Pendolinem przez Rzym

Szybkie rzymskie wakacje. Mode on.
Szybkie rzymskie wakacje. Mode on.

Jeśli wydaje się Wam, że Rzym można zwiedzić w 2 dni to… nie można. Sprawdziliśmy. Tak to nie działa. Pisałam Wam już kiedyś o różnicach w podróżach Wojtka i moich – on chce wycisnąć z wyjazdu jak najwięcej, zobaczyć tak dużo, jak tylko się da. Nawet jeśli trzeba biegać z wywieszonym jęzorem po całym mieście niczym Pendolino na trasie Rzym-Neapol, bo „kto wie, kiedy nadarzy się okazja do tego, żeby wrócić w to samo miejsce, dlatego JESZCZE TYLKO TO I… TAMTO!” Tym właśnie sposobem Wojtuś mnie wykończył. Trzeciego dnia rano się zbuntowałam i powiedziałam basta, finito, nigdzie dalej nie idę! I całe szczęście, bo ledwo zdążyliśmy na nasz samolot do Azji… ale o tym innym razem.

Ja w czasie podróży najchętniej chodziłabym sobie bez celu, siedziała przy kawie i obserwowała jak żyje ulica. Wyobraźcie więc sobie minę Wojtka, kiedy się okazało, że po zwiedzaniu iluś już placów, fontann, ruin i KAMIENI powiedziałam, że dalej po prostu nie idę i zrobiłam iście włoską awanturę:) Dla mnie najważniejszym punktem programu była przecież prawdziwa włoska pizza, a nie manewrowanie pomiędzy wszystkimi zabytkami Rzymu.

Zwiedzanie Rzymu? Tylko jak?

W każdym razie trochę tego Rzymu zobaczyliśmy i nie przeczę, całkiem mi się spodobał. Czuć tu taki południowy klimat, wszyscy kupują wino, nikt się niczym nie stresuje, nie spieszy, w supermarkecie można dostać mandarynki z liśćmi, po ulicach jeżdżą moje ukochane Lancie Ypsilon i Smarty, wszystko jest takie wesołe… i brudne. Cóż, to co trzeba przyznać to fakt, że Rzym nie należy chyba do najczystszych miast na świecie. W dodatku poza centrum nie ma chodników:)

Pyszne mandarynki na dobry początek dnia :)
Pyszne mandarynki na dobry początek dnia :)

Przy największych atrakcjach oczywiście tłumy ludzi. Pod fontanną di Trevi nie ma opcji zrobienia sobie zdjęcia bez dodatkowych towarzyszów, a w metrze wszyscy się pchają. Żebyście widzieli kolejkę do muzeów watykańskich… matko jedyna, to dopiero hardcore.

Tłumy napierają, ale się nie poddajemy
Tłumy napierają, ale się nie poddajemy

Po mieście nie jest trudno się poruszać. Można skorzystać z metra (tylko 2 linie), autobusów i własnych nóg – to ostatnie (niestety) praktykowaliśmy najczęściej. Gdybyśmy rozłożyli wszystko, co widzieliśmy na 5 dni – byłoby optymalnie. W naszej wersji dwudniowej wydaje mi się, że pokonałam swój pierwszy maraton:)

Z wizytą w Watykanie

Udało nam się za to dopchać na mszę, w której brał udział Papa Francesco :) I chociaż nie wysłuchaliśmy jej całej, bo musieliśmy uciekać na nasz samolot, to powiem szczerze, że coś w tym miejscu jest. Watykan pełen modlących się ludzi robi ogromne wrażenie, czuć tą podniosłą atmosferę i nawet nam się ona udzieliła.

Niedzielna msza w Watykanie
Niedzielna msza w Watykanie

Chciałabym tylko w tym miejscu pozdrowić wszystkich, którzy zamierzają się wybrać do Watykanu na kanonizację Jana Pawła II – to będzie wyzwanie. Jedna rada – wchodźcie od boku, to zwiększy Wasze szanse na dostanie się w miarę blisko. Wszyscy wchodzący od wejścia głównego mogą dostać się tylko do pewnego momentu i zatrzymują się przy barierkach.

Jak się dobrze przyjrzycie, to zobaczycie też Papę Francesco :)
Jak się dobrze przyjrzycie, to zobaczycie też Papę Francesco :)

i… znów kamienie!

Ja rozumiem, Rzym – starożytne miasto – wielki szacunek, ale w tak krótkim czasie i z Wojtkiem jako towarzyszem, który musi zajrzeć pod każdy kamień (a w Rzymie jest ich naprawdę bardzo dużo) można się wykończyć.

Znowu kamienie... :P
Znowu kamienie… :P

Po jednym dniu, kiedy przepędził mnie od naszego mieszkania w dzielnicy cygańskiej, przez Circus Maximus, Kapitol, Forum Romanum, Piazza Venezia, Fontanne di Trevi, Koloseum, Schody Hiszpańskie i trylion innych miejsc, których nawet nie pamiętam… po prostu wymusiłam na nim odpoczynek.

No dobrze... to naprawdę robi wrażenie!
No dobrze… to naprawdę robi wrażenie!
Schody hiszpańskie bywają lekko zatłoczone:)
Schody hiszpańskie bywają lekko zatłoczone:)

Pizza italiana… MNIAM!

Na szczęście sytuacja została opanowana i na odprężenie poszliśmy do knajpy na pizzę. Dodam tylko, że najpyszniejszą, jaką kiedykolwiek jedliśmy. Była niesamowita! Na dosyć cienkim cieście, lekko słonawym i  z przypieczonymi bokami.

mniaaaaaaaam!
mniaaaaaaaam!

Matko, aż mi ślinka cieknie jak sobie przypomnę:) Moja z bakłażanem, cukinią i papryką (bez dodatku sosu pomidorowego!), a Wojtka z szynką i grzybami z najlepszym sosem pomidorowym, jakiego kiedykolwiek próbowaliśmy – co ciekawe sos był bez oregano. Niebo w gębie, a w dodatku w naprawdę świetnym miejscu. Mój hit wieczoru:) Potem tylko wino w bramie i dzień zaliczamy do udanych!

Jem, pożeram, pochłaniam!
Jem, pożeram, pochłaniam!

Suma summarum Rzym jest super, bardzo nam się spodobał, nabiegaliśmy się jak dzikie konie, a i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego, co chcieliśmy;) Wniosek – trzeba tu jeszcze wrócić. KONIECZNIE.

Aha, i tak naprawdę lubię te wszystkie „kamienie” i mam do nich ogromny szacunek, tylko nie w takiej ilości i nie na takim speedzie;)

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz