-taxi (w sajgodnie podobno policja czuwa, wiec lepiej nie jezdzic we 3) i ruszamy na drugi koniec tego niemal 10 milionowego miasta. A! Istotny szczegol – ruszamy w strugach wscieklego niczym psy na imprezie 18-stkowej, monsunowego deszczu, zaopatrzeni jedynie w lipne peleryny przeciwdeszczowe za pol dolara.

Po jakichs 30 minutach szalonej jak Kopara w tancu, jazdy, przemoczeni do suchej nitki, docieramy na miejsce, ktore okazuje sie… zamkniete. Dzisiaj niedziela, David nie skojarzyl, ze moze byc zamkniete… Na szczescie kierowca Karoliny zna inne miejsce, ale jest oddalone o kolejne 30 minut drogi. Jedziemy? No pewnie!

Polowanie na gada. Akt 2.

Znow pudlo! No moze nie do konca pudlo, ale restauracja okazuje sie byc jedna z tych drozszych, gdzie bogatsi wietnamczycy w bialych koszulach pozeraja tony dziwnego jedzenie zapijajac to ruou + lokalna woda ryzowa. Krotnie spojrzenie w menu. Faktycznie, maja weza, ale jako jedno z wielu dan, w dodatku piekielnie drogiego. Musielibysmy zaplacic prawie 80 dolarow. To nie dla nas. Jest juz pozno, wracamy.

W drodze powrotnej wstepujemy do lokalnej knajpy zjesc gotowana koze z niespodzianka. Jajkiem – niespodzianka… Po tym, jak na naszym stole wyladowal wielki gar z koza i innymi bajerami w środku, dowiedzielismy się, ze jest promocja i za free pani kelnerka może nam wbic jajo do gara. David uprzedzil nas, ze to jest TO jajo. Popularna przekaska w Chinach, Wietnamie i kilku innych azjatyckich krajach. Czyli embrionik malej kaczuszki :) Karola podziekowala, a pani elegancko wbila mi i Davidowi po jajeczku z plodem malego ptaszka.

Gotowana koza w Sajgonie
Hot Pot z gotowaną kozą. Fajnie wygląda, ale smakuje tak sobie.

 

Po chwili bylo już ugotowane i moglem spróbować tej delicji. Jak smakuje? Hmm… zależy która czesc akurat się wylowi. Są np. takie, które smakuja jak… pieczarki. Inne troche ciekawiej. Czuć na języku dziobek i wloski – piorka niedoszlej kaczuszki…

Kaczy embrion Sajgon
Płód kaczuszki chwile przed tym, jak go schrupałem.

 

Po kolacji (koza byla taka sobie, nic szczególnego, zylasta, a w smaku jak gotowana wieprzowina troche) David mowi, ze jutro ma czas i pyta, czy nie chcemy sprobowac jeszcze raz uderzyc na weza. Chcemy? Jak cholera!

Polowanie na gada. Akt 3.

Punktualnie o 18:00, tak jak się umowilismy, David podjezdza pod nasz hostelik. Zalatwiamy moto-taxi dla Karolci i ruszamy. Tym razem pogoda bez zarzutu, przyjemny wieczorny chlodek, deszczu brak.

Dojezdzamy do knajpy. Otwarta! Maja weza! Będziemy zrec gada. Wreszcie! A jak wygląda sam lokal? Tak jak to sobie wyobrazalem. Polozony w ciemnej uliczce, na uboczu. Ledwo widoczny szyld, wszystko po wietnamsku. W środku, przy metalowym stole, na plastikowych krzeslach kilku skosnookich dzentelmenow raczy się tania wodka ryzowa, zapijajac jakies danie z gada. My zajęliśmy wolny stolik przy oknie.

Po chwili podchodzi do nas szef restauracji. Charakterystyczny typ, raczej z tych, ktorych się boi przeciętny czlowiek. Wzrostu byl raczej nieduzego, jednak krepej, jak na azjate budowy ciala. Ogolona glowa, 20 centymetrowe, cienkie wasy i brodka, czarny podkoszulek i zlowrogie spojrzenie. No typowy oprawca wezy :D

Kolacja z węża Sajgon
Zarzynanie węża srebrnym sztyletem (rodzaj nożyczek:)

 

Dostajemy menu. Cale po wietnamsku, wiec David robi za tlumacza. Możemy zamówić pojedyncze danie, np. zupe z weza albo kupić calego gada, ktorego potem podadza na kilka sposobów. Szalejemy, kupujemy calego. Wybieramy takiego kolo 800 gram. Powinien starczyc na 3 dania dla nas wszystkich.

Za moment oprawca wezy i kucharz zarazem przynosi nam ofiarę i bez ceregieli, ale rytualnie podrzyna jej gardlo srebrnym sztyletem. Krew bryzga po scianach, a Karola zaslania oczy z przerazenia. Masakra! Tak po prostu gość na naszych oczach zarzyna weza, odcina mu glowe, spuszcza krew i wypruwa flaki. W tym serce.

Serce węża
Bijące serce węża na talerzyku. Obok – jakaś fasolka-flak, nie wiemy co to :)

 

No wlasnie, mit o bijacym sercu martwego weza. Oznajmiam: ono bije! Nie wiem jak to możliwe, zapytajcie zoologa, ale poważnie, swiezo wyjete z ciala i polozone na talerzyku, zadnych trikow. Ono bije! Niestrudzenie kurczy się i rozpreza, leżąc na talerzyku obok nas. Po chwili przyniesli je do naszego stolika, gdzie towarzyszylo nam przez resztę kolacji. Jak dlugo bije serce weza? W miarę uplywu czasu uderzalo coraz wolniej i po jakichs 10-15 minutach przestalo. W kazdym razie wrazenie niesamowite, po prostu szok.

Podano do stołu

Z naszego weza przygotowano nam trzy dania. Najpierw wjechala jakas salatka, potem waz smazony, a na końcu zupa. Wszystko bylo na prawdę dobre. Mi w szczególności przypadla do gustu wezowina smazona, a Karola zachwycala się zupa.

Sałatka z węża
Coś dietetycznego – sałatka z mięskiem wężowym.

 

Danie z węża
Wężu w wersji smażonej

 

Zupa z węża
Pożywna i zdrowa zupka wężowa.

 

Smieszne uczucie, kiedy w garnku widzisz ogon weza, a na talerzu masz jego skórę. Zdziwillo mnie, ze na prawdę latwo się to je. Jak normalne mieso, w smaku tez takie… no miesowate, dobre :) Dostaliśmy jeszcze maly gratis – jajeczka weza. Co ciekawe – nie mialy zoltka, cale biale. Smak? Jak zwylke kurze jajko, troche bardziej miekkie.

Gotowane jajo węża
Pokrojone jajeczka węża – prawie jak na wielkanoc.

 

Jak wcześniej pisalem – oprawca upuscil krwi wezowi. Po co? No dla nas! Do wypicia! Bylo tego z pól szklanki. Jak nakazuje tradycja, zamówiliśmy do tego cwiare wody ryzowej i wymieszalismy wszystko razem. Raz po raz popijalismy krwiste szociki do kesa wezowinki. To jest prawdziwa krwawa mery! Nie jakies popierdolki!

Krew węża
Prawdziwa krwawa mery

 

A co z sercem weza? No jak przestalo bic to tez wyladowalo w kieliszku z krwawa wodka… Przygotowalem popite w postaci zimnej, zielonej herbaty, zamknalem oczy, staralem się nie myśleć o tym, co wlasnie robię i siup! Coz… wlasnie chlasnalem najbardziej hardkorowego szota w życiu.

Na zdrowie po wietnamsku
Mot, hai, ba… Yoooo! Czyli wietnamskie „na zdrowie”

 

Za cala przyjemność zaplacilismy, w przeliczeniu na polskie, jakies 100 zlotych. Nieduzo jak na niebanalna, kilkudaniowa kolacje dla 3 osób z „napojami”. Najedlismy się do syta i pochlonelismy masę wrażeń. A ja dodatkowo jeszcze teraz czuje, jak cos mi rytmicznie bije w zoladku. Raz sie zyje, warto bylo!

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz