Marzyć czy nie marzyć? Oto jest pytanie

Jak to jest kiedy marzenia się spełniają? Czy człowiek wreszcie oddycha z ulgą, że w końcu mu się udało je zrealizować, czy może wpada w dziką rozpacz, bo nie ma już do czego dążyć? A co, jeśli to, o czym marzył nie spełni jego oczekiwań? Co jeśli się zawiedzie?

yyyy ????
marzenia ????

Osobiście uwielbiam marzyć i stawiać sobie nowe cele, ale też trochę boję się je realizować. Nie żebym miała nie wiadomo jak wygórowane te swoje marzenia i bała się porażki. Czasami są na prawdę przyziemne. Ale w tych swoich podróżniczych zachciankach najbardziej boję się… rozczarowania. Tego paskudnego zawodu, że to, o czym marzyłam nie spełnia moich oczekiwań, nie jest takie, jak to sobie wymyśliłam. Że „jest super… ale”! Nienawidzę „ale”!

Pamiętam taką sytuację, kiedy zabrałam Wojtka do mojego ukochanego Mostaru w Bośni i Hercegowinie. Przez kilka dni opowiadałam mu o tym niezwykłym mieście, o starym moście, o historii miejsca, którym jestem szczerze zafascynowana itd. Nastawiłam go na zobaczenie prawdziwego cudu, bo tym jest Mostar w moich oczach. Kiedy wreszcie tam dotarliśmy, Wojtek stwierdził, że most wygląda – cytuję – „ok”, jest ładnie, ale z moich opowieści wszystko wydawało się inne i trochę się rozczarował. To była dosyć gorzka nauczka. Od tej chwili obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę nikogo w ten sposób nastawiać. Ale chwila, chwila… Co jeśli ja wcale NIE umiem NIE NASTAWIAĆ samej siebie? O ile można po prostu zamknąć paszczę i nie opowiadać o danym miejscu innej osobie, to jak mam przestać nakręcać SIEBIE w myślach przed wyjazdem?

Nie nastawiać się w ogóle chyba po prostu nie da. Jeśli już człowiek gdzieś się wybiera to zawsze myśli jak to będzie. Zbiera najpierw pieniądze na wyjazd, potem zaczytuje się w przewodnikach, blogach podróżniczych i innych takich. Nakręca, nakręca, nakręca… a potem staje z tymi swoimi wyobrażeniami twarzą w twarz i co? W przypadku kompleksu Angkor Wat rzeczywistość okazała się jeszcze lepsza niż moja wyobraźnia. W Ha Long – zawód. Z kolei to, czego w ogóle miałam nie zobaczyć, czyli Railay Beach – najlepsza niespodzianka! No i? Jak żyć, panie premierze? Jak żyć :)

Problem jest jeszcze jeden – co zrobić, kiedy twoje największe marzenie się spełni?

Macie jakieś patenty na spełnianie swoich marzeń i ograniczanie rozczarowań?

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz