Na południe – różne oblicza Wietnamu

Nha Trang to taka wietnamska Copacabana:) Plaża w środku miasta, palmy, wielkie hotele z widokiem na morze i największa imprezownia kraju. Chociaż nie do końca są to nasze klimaty, byliśmy bardzo ciekawi jak to wygląda. Tym bardziej, ze prawie wszystkim spotkanym wczesniej Wietnamczykom swiecily się oczy, kiedy mówiliśmy, ze zastanawiamy się nad odwiedzeniem Nha Trang. Nie wiem, dla nich to jest pewnie jakis powiew zachodniego świata, miasto wolności i rozpusty :)

Nha Trang, promenada
Promenada wzdłuż plaży w Nha Trang

Znaleźliśmy calkiem sympatyczny hotel za 7 dolcow zaraz przy plaży, poopalalismy się troche i ku przerazeniu wszystkich starych Wietnamczykow dookola pogralismy frisbee:) Na początku szlo nam troche opornie i o malo nie skosiliśmy kilku z tych dziadków, ale potem bylo już super!

Nha Trang plaża
Niestety, było trochę pochmurno… ale ładnie mimo tego :)

Jeśli się bawić, to tylko w Nha Trang!

Nha Trang to nie Koh Phangan i słynne Full Moon Party, ale trzeba przyznać, że imprezy są tu naprawde calkiem spoko. Najpierw idzie się na beforka do jakiejs restauracji, która akurat ma happy hours na piwo Saigon, które jest o polowe tańsze niż w sklepie. Potem już prosto do ktoregos z klubów, gdzie w wielkich, plastikowych sloikach za 5zl podają ci jakiegos rzeznickiego drinka. Jego dzialanie sprawdziliśmy na wlasnej skorze. Efekt? No coz, nasza zabawa skonczyla się dosyc szybko… i to wcale nie dlatego, ze nam się nie podobalo. Wrecz przeciwnie, w pewnym momencie spodobalo się nam aż za bardzo:p

Drinki Nha Trang
Dwa drinki w cenie jednego za 6 zł? Czemu nie!

 

Wietnam bucket drink
Wojtek walczy ze słoikiem

Zanim jednak bylo już zbyt dobrze, mieliśmy okazje zaobserwowac parę zjawisk. Swietne jest to, ze Wietnamczycy bawią się razem z turystami. Wlasciwie nie ma podzialu na kluby dla bialasow i miejscowych. Pije się razem, gada i gra w pilkarzyki. Tancza jednak raczej tylko wstawieni przyjezdni. Wietnamczycy wola karaoke. A klubów oferujacych ten rodzaj zabawy jest multum. Zazwyczaj wygląda to w ten sposób, ze idzie się w kilka (nascie) osob razem i wynajmuje na kilka godzin mala, prywatna salke ze sprzetem. Inaczej niż u nas. Raczej nie ma publicznego karaoke.

Piłkarzyki Wietnam
Karola sędziuje w meczu międzynarodowym

Rosyjska Inwazja

Nha Trang ma jeszcze jedna przypadlosc, o której nie wspominają przewodniki… to miasto zmienia się w prawdziwa rosyjską kolonię. Wszędzie, doslownie wszędzie chodza rosyjskie wycieczki, a w mieście pelno jest hoteli, sklepow ze zlotymi lancuchami, szkol nurkowania i restauracji przeznaczonych tylko dla naszych wschodnich braci. Widzielismy nawet sklep z artykulami wykonanymi z krokodyla i skory strusia – szyld oczywiscie w cyrylicy. Byliśmy tez świadkiem tego, jak jeden Sasza czy Ivan (powiedzmy) klocil się z kelnerka oburzony, ze w restauracji nie ma menu w jego jezyku. Oczywiscie w czasie sprzeczki z jego ust nie padlo ani jedno slowo w języku Szekspira…

Jubiler w Nha Trang
Sklep ze złotymi i srebrnymi łańcuchami dla nowobogackich rusków.

Bycie Rosjaninem na wakacjach musi byc fajne… zero spiny, maksimum relaksu. Chodzisz sobie po miescie ubrany np. w koszulke z sierpem i mlotem i gawedzisz z ludzmi. Pa ruski oczywiscie. W koncu rosyjski to taki wspanialy jezyk, ze KAZDY go MUSI znac, wiec nie ma tez wiekszego problemu z komunikacją:) no chyba, ze trafi się na jakiegos nieruskojezycznego jełopa… Ruscy są ruscy na maxa i nikt nam nie powie, że nie. Bez koszulki na ramiaczkach wlozonej w spodnie i dresow u panów i adidaskow/sandalow ze skarpetami/mokasynow z krokodylej skoey oraz sexi sukienek w jaskrawych kolorach i torebki od Luis Vuiton u pań ani rusz:) Nie, żeby nam w jakikolwiek sposób przeszkadzali, ale mamy z nich niezly ubaw. Na szczęście w następnym mieście, do ktorego ruszylismy, nie bylo już widać tak wielu synow i cor mateczki rasiji.

Sajgon o poranku

Sajgon z samego rana (na prawde samego – 5:00 na zegarze) wygląda naprawde ciekawie. W dość sporym parku, niedaleko bacpackerskiej dzielnicy, gromadzi się spora grupa aktywniejszych mieszkancow miasta i wpolnie cwiczą. Kroluje badminton, aerobik i tai chi. Nas jednak najbardziej urzekla pewna sympatyczna pani kolo 50, okladajaca kijami (w ramach ćwiczeń oczywiście) dwudziestoletniego chlopaka :)

Tai Chi w parku w Sajgonie
W zdrowym ciele zdrowy duch – Tai Chi z rana jak śmietana

Sajgon to chyba najbardziej „europejskie” miasto w Wietnamie. Zupelnie inne niż Hanoi. To taki wietnamski Bombaj. Na ulicach mniej już widać tradycyjne bambusowe czapeczki, co rusz powstają tu nowe drapacze chmur, a motorki jezdza niemal z prędkością swiatla. Moim zdaniem najbardziej nijakie z wietnamskich miast. Nie ma tu nic szczególnego, tego „czegos”, co mialo Hanoi tez na prozno by szukać.

Wieżowce w Sajgonie
Może to nie Singapur, ale Sajgon stara się być nowoczesny

Smutna historia w tle

W kraju, w którym niespelna 40 lat temu zakonczyla się wojna nie sposób uciec od przeszlosci. Zalążek tego, jak to wyglada mielismy juz zwiedzajac wiezienie w Hanoi. To samo, w którym trzymali senatora i bylego kandydata na prezydenta USA – Johna McCaina. Do dzis można tam oglądać mundur, w który byl ubrany, kiedy go zestrzelono jako pilota amerykańskiego mysliwca.

Wybierając się do muzeum poswieconego wojnie w Sajgonie nie spodziewaliśmy się jednak aż takiego hardkoru. Cenzura jest chyba Wietnamczykom nie znana. Na ścianach porozwieszano tak makabryczne zdjęcia, że już sama nie wiedzialam czy lepiej patrzeć, czy nie. Naprawde przerazajace. Porozrywane ciala, jakies egzekucje, ofiary środków chemicznych zrzuconych na Wietnam. Poprostu jedna wielka masakra.

Sajgon, ofiary agent orange
Skutki działania czynnika pomarańczowego

Propaganda? Troche tak, ale zdjecia nie klamia. Amerykanie na prawde urzadzili tam pieklo uzywajac najokrutniejszych rodzajow broni, jakie wymyslono. Wietnamczycy nie byli dluzni – tez zgotowali najezdzcom niezly… Sajgon. No ale wlasnie… oni tylko sie bronili, a Jankesi bez konkretnego powodu, przy aprobacie ONZ zaczęli zrzucac bomby kasetowe i napalm… Myślę, że gdybym byla Amerykanka po prostu bym tego nie wytrzymala. Co ciekawe, po muzeum chodzily tez dzieci, bo nie ma tu zadnego limitu wiekowego…

Leje po bombardowaniu w Wietnamie
Tak DZIŚ wyglądają niektóre miejsca w Wietnamie

Drugim miejscem poświęconym wojnie, które naprawde polecamy są oddalone o jakies 60 km tunele Cu Chi. To wlasnie tutaj chowali się przed Amerykanami zolnierze wiet-kongu. Te tunele są naprawde malutkie, a wejścia do nich niewiele szersze od mojej stopy.

Cu Chi Wietnam
Wojtek raczej by się nie zmieścił

Zadziwiajace jest, jak czasem niezwykle prostymi metodami potrafili mylić i atakowac wroga. Uzywali naprawde najprostrzych w budowie, ale efektywnych pulapek, mylili wroga zakladajac specjalne buty, ktore zostawialy mylace ślady – wszystko to jest niezwykle ciekawe.

Tunele Cu Chi pod Sajgonem
Partyzant Karolina

Wietnam wciaz jeszcze żyje wydarzeniami sprzed kilkudziesieciu lat i czesciowo na tym opiera tez swoja turystykę. No coz, Wojtkowi wszystkie te miejsca się bardzo podobaly. Mi zreszta tez, ale chyba mam zbyt slabe nerwy na takie rzeczy. Wszystko to mnie strasznie przytlacza i ciężko mi potem przestawic się z powrotem na tryb „wesolego bacpackera”…

Goodbye Vietnam…

Ulice Sajgonu
Takie widoki będziemy pamiętać jeszcze długo

Strasznie przykro bylo nam sie zegnac z Wietnamem. Naprawde pokochalismy ten kraj, ludzi, niezwykłe jedzenie… wszystko. Nawet teraz troche tesknimy za tymi wkurzajacymi sprzedawcami:) Wyjezdzajac z Sajgonu mielismy już jednak przed oczami niezwykle swiatynie Angkoru w Kambodzy, czyli nasz kolejny cel i przez to chyba jakoś latwiej przelknelismy to rozstanie:) Nieco trudniej bylo nam za to przelknac pewien rarytas, który zjedliśmy ostatniego dnia pobytu w Wietnamie, ale o tym (miejmy nadzieje) jutro.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz