Nie wierz taksówkarzom! Taksówki w Manili i nie tylko

Taksówkarze dzielą się na tych, którzy chcą nas wykiwać tylko trochę i tych, co chcą nas wykiwać bardziej. A przynajmniej takie odnoszę wrażenie za każdym razem w Azji. 

I chociaż lampka kontrolna zapala nam się za każdym razem, jak widzimy taksówkarza, rikszarza i innych (szczególnie te lotniskowe hieny), to jednak raz na jakiś czas niestety nawet my dajemy się wrobić. Przynajmniej jest co potem opowiadać:)

Oto jak nas kilka razy chcieli oszukać lub niestety wyrolowali. Taka sytuacja.

#1 Manila, Filipiny – kręci się, kręci taksometr

Lądujemy na terminalu krajowym, gdzie nie ma ani bankomatu, ani kantoru. Mamy przy sobie tylko 200 pesos, co teoretycznie powinno nam starczyć na taksówkę do Maey, u której śpimy, ale nigdy nic nie wiadomo. Nic nie wzbudza więc naszych podejrzeń, kiedy taksiarz pyta czy chcemy wstąpić po drodze do kantoru. „Szczerze” nam mówi, że przy takim ruchu jak dziś, czyli w piątek, 200 pesos może nam nie starczyć.

– Spoko – myślimy i potakujemy. Podjeżdżamy pod kantor, Wojtek wymienia tylko kilka dolarów, bo przecież jesteśmy świadomi, że taksówkarz ma w tym swój biznes. I mimo, że podobno kurs mają tu świetny, jakoś nie chce się nam wierzyć. (Of course okazuje się, że mieliśmy rację – kurs był fatalny)

Wymiana kasy trochę trwa, ale ja siedząc sama w samochodzie jakoś nie zwracam uwagi na taksometr, który cały czas działa. W końcu wraca Wojtek z kierowcą i możemy ruszać. Jedziemy bardzo powoli, stoimy w gigantycznym korku. Niby wszystko ok, ale czujemy, że coś nie gra. Patrzę na taksometr. Przejechaliśmy może ze 3 km, a my już mamy nabite ponad 200 pesos! W dodatku kwota przeskakuje co 4-5 sekund. Wiemy przecież, że jeśli stoimy w korku, powinna przeskakiwać znacznie wolniej. Wymieniamy z Wojtkiem kilka zdań.

Prawda jest taka, że powinniśmy byli już wtedy wysiąść z tej feralnej taksówki. Taksometr bez wątpienia był podkręcony. Pech, że byliśmy już zmęczeni, na dworze ciemno, a wysiadanie gdzieś w środku Manili po zmierzchu to nienajlepszy pomysł.

Jasno i wyraźnie mówię kierowcy, że mam wątpliwości co do działania taksometru. Ten coś się próbuje tłumaczyć, mówi, że lotniskowe działają trochę inaczej, są droższe i trzeba było wsiąść w zwykłą miejską. Oczywiście słuchamy całego wywodu jak to Filipińczycy są biedni, a nas, turystów stać na wszystko, bo mamy dolary.

Po chwili jednak taksometr w czarodziejski sposób zwalnia i już nam się wydaje, że wszystko będzie ok, uspokajamy się. Taksiarz jednak nie daje za wygraną i postanawia nas wyrolować w inny sposób. Teraz jedziemy najbardziej okrężnymi drogami, jak tylko się da. Jeszcze w dodatku  kierowca nie wie jak dojechać w konkretne miejsce, więc co jakiś czas zatrzymujemy się przy innych taksówkach, a on pyta o drogę. My czekamy, a taksometr bije dalej.

Czara goryczy przelewa się, kiedy stoimy nie po tej stronie dwupasmowej ulicy co trzeba, ale dokładnie na przeciwko domu Maey. Zatrzymujemy się na chwilę, po czym kierowca mówi, że musimy kawałek zawrócić (nie wspomina nic o tym, że to już tu i że ten dom już widać). Na zawracanie mija kolejne pół godziny i dodatkowe 100 pesos. Kiedy więc nas w końcu wysadza i to dokładnie po drugiej stronie jezdni, gdzie byliśmy już pół godziny temu, mam ochotę go rozszarpać. Pada kilka niecenzuralnych słów po polsku, bo właściwie to najbardziej źli jesteśmy na samych siebie. Zrobił nas tak w balona, że aż nie mogę uwierzyć. Na liczniku 650 pesos (ok. 44zł), 2 godziny jazdy w plecy. A miało być max. 200 pesos (ok.13zł) i godzina. (Powiecie, że co to 44zł – to jak przejazd z jednego końca Poznania na drugi. Tak, ale nie możemy porównywać Polski i Azji. No i budżet na podróż, wiecie o co chodzi).

#2 i #3 Manila, Filipiny – chwyt na korki w mieście

Wsiadamy do miejskiej taksówki. Nie lotniskowej. Na wstępie nagle się dowiadujemy, że mamy dopłacić 100 pesos, bo dzisiaj w mieście korki. No kurczę blade! Korki w Manili – żadna nowość. Tym razem nie dajemy się już złapać. Od razu się żegnamy i wysiadamy z auta. Znów chcieli nas porobić.

W tym mieście słowo „traffic jam”, czyli korek uliczny to coś normalnego. Stoisz, stoisz, stoisz, stoisz. Dookoła stoją prywatne auta, autobusy, taksówki i jeepneye. Naszym rekordem było przejechanie 2,6 km w 70 minut :) Także… cierpliwości! Na szczęście kierowcy w Manili puszczają naprawdę fajne radio – z hitami lat 80. i 90. Taki czasoumilacz :)

Taksówki w manili
Oto dowód. 70 minut – 2,6 km. Welcome to Manila.

#4 Bangkok, Tajlandia – zwiedzaj miasto! Nie chcesz? Masz pecha.

Wojtek chce podjechać taksówką prostą drogą z miejsca A do miejsca B. Ma przed nosem mapę i widzi dokładnie jak taksiarz jedzie naokoło, krążąc jak tylko może po ulicach, żeby jak największym zygzakiem dojechać do celu. Tym razem mu się nie udało. Wojtek go rozpracował i daje tyle pieniędzy, ile powinien. Kiedy ten oburzony zaczyna się wściekać, Wojtek tylko wspomina o policji. Kierowca natychmiastowo milknie i daje za wygraną.

#5 Delhi, Indie – jaki dworzec? Przecież wybuchł!

Wychodzę z lotniska w New Delhi, jest 2012 rok. Jestem pierwszy raz w Indiach, Azji, innym świecie. O przebiegłości hinduskich taksiarzy naczytałam się baaardzo dużo, dlatego też od razu idę do prepaid taxi. Płacę z góry za kurs (pomińmy fakt, że pan w okienku mnie oszukuje i tracę 500 rupii – ok. 25zł – na dzień dobry), dostaję pokwitowanie, numer taksówki i już do niej idę. Podchodzi do mnie jeden z drugim, mówią, że to TA taksówka. Wsiadam, oni sprawdzają dokąd chcę jechać. No i się zaczyna.

– oooooj, ale to bardzo daleko i teraz jest w Delhi problem. Ty chcesz jechać na dworzec autobusowy, ale to niemożliwe.

– jak to? przecież już zapłaciłam…

– dzisiaj w Indiach jest wielkie święto, drogi są pozamykane, a dworzec jest zamknięty, bo tamtędy przechodzi parada.

– ale nikt mi o tym nie powiedział. Co mam teraz zrobić?

– jak dworzec jest zamknięty, to trzeba jechać taksówką aż do Jaipuru. To tylko 4 godziny jazdy. Innej opcji nie ma.

No i wtedy się skapnęłam, że właśnie znalazłam się w znanym numerze delhijskich taksówkarzy-oszustów. Że też się tak łatwo dałam wrobić!

Nakrzyczałam trochę na nich, wyrwałam dosłownie z rąk mój plecak i bez słowa odeszłam. Prawdziwy taksówkarz w mojej PRAWDZIWEJ taksówce czekał tuż obok, tylko go wcześniej nie zauważyłam… Jak się pewnie domyślacie nie było żadnego święta, żadnej parady, a dworzec funkcjonował jak co dzień. Do Jaipuru dojechałam bez problemu (noo, może poza słoniem, który wchodząc na autostradę zatamował ruch na godzinę). Hinduscy taksówkarze to mistrzowie kłamstw i przekrętów. Potrafią ci nawet wmówić, że wybuchła bomba w twoim hotelu, że dworzec kolejowy stanął w płomieniach albo że… cokolwiek. Bylebyś pojechał tam, gdzie oni chcą i w czym oni mają interes.  A są w tym tak dobrzy, że wierzysz we wszystko ;)

Jak to jest z tymi taksówkami?

To tylko przykładowe oszustwa, z jakimi mieliśmy do czynienia w czasie naszych podróży – pamiętajcie, zawsze bądźcie czujni w taksówkach i miejcie oko na taksometry :) Oczywiście nie mówimy, że wszyscy taksówkarze oszukują. Nie. Zdarzyło nam się kilku naprawdę uczciwych i im jak najbardziej dajemy napiwki. Niestety ta część, która oszukuje robi to w tak spektakularny sposób, że po prostu psuje całej reszcie opinię. No i zazwyczaj to taksówkarz jest pierwszym mieszkańcem danego kraju, do którego trafiacie i potem patrzycie na resztę przez pryzmat tego łachudry!

Pamiętajcie, żeby nigdy nie mówić taksiarzowi, że jesteście pierwszy raz w danym mieście czy danym kraju, że dopiero przyjechaliście – prawdopodobieństwo, że Was wyroluje jest naprawdę spore.

A Wy? Jakie mieliście doświadczenie z taksówkarzami? Byliście kiedyś oszukani? Macie jakieś ciekawe historie? Piszcie w komentarzach ;)

——————

Porady praktyczne – taksówki w Manili

– W mieście funkcjonują 3 rodzaje taksówek: białe lotniskowe prepaid (bardzo drogie), żółte lotniskowe (70 pesos na starcie) oraz zwykłe miejskie białe taksówki (40 pesos na starcie).

– Najlepiej oczywiście brać te zwykłe białe.

– Stojąc w korku taksometr powinien naliczać 4 pesos co 20 -25 sekund. Jadąc, cena będzie szła w górę szybciej, ponieważ wtedy taksometr zaczyna naliczać wg. stawki kilometrowej.

– Większość tanich hosteli znajduje się w dzielnicy Malate. Z lotniska do Malate (Adriatico Street) powinniście zapłacić nie więcej niż 200 pesos.

– Jeśli kierowca chce od Ciebie więcej kasy za to, że w Manili są korki – nie zgadzaj się, najlepiej wysiądź od razu.

– taksówek w Manili są tysiące. Jeśli jakiejś akurat potrzebujesz – stań przy ulicy, zamachaj rękami, i jeśli jest wolna, na pewno się zatrzyma :)

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz