Nasza opinia o wimdu.com

wimdu.com opinie
Strona główna wimdu.com

Kilka miesięcy temu zupełnie nieplanowanie wpadły nam w ręce dwa vouchery do wykorzystania na noclegi w serwisie wimdu.com. Zdobyliśmy je w jednym z konkursów organizowanych przez etraveler.pl, a że już je wykorzystaliśmy i przetestowaliśmy – warto podzielić się doświadczeniem. Dzisiaj krótko o tym czym jest wimdu.com, jaka jest nasza opinia o wimdu.com, jak działa i z czym się je?

Czym jest wimdu.com? Jak to działa?

Wimdu.com to strona internetowa, dzięki której możemy znaleźć nocleg w wybranym miejscu na świecie. Miast do wyboru jest naprawdę masa. Nie chodzi jednak o noclegi w hotelach, hostelach, guesthouseach czy pensjonatach, a o pokoje w prywatnych mieszkaniach. Dla nas trochę jaki taki płatny couchsurfing, ale o tym za chwilę.

Tak więc byliśmy w posiadaniu dwóch voucherów o wartości 50 euro każdy, do wykorzystania na dowolny nocleg znaleziony na wimdu com. Od razu założyliśmy, że nie będziemy dopłacać do interesu, więc interesują nas tylko oferty do 50 euro za 1 noc za pokój. Początkowo chcieliśmy znaleźć coś fajnego w Azji, kierując się tym, że na miejscu za taką kwotę dostaniemy super wypasiony apartament (to w końcu ponad 200zł!). Niestety, nie na wimdu.com. Okazało się, że nie wiedzieć czemu za tę samą kwotę znajdziemy nocleg o podobnym standardzie i w Europie i w Azji, mimo kolosalnych różnic w cenach normalnych pokoi już na miejscu. Dziwna sprawa, ale w takim przypadku bookowanie apartamentu na Filipinach czy w Indonezji zupełnie się nie opłacało. Ostatecznie skusiliśmy się więc na dwie noce w Rzymie, w pokoju który kosztował niecałe 50 euro za dzień.

Krok po kroku…

Na stronie wimdu.com bardzo łatwo wyszukaliśmy interesujące nas cenowo pokoje, porównaliśmy je pod względem lokalizacji, standardu pokoju, wyposażenia i sprawdziliśmy ich dostępność, oglądaliśmy zdjęcia. Pod prawie każdym ogłoszeniem było też sporo rekomendacji byłych nocujących.

Właściwie od razu zdecydowaliśmy się na jeden z pokoi, położony najbliżej centrum. Tu pewna uwaga – bookować najlepiej jest jak najwcześniej, bo my troszkę się zgapiliśmy i dużo ofert, które widzieliśmy wcześniej było już niedostępnych. Jeszcze na miesiąc, dwa przed przyjazdem można było dostać pokój za 30 euro. Na 2 tygodnie przed – pokój, który wybraliśmy (za 50 euro) był praktycznie najtańszy – w porównaniu z innymi w tej samej lokalizacji. Co ciekawe, z profili różnych mieszkań nie do końca dało się jasno wyczytać, czy w danym domu mieszka właściciel, czy nie. To więc do końca pozostało dla nas zagadką.

Mimo wszystko jednak się zdecydowaliśmy. Trzeba było tylko szybciutko założyć profil na portalu, wybrać daty przyjazdu i wyjazdu i zapłacić (w naszym przypadku podać numer vouchera). Po kilku godzinach na maila przyszła wiadomość z potwierdzeniem rezerwacji. Ot, tyle.

Jak to wygląda w realu?

Jak więc to wszystko wyglądało na miejscu? Całkiem spoko, ale właściciel mieszkania okazał się również jego lokatorem. Troszkę się zawiedliśmy, bo mieliśmy nadzieję mieć całe mieszkanie tylko dla siebie, ale ostatecznie nie było źle. Po dwóch dniach stwierdzamy, że korzystając z wimdu chyba nie da się nawiązać takiej relacji z goszczącym nas hostem, jak w przypadku couchsurfingu. Generalnie po tym, jak dał nam klucze i pokazał gdzie, co i jak, nie rozmawialiśmy prawie wcale. Dowiedzieliśmy się o której jest check out, gdzie jest sklep, jak dojechać do miasta, gdzie warto zjeść pizzę itd. Wszystko fajnie i miło, ale jednak nie bezinteresownie, z czystej chęci poznania kogoś, tylko jednak dla zarobku. Nie mówimy, że to źle, tylko inaczej :) Właściwie to on po prostu wynajął nam pokój, więc mógł nam nawet nic nie mówić – nawet tego nie oczekiwaliśmy. Nie ważne, robiliśmy swoje i i tak cały dzień nas nie było, bo zwiedzaliśmy Rzym z wywieszonymi jęzorami :)

Mieszkaliśmy u sympatycznego Włocha, Fabrizio, który bardzo dobrze gadał po angielsku i wydawał się taki… mało włoski :P Mieszkanie znajdowało się w kamienicy, położonej w dzielnicy Trastevere, kilkanaście minut pieszo od przystanku metra, ale bardzo blisko dworca kolejowego (z lotniska 30 min pociągiem).

wimdu.com
W kuchni w naszym rzymskim lokum

Dostaliśmy klucze do mieszkania oraz do pokoju – był zamykany na zamek. Pokój był całkiem ładny, umeblowany, z wygodnym łóżkiem. Dostaliśmy świeżą pościel i po dwa świeże ręczniki. Jedyną niedogodnością było to, że okno wychodziło na małą, lecz bardzo ruchliwą (także w nocy) ulicę, przez co było troszkę trudniej zasnąć. Fabrizio wynajmował też inny pokój, ale w czasie, kiedy tam spaliśmy stał pusty. Sam mieszkał w pokoju obok. Mogliśmy korzystać z kuchni i łazienki. Śniadanie kosztowało 1,5 euro (taka informacja znalazła się na stronie, ale w rzeczywistości nam tego nie zaproponował, więc śniadania robiliśmy sobie sami). Mogliśmy za to zrobić sobie kawę, herbatę czy napić się soku. Do jedzenia bez dodatkowych opłat były bakalie, płatki, suchary, dżem, nutella, rogaliki i ciastka. Jeśli mielibyśmy ochotę na piwo – można było je kupić wprost z lodówki.

wimdu.com
Tak właśnie wyglądał nasz pokój

Polecać czy nie polecać? Oto jest pytanie…

Generalnie nie do końca potrafiliśmy się odnaleźć w takiej konwencji – nie wiedzieliśmy, czy właściciel ma ochotę na integrację i rozmowy, czy raczej to jest tylko rodzaj jego pracy i nasze kontakty powinny się kończyć na „dzień dobry” i „do widzenia”. My, jako, że płaciliśmy mu za nocleg też niespecjalnie poczuwaliśmy się do utrzymywania z nim kontaktu, więc oczywiście – rozmawialiśmy z nim, ale zawsze to była tylko chwila, mała pogawędka i tyle. Co ciekawe okazało się, że wynajmowanie pokoi to faktycznie dobra fucha – Fabrizio na brak gości nie może narzekać:) Nie jestem pewna, czy w ogóle można też porównywać couchsurfing i wimdu. Tak, i w jednym i w drugim przypadku „wchodzimy z butami” do czyjegoś domu, ale w przypadku wimdu właściciel robi to (przynajmniej pewnie w części ofert) tylko ze względów finansowych. No i nie przeszkadzają mu obcy w domu.

Suma summarum, polecamy. Szczególnie właśnie w takich miejscach, jak np. Rzym, gdzie noclegi w hotelach czy hostelach są naprawdę drogie. Na pewno fajnie by było trafić na mieszkanie, w którym właściciel nie mieszka i mieć je tylko dla siebie. Ale nawet jeśli nie, to jest to ciekawy pomysł i jeżeli trafią się Wam gdzieś vouchery – korzystajcie. Ja powiem tak: gdybym chciała niezależności – wolałabym dwuosobowy pokój w hostelu  (nie muszę z nikim gadać, myśleć, czy właściciel jest w kuchni, czy mogę się głośniej zaśmiać itd, nie krępowałabym się tak bardzo), jeśli jednak chciałabym mieć kontakt z mieszkańcem danego kraju, miasta – na pewno wybrałabym couchsurfing.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz