Nadchodzi era… FLASHPACKERA!

 

Tylko krowa nie zmienia zdania, a że krową nie jestem, to…

…po kilku latach podróżowania autostopem, spania w najgorszych ruderach i jedzenia kanapek oraz kabanosów gdzieś na drugim końcu świata – mówię dość. Jeszcze do niedawna byłam pewna, że podróż za najmniejsze pieniądze bez jakichkolwiek wygód to jedyna słuszna droga. To nawet nie chodziło o to, że nie miałam pieniędzy na wygodę. Ja się tą wygodą brzydziłam. Wydawało mi się, że wygoda pozbawia nas prawdziwego poznania danego miejsca. Na myśl o odrobinie luksusu w podróży zaczynało mnie mdlić, a wszystkich, którzy podróżowali trochę bardziej wygodnie ode mnie traktowałam z pogardą. Wycieczka, wakacje? Jaka wycieczka! Bleee, mój wyjazd to musi być prawdziwa wyprawa! Hotel? Taksówka? Broń Boże, to dla wygodnickich panienek! Nie mogę mojego backpackerskiego zadka tak (o zgrozo) „poniżać”. I tak w kółko.

Otóż nie. Zmieniam zdanie!  O tym, że przestaję powoli być typowym backpackerem pisałam już ostatnio. Nadszedł więc czas, żeby zastanowić się na poważnie kim w takim razie właściwie jestem…

Przełomowe odkrycie

Zdaje się, że właśnie nastąpiło przełomowe odkrycie w dziedzinie moich podróży (także w głąb siebie). Tego na blogu jeszcze nie było. Gotowi? Zaczynamy?

…do zastanowienia się nad sobą skłoniła mnie – UWAGA – praca magisterska Wojtka! Tak! Serio. Wojtek pisze w niej o backpackingu wśród studentów turystyki UAM. Przypadkowo (;p) praca wpadła mi w ręce, przeczytałam i… doznałam olśnienia. JESTEM FLASHPACKEREM! Definicja flashpackera przytoczona przez Wojtka pasuje do mnie idealnie. Boże drogi, ugięły się pode mną kolana, a ziemia niemal się zatrzęsła:) Mam odpowiedź na swoje pytanie „kim właściwie jestem w podróży”.

Kim jest flashpacker?

Flashpacker to osoba, która podróżuje z plecakiem. Indywidualnie. Tanio ale nie najtaniej. Nie za wszelką cenę. To połączenie „flash”, czyli luksusu z backpackingiem. W czasach, kiedy elektronika na stałe wchodzi do naszego życia i to z impetem, backpacking się zmienia, ewoluuje. Flashpackerzy nie są już marzycielami piszącymi w swoich tysiącstronicowych dziennikach oprawianych w skóry. Są wyposażeni w smartfony, notebooki, iPady, cyfrowe aparaty i kamery. Często piszą bloga, prowadzą vlogi itd. Chcą kontaktu ze światem i dzielenia się swoimi przeżyciami. Przed naszą wyprawą do Indonezji i na Filipiny jesteśmy wyposażeni w sprzęty jak nigdy. Jedzie z nami smartfon, lustrzanka, go pro, drugi aparat tak dla pewności i notebook.

Flashpacker jest w stanie wydać więcej pieniędzy na coś, co jest tego naprawdę warte, niż ciułać grosz do grosza i odmówić sobie wszystkiego. Do dziś wspominam nasze pierwsze kilka godzin w Sajgonie, które w całości spędziliśmy na chodzeniu od hostelu do hostelu w poszukiwaniu miejsca tańszego o chociażby 1 dolara. Straciliśmy pół dnia, a w końcu i tak wybraliśmy trochę droższy, ale lepiej usytuowany i bardziej zadbany. Flashpacker wie, że takie działanie jest bez sensu:)

Flashpacker nie jest bogatym turystą, który szasta pieniędzmi na prawo i lewo, ale chce trochę wygody. Wybiera lepsze miejsca do spania, je trochę ciekawiej i pozwala sobie na rozrywki, za które backpackpackerzy dziękują. Mimo wszystko chce poznać bliżej lokalną kulturę, a jego wyjazdy rzadko są krótsze niż miesiąc.

Flashpacker po polsku

Wydaje nam się, że do zachodnich flashpackerów jednak jeszcze trochę nam brakuje (i dobrze). Nie latamy na małych odległościach samolotami. Nie wybieramy szybszych (i o wiele droższych) katamaranów, tylko pływamy lokalnymi promami. Nie śpimy też w najlepszych hostelach, bo zawsze ustalamy sobie dzienny budżet wyprawy, a na lepsze miejscówki po prostu nas nie stać. Nie jeździmy też ze stylowymi walizkami, a zamiast tego wybieramy nasze stare, sprawdzone plecaki. W czasie najbliższej wyprawy nie zamierzamy jednak oszczędzać każdej złotówki i ścigać się w jak najmniejszej wydanej dziennej kwocie. Czasami po prostu nie warto.

Nie zostawiamy oczywiście wyjazdów backpackerskich zupełnie za sobą. Nie mówimy, że więcej tak nie pojedziemy i że poszliśmy o krok „wyżej”. Dalej zamierzamy podróżować tanio, nawet bardzo tanio ale nie będziemy się wstydzić tego, że zdecydowaliśmy się na jakąś bardzo turystyczną atrakcję, że spaliśmy w pokoju z klimatyzacją i zapłaciliśmy 2 dolary za piwo w knajpie… a nie piliśmy tylko wodę. I nie bójcie się, jeszcze do końca nie zwariowaliśmy. Autostopu pewnie spróbujemy, ale głównie po to, żeby sprawdzić, czy w ogóle się da i żeby poznać lokalsów, których uwielbiamy, a nie żeby zaoszczędzić 10 zł. Po prostu wybieramy trochę taką zmodyfikowaną drogę. I nie bójcie się, nie zmieniliśmy się aż tak bardzo.

Owszem, mam ochotę jeszcze raz wybrać się do Indii, założyć znów te łachmany i w japonkach hasać pomiędzy krowimi plackami z uśmiechem na ustach, nie przejmując się żadnymi blogami i zdjęciami. Chciałabym też jeszcze raz objechać Bałkany autostopem albo rozbić się namiotem gdzieś na dziko w Norwegii. Ale to kiedyś, innym razem. Na najbliższym wyjeździe będę bowiem flashpackerem :)

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz