Od Hanoi do Hoi An

Wietnam to nie tylko Hanoi i Ha Long bay. Nasza trasa przez ten niezwykly kraj wiodla ze stolicy na poludnie, do Sajgonu, a wlasciwieHo Chi Minh City, bo tak się teraz nazywa to miasto. Po drodze odwiedziliśmy także miasta Hue, Hoi An oraz Nha Trang.

Open bus ticket, czyli jak przejechac caly kraj za grosze

Okazuje się, ze poruszanie się po Wietnamie jest naprawde tanie, w porownaniu na przyklad do Laosu. Istnieje tu swietne rozwiazanie dla wszystkich podroznych, tzw. open bus ticket. Na czym to polega? Biura podrozy oferuja bilety na przejazd dana trasa, a nie na konkretny autobus. Trzeba zaplanowac swoja drogę i miasta – przystanki, w ktorych chce się zatrzymać. W naszym (i większości bacpackerow) przypadku bylo to Hanoi – Sajgon, ze stopem w Hue, Hoi An i Nha Trang. Za naszą trasę zaplacilismy po 38 dolarow i mogliśmy autobusami nocnymi lub dziennymi jechac z miasta do miasta i zostawać tam na kilka dni. To chyba najlepiej rozwiazana opcja przejazdu i zwiedzania kraju, jaka znamy.

 Open bus ticket Vietnam
Na tylnym siedzeniu nocnego autobusu

Z reguly jeździliśmy nocami, wiec dodatkowo oszczedzalismy pieniądze na hotelach i nie traciliśmy dnia na podroz. Wszystkie autobusy byly typu sleeper, ale niestety ich jakość pozostawiala wiele do życzenia. Po prostu chyba akurat trafiliśmy na slaba (tania :) firmę, bo wszystkie busy dookola byly spoko, tylko ten nasz taki stary i niewygodny. Choć nie powiem, dwa razy trafil się nam taki autobus deluxe:) Ja się jeszcze zawsze jakoś skulilam i od razu zasypialam, ale te autobusy są produkowane z myślą o Azjatach, wiec Wojtek ze swoim wzrostem mial przechlapane. No, ale nie ma co narzekac:) bylo tanio i wzglednie bezproblemowo.

Cesarskie miasto Hue

W Hue, dawnej stolicy Wietnamu znajduje się ogromna cytadela z zakazanym, purpurowym miastem w środku, w którym mieszkal kiedyś cesarz i jego rodzina. Zdecydowanie warto to miejsce odwiedzić. Lazilismy tam chyba z pól dnia. Część budynków jest naprawde swietnie zachowana, a o ich odrestaurowanie dbają ekipy archeologow z calego swiata. To tutaj okazalo się, że nasza podroz wiedzie śladami… Aleksandra Kwasniewskiego:)

Zakazane miasto w Hue
Jeden z budynkow kompleksu zakazanego miasta

Pamiętacie orchidę jego imienia, która znalezlismy w Singapurze? Otoz w Hue nasz byly prezydent postanowil dofinansowac odbudowę jednej z największych swiatyn cesarskiego miasta. To jednak nie wszystko. Podczas prac restauracyjnych zmarl tu jeden z polskich konserwatorow zabytków. Kiedy straznicy dowiedzieli się, ze jesteśmy Polakami, zaprowadzili nas na „zaplecze”, a tam znajdowal się… kilkupietrowy oltarzyk poświęcony temu profesorowi. Na nim postawili jego zdjęcie, palily się kadzidelka i pachnialy kwiatki:)

tablica w cesarskim miescie Hue
Tablica informujaca o pracach polskich konserwatorow zabytkow. W lewym dolnym rogu – Kwach

W Hue czekala nas jeszcze jedna niespodzianka:) W naprawde porzadnej klasy hotelu, w którym się zatrzymaliśmy, w cene (10 dolcow) wliczone bylo także pyszne sniadanko i po pięć piw na glowe:) żyć nie umierać…

Hoi An

Wietnam to w ogole bardzo fajny kraj do podrozowania. Noclegi są niedrogie, standard calkiem spoko, w hotelach darmowe wi-fi oraz komputery z internetem, a wszyscy dmuchaja i chuchaja na klientow jak tylko się da. W Hoi An w hotelu (8 dolcow za pokoj) mieliśmy na przyklad basen…

Glupio byloby jednak siedzieć na basenie, jeśli kilka kilometrow dalej ma się przepiekna plaże, palmy i cieple Morze Poludniowo-Chinskie. Zaraz po przyjezdzie postanowiliśmy wiec wynajac dwa najwygodniejsze na swiecie rowery (Serio! Byly magiczne. Wygladaly jak sprzed 50 lat, a jechaly tak gladko jakby je ktos popychal caly czas) i ruszyliśmy oglądać zachód slonca nad morzem. Niestety tu po raz kolejny okazalo się, że wietnamski kilometr ma się nijak do europejskiego:) Zamiast obiecanych 4 kilometrow jechalismy dobre… dziesięć. Nie musze chyba nikomu mówić, że o romantycznym zachodzie mogliśmy już zapomnieć… Ale nic straconego, plaża nocą wygladala bajecznie. Wszędzie porozkladaly się babuszki z jedzeniem, porozstawialy stoliki, zapalily takie klimatyczne lampki i serwowaly przepyszne lokalne dania. My zjedliśmy jakies mini malze z fantastycznym, orientalnym sosem za 3,50 zl… Można tez bylo siedzieć na kocyku. Super.

Przepyszne owoce morza na plazy w Hoi An
Nasz obiadek na plazy – Hoi An, dzien II
Rowery w Hoi An
Karola smigajaca na rowerku po starym miescie

Stare miasto w Hoi An tez jest naprawde klimatyczne. Swietliste, male, waziutkie uliczki z kolorowymi kwiatkami (Wojtkowi przypomnialo sie hiszpanskie Alicante), chinskie swiatynie, urocze mostki nad kanalami i… zatrzesienie wycieczek z Rasiji. To jakas masakra. Zaczelismy je spotykać wlasnie tutaj, a kolejne miasto na naszej trasie opanowali już zupelnie.

Hoi An, stare miasto
Lodz i tradycyjne sieci do polowu ryb

Inna strona Wietnamu

Wietnam jest wspanialy i będziemy to pewnie powtarzać jeszcze kilkukrotnie. Jest jednak pewna rzecz, która irytuje nieziemsko. To wszyscy ci sprzedawcy dookola. Jak już kiedyś wspomnieliśmy, w Wietnamie chyba każdy ma swój biznes. Chwala im za to, ale wszystko sprowadza się do tego, ze co trzy minuty ktos do ciebie podchodzi i ci cos oferuje. Czasami naprawde natarczywie. Nie chcesz orzeszkow, to może skusisz się na czapeczke albo jakis owoc… albo wyszoruja ci buty. Nie? To może chociaż masaz, moto-taxi albo wycieczkę:) Nie można tu spokojnie przejść ulica, bo już ktos wola, macha, krzyczy… czasem wystarczy powiedzieć nie, ale bywa, ze to nie pomaga. Wtedy najlepiej poprostu ignorowac. Troche przykre, ale dziala. Po pewnym czasie można się do tego wszystkiego przyzwyczaić, ale na początku to prawdziwa zmora kazdego bialasa.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz