10 tysięcy metrów nad ziemią

Wczoraj rano dotarły do nas tragiczne wieści. Najprawdopodobniej doszło do kolejnej katastrofy lotniczej. Nasze myśli są dzisiaj z pasażerami i załogą lotu MH370 z Kuala Lumpur do Pekinu oraz ich rodzinami. Będąc 2 lata temu w Malezji poznaliśmy nawet jednego stewarda Malaysian Airlines, który był spokrewniony z naszym przyjacielem, Faisalem. Rozmawialiśmy z nim dosyć długo o wadach i zaletach bycia członkiem załogi i wtedy widzieliśmy same zalety… Wszystko to skłoniło mnie do przestudiowania swoich własnych doświadczeń z samolotami.

Dla jednych lot samolotem to coś przerażającego, panicznie się go boją. Tego braku kontroli, zamknięcia w samolocie jak w puszce na 10 tysiącach kilometrów nad ziemią. Dla innych  to podróż jak każda inna, siedzą przy korytarzu, czują się jak w autobusie, a lot nie robi na nich większego wrażenia. Znajdzie się też spore grono ludzi, którzy wręcz kochają latać. Siedzą z nosem przyklejonym do szyby i patrzą na chmury. A ja? A ja uwielbiam latać. Może nie czekam na to z niecierpliwością i nie spędza mi to snu z powiek, ale lot samolotem zawsze jest tym miłym wstępem do jeszcze wspanialszych przeżyć. To początek podróży. I tak na to patrzę.

Lubię ten dreszczyk emocji podczas startu i lądowania. Kocham siedzieć przy oknie i patrzeć na wszystko, co się znajduje pode mną. Na coraz mniejsze domki, oświetlone miasta w nocy, plaże, które wydają się takie malutkie, ośnieżone góry i bezkres morza. Cieszę się jak dziecko, kiedy wlatujemy w chmury, a potem nagle jesteśmy nad nimi. Patrzę na ten biały puch przez szybę i drobniutkie, piękne płatki szronu na oknie. Tak, zdecydowanie lubię latać.

lot samolotem
Kocham latać samolotem!

Należę do tych szczęśliwców, którzy potrafią zasnąć wszędzie i w każdych warunkach, więc kiedy tylko poczuję ten błogi stan, lot się ustabilizuje, a ja rozmarzę się w tych chmurach… zasypiam. Budzę się zazwyczaj tylko na jedzenie albo kiedy lądujemy. Też tak macie?

Ostatnio policzyłam dokładnie dzięki dodaniu swojego konta na Loterze, że leciałam już 39 razy samolotem. Jedni powiedzą, że to mało, inni, że dużo. Niemniej jednak w ciągu tych 39 lotów zdarzyło się naprawdę sporo. Nigdy chyba nie zapomnę jak pierwszy raz wsiadłam do samolotu. W czasie startu trzymałyśmy się z moją przyjaciółką, Marysią, mocno za ręce i modliłyśmy w duchu, żeby wszystko poszło dobrze. I udało się. Od tego momentu pokochałam latanie.

Bywało różnie. Pamiętam burdę na pokładzie, jaką zrobił kiedyś pijany pasażer, a stewardessa musiała go przesadzić i postraszyć policją. Gościa, który delikatnie mówiąc nie wytrzymał czekając na toaletę. Pamiętam wszystkich przykrytych kocami – od czubka głowy po nogi – i chrapiących na potęgę Hindusów w samolocie do Delhi. I jak podczas lotu z Moskwy do Polski wylałam przez przypadek coca-colę na biznesmena, który siedział koło mnie. W końcu pamiętam też chwile grozy, kiedy rzucało naszym małym samolotem w drodze z Bali na Lombok i kiedy w powrotnej drodze z Brukseli przeżyłam najgorsze lądowanie w swojej historii. Już prawie kołowaliśmy, kiedy nagle samolot wzbił się niemal pionowo w górę i w końcu wylądował na innym lotnisku. Pamiętam też jak lecieliśmy na Filipiny, a Wojtek obudził mnie z przerażeniem mówiąc, że „pilot właśnie wyszedł z kabiny i zaczął się modlić tuż obok nas”. Sporo tego było :)

Wszystkim, którzy panicznie boją się latać proponuję spojrzeć na flightradar i przesunąć mapę gdzieś w okolice Londynu czy Paryża – pomyślcie sobie ile właśnie samolotów jest w przestworzach, a ile katastrof lotniczych miało dotychczas miejsce. Jeszcze lepiej wygląda przestrzeń nad USA. Mimo wszystko napawa to chociaż małym, malutkim optymizmem, prawda?

A Wy? Macie jakieś ciekawe historie z podróży samolotowych? Lubicie latać czy raczej jest to dla Was przykry „obowiązek”?

EDIT: w tym momencie na moim lotniczym liczniku mam za sobą 58 lotów, w tym ten najpiękniejszy – maleńkim samolocikiem nad Himalajami, który zapamiętam do końca życia! I na pewno nie przestanę latać.

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz