Co ja lece?

Co ja lece…

W zeszłym roku przez prawie trzy miesiące Karola włóczyła się po Indiach i Nepalu, a Wojtek przemierzał Indie i Tajlandię. Osobno. W czasie tegorocznego weekendu majowego (już razem) pokonali łącznie ponad 4300 kilometrów autostopem, by dostać się do chorwackiego Dubrownika i wrócić do domu. W te wakacje znów szaleją! Celem jest Azja południowo – wschodnia.

Przygotowania do dwumiesięcznego azjatyckiego wyjazdu idą pełną parą. Mamy już załatwione… No dobra, nic nie mamy załatwione i szczerze mówiąc – idziemy na żywioł:) Uciekamy jak tylko się da od konkretnych planów podróży i sztywno wytyczonych celów. Mamy tylko ten jeden – oby dalej przed siebie. To wcale nie będzie przygoda naszego życia – bo do czego mieli byśmy dążyć w kolejnych latach? To zdecydowanie będzie najlepszy wyjazd tego roku!

Chcemy się przekonać jak podróżuje się autostopem po Malezji i Tajlandii, spróbować azjatyckich sportów i jedzenia, przejechać się na słoniu, przekonać się do małp (choć po indyjskich doświadczeniach pewnie będzie trudno), oglądać wyścigi żab i pasikoników, zobaczyć walki tajskich kogutów i… przeżyć wszystkie te przygody, jakich nie da się zaplanować, a które okazują się najwspanialsze i niezapomniane. Chcemy po prostu poczuć wiatr we włosach i oddychać pełną piersią (no dobra… w czasie monsunu będzie to zadanie typu hard). W każdym razie – wszystkimi naszymi przygodami, rozważaniami, problemami i pakowaniem się w kłopoty (znając Wojtka będzie o czym pisać) chcemy dzielić razem z Wami! Hmm, może problemami mniej, mając na względzie zdrowie psychiczne i tak już przerażonych rodziców;)

Na pewno na brak przygód nie będziemy narzekać. Karola często ma to szczęście do bycia w odpowiednim miejscu i czasie (czyt. przypadkowe spotkanie Dalajlamy czy wkręcenie się na imprezę do domu jednego z najbogatszych Hindusów), a Wojtek do wpadania w tarapaty (czyt. złamany palec u nogi w Tajlandii czy „pozbycie” się portfela ze wszystkimi dokumentami po 2 minutach w delhijskim metrze… plus INNE przygody).

Dlatego… bądźcie z nami i wspólnie zacznijmy odliczanie do naszego wielkiego wyjazdu! Nie może Was zabraknąć (muszę w końcu się komuś żalić, nie? Karola).

Karolina & Wojtek

PS właściwie ciekawie już jest – z Malezji przylatujemy do Brukseli i nie mamy pomysłu jak z toną pamiątek dostać się do Pyrlandii:)

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz