Polakpotrafi.pl – droga na skróty?

„Polak potrafi”, czyli Wy dacie mi kasę, a ja się pobawię na egzotycznych wakacjach

Co chwilę bombardują nas linki do projektów podróżniczych z polakpotrafi.pl. Jeden z nich nawet wsparliśmy niedawno na obydalej i pokazaliśmy go na naszym fanpejdżu. W sumie zrobiliśmy to bez większego zastanowienia, ot ze zwykłej życzliwości. Przekazanie informacji dalej to nic wielkiego. Ten projekt był, a właściwie jest całkiem fajny. Dwóch chłopaków poprosiło nas o pomoc, napisaliśmy o nich i mam nadzieję, że im się motorowa podróż przez Azję uda, ale zaczęłam przez to zagłębiać cały ten fenomen „polak potrafi” i targają mną sprzeczne uczucia.

Jasne, chłopakom kibicuję. Czy jednak tego typu projekty to na pewno dobry pomysł? Kto decyduje się na stworzenie takiego projektu i kto chce za to płacić?

Wszystko to skłoniło mnie do zastanowienia się nad całym szumem wokół zbierania pieniędzy na czyjeś wakacje. I dalej nie rozumiem w czym tkwi sekret. Zastrzegam – chodzi mi jedynie o kategorię „podróże” i projekty, które nie wnoszą nic nowego.

O ile jak najbardziej kibicuję ambitnym projektom z innych kategorii – np. sportowcom, którzy nie mogą uzbierać wystarczających środków na zagraniczne zawody czy zespołom, które nie są w stanie samodzielnie wydać swojej płyty, o tyle ilość projektów, typu: „chcę pojechać w egzotyczne kraje, ale nie mam kasy” mnie przeraża. Projekty z „podróży”, w których zbiórka pieniędzy przeznaczona jest np. na sprzęt potrzebny do zimowego zdobycia jednego z ośmiotysięczników przez kobietę czy Polaka, który chce wygrać bieg ultra na dystansie 246 km – to naprawdę godne uwagi i polecenia przedsięwzięcia. Tym kibicuję z całego serca. Ale reszta?

Wiem, powiecie – nie chcesz pomóc, to nie wchodź na tą stronę. Ale powiedzcie mi, czy to ja zwariowałam, czy ktoś inny? Rozumiem – marzenia, każdy ma inną sytuację życiową, nie wszystkich stać na dalekie, egzotyczne wakacje. Ale poczekajcie…

Bez zbędnego biadolenia i opowiadania o tym jaka to wielce jestem zaradna. Kiedy ja chciałam wyjechać do Indii czy na zeszłoroczną wyprawę, harowałam jak wół przez kilka miesięcy. Poniedziałek – piątek dwa fakultety na Uniwersytecie, sobota i niedziela – praca. Wakacje – zapiernicz w supermarkecie. Tyle, ile mi zabrakło, pożyczyłam od rodziców, znajomych. Po powrocie jeszcze długo oddawałam pieniążki, ale oddałam. A kiedy już zwróciłam zaległe złotówki, to zaczęłam już zbierać na kolejną podróż. I tak w kółko. Ja miałam swoje priorytety. W życiu by mi do głowy nie przyszło, żeby ktoś, a tym bardziej ktoś zupełnie obcy płacił za moje podróże. Nie stać Cię na wyjazd po pół roku zbierania pieniędzy? No to zbieraj rok, albo półtora. No kurczę, przecież to Twoje marzenie, więc chyba wszystko jest skoncentrowane właśnie na tym, prawda?

Kiedy my chcieliśmy mieć aparat na wyjazd – podpisaliśmy umowę z jednym z poznańskich biur podróży i za naprawdę duży wkład pracy – artykuły, filmy, zdjęcia – otrzymaliśmy go. Nie było nic za darmo. Na „polak potrafi” królują za to podziękowania za wpłaty na kalendarzach i pocztówki, które właściwie nie wymagają żadnej pracy. Ok, taka jest Wasza droga, niech będzie… ale jesteście pewni, że to jest ok?

W kategorii „podróże” widziałam co najmniej kilka projektów, które niczego nowego nie wnosiły, a już projekt o wyjeździe do Indii mnie zupełnie powalił. „Zbieramy pieniądze na przelot samolotem do Indii oraz na miesiąc życia w tym odległym kraju”. No to ja się pytam – jaki tu jest ich wkład własny? Chyba tylko szczepienia, bo o tym nie wspomnieli. Wow. A oni zebrali już ponad 800zł! Osiemset złotych! Naprawdę już nie wiem, czy to we mnie się taka znieczulica obudziła, czy to świat zwariował.

I nie, nie jestem skąpiradło i hejter zwyczajny. Dokładam się do różnych akcji, niekoniecznie na polakpotrafi. Tylko po prostu nie rozumiem takiej drogi, na skróty.

A co Wy o tym sądzicie? Ciekawi mnie Wasza opinia na temat tego typu projektów. Zachęcam do dyskusji na blogu.

Karola

Przeczytaj też:

Dodaj komentarz